Poznaj 5 błędów, które niszczą włosy na wakacjach (i jak ich uniknąć)
1. Brak ochrony UV – niewidzialny wróg włosów
Słońce towarzyszy nam na wakacjach niemal na każdym kroku poprawia nastrój, dodaje energii, jego promienie ogrzewają nasze ciało i nadają mi tę przecudowną opaleniznę. Niestety, dla włosów bywa często bezlitosne. Promieniowanie UV to jeden z najgroźniejszych czynników niszczących strukturę włosa, a na wakacjach wystawiamy się na nie bez opamiętania. Przeważnie pamiętamy aby smarować nasze ciało filtrem UV, lecz często zapominamy o naszych włosach.
Co robią promienie UV z włosami?
- Osłabiają keratynę – czyli podstawowe białko budujące włos. W efekcie kosmyki stają się kruche, łamliwe i tracą elastyczność.
- Rozkładają melaninę – przez co kolor włosów blaknie. Dotyczy to zarówno włosów farbowanych, jak i naturalnych. Efekt? Włosy stają się matowe, łamliwe i pozbawione życia.
- Degradują barierę lipidową – promienie UV uszkadzają lipidową warstwę ochronną włosa, przez co staje się on bardziej podatny na działanie wody, wiatru i innych czynników atmosferycznych.
- Dają złudne wrażenie „rozjaśnienia” – wielu osobom wydaje się, że słońce jedynie lekko i naturalnie rozjaśnia włosy, ale w rzeczywistości to proces niszczenia, a nie upiększania.
💡 Jak tego uniknąć? Włosy również potrzebują kremu z filtrem w postaci sprayu lub mgiełki z oznaczeniem UV protect. Na rynku dostępne są produkty, które tworzą na powierzchni włosa cienki film odbijający promieniowanie, których w okresie wakacyjnym jest w drogeriach bez liku. Jeśli zależy wam na jak najbardziej naturalnej metodzie to polecam wam olej z czarnuszki, który stosuję już od lat i nie spotkałam jeszcze produktu, który lepiej chroniłby moje włosy niż on. Pisałam wam o nim parę lat temu tutaj. Przed każdym wyjściem na dwór nakładam dłońmi parę kropel na włosy, od wysokości ucha w dół, skupiając się na dolnych partiach włosów, bo to one najbardziej, są narażone na szkodliwe działanie słońca.
2. Spanie z mokrymi włosami
Po dniu pełnym plażowych kąpieli i wrażeń łatwo ulec pokusie, by pójść prosto „na miasto” na kolację, spacer po promenadzie czy drinka pod palmami, zamiast od razu myć i suszyć włosy. Wieczorem, kiedy wracamy, często wracamy do domu zmęczeni. W pośpiechu idziemy pod prysznic i na szybko myjemy włosy. Wydaje nam się, że pójście spać w mokrych/wilgotnych włosach to nic złego, w końcu gorące powietrze i tak sprawi, że włosy wyschną „same”. Niestety, to jedna z najczęstszych włosowych pułapek wakacji.
Dlaczego spanie z mokrymi włosami szkodzi?
- Włosy są kilkukrotnie bardziej podatne na uszkodzenia mechaniczne – mokra keratyna rozluźnia swoje wiązania, a łuski włosa unoszą się, przez co tracą naturalną ochronę.
- Tarcie o poduszkę podczas przewracania się z boku na bok sprawia, że kosmyki się łamią, plączą i filcują. Rano zamiast miękkich fal często widzimy na głowie zmierzwioną „pajęczynę”.
- Wilgoć sprzyja mikroorganizmom – ciepłe i wilgotne środowisko to idealne warunki do rozwoju bakterii i grzybów, co może prowadzić do podrażnień skóry głowy, a nawet łupieżu.
- Sól morska dodatkowo wysusza włosy – działa higroskopijnie, czyli wyciąga wodę z wnętrza włosa. Pozostawiona na noc kryształki soli osiadają na powierzchni kosmyków jak drobny papier ścierny, powodując matowość, szorstkość i kruchość.
💡 Jak temu zapobiec? Najlepiej po powrocie do domu czy hotelu od razu umyć włosy, aby pozbyć się soli, piasku i potu. Potem wystarczy pozwolić, by wysuszyło je ciepłe wakacyjne powietrze i tak np. w Australii czy w ciepłych krajach to naprawdę kwestia chwili. I co ważne przeważnie nikogo nie dziwi widok ludzi spacerujących po promenadzie czy siedzących w restauracjach z mokrymi włosami. To wręcz część letniego stylu: naturalność, luz i swoboda. Dlatego warto wykorzystać tę atmosferę i dać włosom wyschnąć bez pośpiechu, zamiast kłaść się spać z mokrą głową. A jeśli po wieczornym powrocie włosy nadal są wilgotne, można je delikatnie podsuszyć suszarką z chłodnym nawiewem. Jeżeli jednak w hotelu nie mamy takiej opcji, dobrze jest zabezpieczyć kosmyki lekkim serum i spleść je w luźny warkocz to prosty sposób, aby zminimalizować uszkodzenia mechaniczne podczas snu i obudzić się z włosami w lepszej kondycji.
3. Sól morska bez spłukiwania – piękne fale, gorzka cena
Nie da się ukryć, że fale po kąpieli w oceanie wyglądają zjawiskowo!. Naturalne „beach waves” kojarzą się z wolnością, wakacyjnym luzem i tym niepowtarzalnym australijskim klimatem, w którym wiatr i słońce robią za najlepszych stylistów fryzur. Niestety, za tym romantycznym obrazkiem kryje się spore zagrożenie dla kondycji włosów. Sól morska nie jest sprzymierzeńcem włosów, a wręcz przeciwnie, jej działanie może szybko doprowadzić kosmyki do ruiny.
Dlaczego sól morska szkodzi włosom?
- Działa higroskopijnie – przyciąga wodę z otoczenia, ale jednocześnie wyciąga ją z wnętrza włosa, powodując intensywne przesuszenie.
- Kryształki soli osiadają na powierzchni kosmyków – i działają niczym drobny papier ścierny, matowiąc włosy i osłabiając ich strukturę.
- Zwiększa łamliwość – włosy stają się kruche, szorstkie i podatne na uszkodzenia mechaniczne.
- Nadaje pozorny efekt objętości – początkowo kosmyki wydają się pełniejsze i bardziej teksturowane, ale to złudzenie, które w dłuższej perspektywie oznacza „zjedzone”, trudne do okiełznania pasma.
4. Brak olejowania – włosy bez tarczy
Każda włosomaniaczka wie, że olejowanie to nie chwilowa moda, a fundament zdrowej i świadomej pielęgnacji. Niestety, podczas wakacji wiele osób odkłada ten rytuał na bok, bo zwyczajnie jest wiele ważniejszych rzeczy do zrobienia i atrakcji do zwiedzania. Jednak często z jego konsekwencji zdajemy sobie sprawę po powrocie do domu. Olejowanie włosów na wakacjach nie musi być długo, żmudną czynością, a wręcz przeciwnie można je wpleść niezauważenie w nasz szalony grafik. Przed każdym myciem włosów można nałożyć parę kropli oleju i wmasować we włosy, a następnie związać w warkocz bądź kok. Nawet jeśli to środek dnia i zaraz chcemy zwiedzić miasto czy udać się na wycieczkę w góry czy na plażę to taka fryzura nikogo nie będzie dziwiła, a nasze włosy tylko nam za to podziękują. Olej pełni bowiem funkcję naturalnej tarczy ochronnej, bez której włosy stają się bardziej narażone na zniszczenia.
👉 Dlaczego olejowanie jest tak ważne latem?
- Tworzy barierę ochronną – zatrzymuje wilgoć wewnątrz włosa i zabezpiecza go przed działaniem słońca, wiatru i słonej wody.
- Chroni przed przesuszeniem – w gorącym klimacie włosy dużo szybciej tracą wodę, a bez oleju stają się suche, szorstkie i puszą się przy każdym podmuchu wiatru.
- Domyka łuski włosa – dzięki temu kosmyki są gładkie, lśniące i mniej podatne na plątanie.
- Wzmacnia końcówki – olej działa jak naturalne serum, które zapobiega rozdwajaniu i kruszeniu się włosów.
5. Suszenie gorącym powietrzem – szybka droga do katastrofy
Wakacje sprzyjają spontaniczności, a brak czasu i kalendarz napikowany atrakcjami sprawia, że na suszenie włodów mamy bardzo miało czasu. Suszarka za to, często kusi szybkim rozwiązaniem. Niestety, gorący nawiew to największy wróg włosów już osłabionych słońcem i słoną wodą. Wysoka temperatura rozchyla łuski włosa, odparowuje wodę z jego wnętrza i uszkadza lipidową warstwę ochronną.
👉 Dlaczego gorące powietrze niszczy włosy?
- Rozchyla łuski włosa, sprawiając, że traci on gładkość i łatwiej się puszy.
- Odparowuje wodę z wnętrza włosa, co prowadzi do jego przesuszenia i osłabienia.
- Uszkadza lipidową warstwę ochronną, przez co włosy stają się podatne na kruszenie i łamanie.
- Przy częstym stosowaniu prowadzi do rozdwojonych końcówek i utraty sprężystości.
- Efekt? Włosy suche, matowe i bez życia – jak roślina polana wrzątkiem: niby dostała wodę, ale zamiast odżywienia doznała zniszczenia.
💡 Co zrobić zamiast tego? Zamiast gorącego powietrza wybierz naturalne suszenie no. ciepły wiatr i słońce zrobią to za Ciebie. Jeśli już musisz użyć suszarki, wybierz chłodny lub letni nawiew i pamiętaj o wcześniejszej aplikacji sprayu termoochronnego lub lekkiej mgiełki.
🎁 Bonusowa rada: Nie rezygnuj z kapelusza czy chusty !!!
Wiele osób, szczególnie podczas wakacji, unika nakryć głowy, bo wydaje im się, że kapelusz „przyklapuje” fryzurę albo chusta nie pasuje do stylizacji. To jednak jeden z największych błędów, jakie można popełnić w gorącym klimacie.
👉 Dlaczego to tak ważne?
- Kapelusz czy chusta stanowią pierwszą barierę ochronną dla włosów przed promieniami UV, które niszczą keratynę i osłabiają strukturę kosmyków.
- Osłaniają także skórę głowy, która – podobnie jak reszta ciała – może ulec poparzeniom słonecznym. Skóra podrażniona i przesuszona staje się podatna na łupież i nadmierne wypadanie włosów.
- Nakrycie głowy chroni nie tylko urodę, ale i zdrowie – zapobiega udarowi słonecznemu, który w australijskim klimacie może wystąpić szybciej, niż się spodziewamy.
- Dodatkowo kapelusz z szerokim rondem lub lekka, przewiewna chusta chronią także twarz, oczy i kark, co ma ogromne znaczenie dla ogólnego komfortu i bezpieczeństwa.
💡 Wniosek? Kapelusz, chusta czy turban to nie tylko element wakacyjnego stylu „boho chic” czy „beach vibe”, ale przede wszystkim inwestycja w zdrowie włosów i całego organizmu. Australijczycy wiedzą o tym doskonale i nie bez powodu noszenie nakrycia głowy jest tu niemal tak oczywiste, jak smarowanie się kremem z filtrem. A bez kapelusza nie wychodzi z domu nikt.

