2016 do 2026 czyli metamorfoza moich włosów oraz 10 lat świadomej pielęgnacji.
II kwartał: widoczne efekty i przygotowania do hennowania
W drugim kwartale efekty wcześniejszej pielęgnacji zaczęły być coraz bardziej zauważalne. Włosy były wyraźnie odżywione, mocniejsze i bardziej podatne na stylizację. Coraz lepiej radziłam sobie z ich skrętem i puszeniem, a pielęgnacja zaczynała przynosić bardziej przewidywalne rezultaty. To był moment, w którym zaczęłam coraz poważniej myśleć o hennowaniu, nie tylko jako o ratunku na wyrównanie koloru i przykrycie rudności, ale też jako o kolejnym kroku w poprawie kondycji włosów. Skupiałam się na ich dobrym przygotowaniu: nawilżeniu, regeneracji i wzmocnieniu struktury. Testowałam różne maski, oleje, a także z tego co pamiętam testowałam wtedy różne metody olejowania włosów, o których możecie poczytać tutaj klik, a także same metody mycia, starając się gdzieś znaleźć balans między odżywieniem a lekkością. Zaczęłam też bardziej doceniać naturalny wygląd włosów, zamiast dążyć do ich ciągłego „naprawiania”. Ten kwartał był czasem spokojnego dopracowywania rutyny i budowania bazy pod kolejne zmiany. Czułam, że jestem coraz bliżej efektu, który wcześniej wydawał się trudny do osiągnięcia.
IV kwartał: domknięta łuska, blask i dojrzałość pielęgnacyjna
Czwarty kwartał był momentem, w którym wszystkie wcześniejsze etapy zaczęły się spinać w spójną całość. Regularna pielęgnacja, olejowanie, henna i lepsze rozumienie potrzeb włosów zaczęły przynosić długofalowe efekty. Łuska włosa była coraz bardziej domknięta, co przełożyło się na widoczny blask i lepsze odbijanie światła. Włosy wyglądały na gładsze, zdrowsze i bardziej jednolite na długości. Kolor stał się głębszy i bardziej harmonijny, a pasma mniej podatne na puszenie i przesuszenie. Pielęgnacja stała się bardziej intuicyjna,
wiedziałam, kiedy włosy potrzebują odżywienia, kiedy oczyszczenia, a kiedy po prostu spokoju. Ten etap był symbolem dojrzałości w podejściu do włosów i ich pielęgnacji: bez pośpiechu, bez gonienia za ideałem, ale z realnym zadowoleniem z efektów, które już udało mi się osiągnąć. Patrząc na zdjęcia z tego okresu, widzę nie tylko zmianę wizualną, ale też drogę pełną nauki, cierpliwości i konsekwencji.
10 lat później – czego nauczyła mnie metamorfoza włosów
Patrząc dziś na zdjęcia z lat 2016 widzę nie tylko zmianę w wyglądzie moich włosów, ale przede wszystkim ogromną drogę, jaką przeszłam: od prób, błędów i eksperymentów po coraz większą świadomość i cierpliwość. To była dekada nauki słuchania swoich włosów, odkrywania tego, co im służy, i akceptowania tego, że efekty przychodzą powoli, ale zostają na długo.
Moja metamorfoza nie wydarzyła się z dnia na dzień, ale była sumą małych decyzji, regularnej pielęgnacji, hennowania, olejowania i konsekwencji. Dziś moje włosy są zdrowsze, bardziej błyszczące, mocniejsze i bliższe temu, o czym kiedyś marzyłam. Moje podejście do nich również się zmienniło. Już usilnie nie dążę do moich włosówych guru tylko akceptuję to jak moje włosy wyglądają tu i teraz.
A Wy? Gdybyście cofnęły się myślami o 10 lat to co wtedy było dla Was ważne, o czym marzyłyście albo co chciałyście zmienić? Ciekawi mnie, jak patrzycie na siebie dziś i czy widzicie tę drogę, którą już przeszłyście, nawet jeśli wszystko potoczyło się trochę inaczej, niż kiedyś sobie wyobrażałyście. Jeśli macie ochotę, podzielcie się swoją małą „dekadą zmian” w komentarzu :)
Pozdrawiam,
Madeline

