Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy w sztuce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy w sztuce. Pokaż wszystkie posty
Włosy w Sztuce #3 Polski mistrz kobiecego wdzięku i elegancji

Włosy w Sztuce #3 Polski mistrz kobiecego wdzięku i elegancji

Od pewnego czasu chciałam usiąść do kolejnego wpisu, ale ostatnie dwa tygodnie trochę napisały mi własny scenariusz. Wciąż nie mogę się do końca wygrzebać z choroby, dlatego pojawiało się tu ostatnio mniej tekstów, niż sama bym chciała, choć mam nadzieję, że już niedługo uda mi się wszystko spokojnie nadrobić. Pomyślałam jednak, że w ramach małej rekompensaty za tę ciszę wrócę dziś do Was z kolejnym odcinkiem „Włosów w sztuce”. Poprzedni wpis spotkał się z bardzo ciepłym i pozytywnym odbiorem, co ogromnie mnie ucieszyło, dlatego mam nadzieję, że i ten temat przypadnie Wam do gustu. Tym razem chciałabym zatrzymać się przy twórczości znanego polskiego malarza z przełomu XIX i XX wieku czyli Władysława Czachórskiego, artysty, który z niezwykłym wyczuciem malował kobiecą elegancję, tkaniny, piękno detalu i oczywiście włosy. 



Kiedy myślimy o najważniejszych polskich malarzach, bardzo często pierwsze skojarzenia prowadzą nas do Matejki, Chełmońskiego czy Wyspiańskiego. Tymczasem gdzieś obok tych wielkich nazwisk stoi także Władysław Czachórski, artysta może nieco rzadziej przywoływany w pierwszym odruchu, a jednak absolutnie wyjątkowy i nie do przecenienia.


Urodził się w 1850 roku w Lublinie, uczył się w Warszawie, a później rozwijał swój talent w Monachium, które na długie lata stało się ważnym miejscem jego artystycznego życia. Największą sławę przyniosły mu eleganckie sceny salonowe i portrety, w których zachwycał precyzją, wyczuciem światła oraz niezwykłą umiejętnością malowania tkanin, wnętrz i kobiecego piękna. Patrząc na jego obrazy, bardzo łatwo zrozumieć, że był malarzem o wyjątkowej wrażliwości na detal i estetykę, a to właśnie sprawia, że jego twórczość do dziś robi tak duże wrażenie. 

Choć o Czachórskim najczęściej pisze się jako o mistrzu tkanin, biżuterii i całego tego salonowego przepychu, bardzo trudno nie zauważyć, z jakim wyczuciem malował także włosy. Źródła zwracają uwagę na jego niezwykłą precyzję, maestrię wykonania i umiejętność oddawania miękkości oraz połysku różnych faktur, a w kobiecych portretach doskonale widać, że tę samą uważność przenosił również na fryzury. Dzięki temu włosy na jego obrazach mają w sobie coś bardzo charakterystycznego: są gładkie, świetliste, miękko modelowane i nie wyglądają jak detal na marginesie, tylko jak ważna część całej opowieści o elegancji i kobiecym pięknie.

Władysław Czachórski, grafika portretowa, 1890, rysunek. Mazovian Digital Library. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


Co ważne, bohaterki jego obrazów nie są zwykle konkretnymi, zidentyfikowanymi kobietami, lecz raczej wyidealizowanymi typami piękna. Modelki pozostawały najczęściej anonimowe, bo miały stać się nośnikiem pewnej estetyki i wyobrażenia o kobiecości końca wieku.


1. Zaczniemy od jednego z moich ulubionych obrazów tego artysty, czyli Bukietu, obrazu, który od razu przyciąga mnie swoją lekkością, świeżością i tym szczególnym rodzajem bijącej świetlistości, w którym elegancja spotyka się z czymś bardzo delikatnym i niemal poetyckim. To jeden z tych portretów Czachórskiego, w których kobiece piękno, kwiaty i światło łączą się w niezwykle subtelną, romantyczną całość. Włosy bohaterki zostały namalowane z ogromnym wyczuciem miękkości i objętości: nie tworzą ciężkiej, ciemnej plamy, ale układają się w lekkie fale i drobne skręty, które pięknie łapią światło i nadają całemu wizerunkowi lekkość. Czachórski prowadzi je bardzo delikatnie, budując ich fakturę poprzez łagodne przejścia między cieniem a ciepłymi refleksami, dzięki czemu fryzura wygląda naturalnie, miękko i jakby poruszona ledwie wyczuwalnym ruchem. I chyba właśnie to robi na mnie największe wrażenie, bo mimo ciemnego koloru te włosy nie wydają się ciężkie, ale pełne świeżości, wdzięku i tej cichej, bardzo kobiecej elegancji, którą Czachórski potrafił malować jak mało kto.

Władysław Czachórski, Bukiet (The bouquet), 1903, olej na płótnie. Obecna lokalizacja: nieustalona, prawdopodobnie kolekcja prywatna. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

2. Kolejnym obrazem, przy którym chciałabym się na moment zatrzymać, jest Dziewczyna z goździkami, portret, który ma w sobie coś niezwykle świeżego, lekkiego i bardzo subtelnego. Jest w nim młodość, delikatność i ten charakterystyczny dla Czachórskiego rodzaj miękkiego światła, o którym wspominałam wam powyżej, a dzięki któremu całość wydaje się niemal rozświetlona od środka. Włosy bohaterki zostały namalowane z ogromnym wyczuciem lekkości i puszystej objętości: jasne, miękkie loki nie tworzą sztywnej formy, ale układają się w delikatną fryzurę pełną powietrza i naturalnego ruchu (patrząc na spuszone kręcone włosy przypuszczam, że musiłaobyć wtedy bardzo deszczowo). Czachórski prowadzi światło po ich górnych partiach bardzo subtelnie, zestawiając ciepłe refleksy z łagodniejszym cieniem ukrytym między skrętami, dzięki czemu włosy wyglądają miękko, świetliście i niemal jak poruszone lekkim podmuchem. I chyba właśnie to urzeka mnie tutaj najbardziej, ta fryzura nie dominuje portretu, ale pięknie współtworzy jego nastrój: świeży, romantyczny i pełen cichego wdzięku.

Władysław Czachórski, Główka. Dziewczyna z goździkami, 1899, olej na desce. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna

3. Następny obraz o którym będziemy mówili to Dziewczyna z kwiatami czyli niezwykły przykład tego, jak pięknie Czachórski potrafił malować ciemne włosy i wydobywać z nich naturalny blask. Ten portret ma w sobie coś bardzo subtelnego i zarazem wyrafinowanego: jest tu miękkość, kobieca delikatność, kwiaty i światło, które razem tworzą niezwykle harmonijną, niemal romantyczną całość. Włosy bohaterki zostały namalowane z ogromnym wyczuciem formy i połysku, są ciemne, gładko ułożone przy przedziałku, a niżej przechodzące w miękkie fale po bokach twarzy, nie wyglądają ciężko, lecz pełne są lekkości i życia. Światło przechodzi po ich powierzchni bardzo naturalnie, dzięki czemu na pasmach pojawiają się delikatne refleksy, które pięknie podkreślają gładkość fryzury i jej satynową miękkość. Sposób w jaki jest oddana natura kręconych włosów, pomimo ciemnego koloru jest naprawdę imponująca. Same włosy nie przytłaczają portretu, ale dodają mu elegancji, głębi i tej cichej, kobiecej świetlistości, którą Czachórski potrafił uchwycić jak mało kto.

Władysław Czachórski, Dziewczyna z kwiatami, ok. 1900, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

4. Pojawia się tu też ponownie jeden z moich ulubionych obrazów tego malarza czyli Dziewczyna z kwiatami azalii to portret, który ma w sobie coś niezwykle lekkiego, świetlistego i niemal eterycznego. Jest w tej urodzie coś wręcz anielskiego: delikatność rysów, miękkie światło i ten subtelny spokój, od którego bardzo trudno oderwać wzrok. Włosy modelki zostały namalowane przepięknie, z ogromnym wyczuciem objętości i lekkości, jasne, miękko skręcone, nie tworzą ciężkiej formy, ale układają się w puszystą, niemal rozświetloną fryzurę. Czachórski bardzo subtelnie prowadzi po nich światło, wydobywając jaśniejsze refleksy na górnych partiach i miękkie cienie ukryte między pasmami, dzięki czemu włosy wyglądają naturalnie, świeżo i niezwykle delikatnie. Całość dopełnia pięknie kontrastujące tło oraz subtelna ramka z pojawiających się tu i ówdzie kwiatów, która nadaje portretowi jeszcze więcej lekkości i romantycznego uroku. Patrząc na tę anielską urodę, od razu myślę o mojej młodszej siostrze, i chyba właśnie dlatego ten obraz porusza mnie tak mocno. Widzę w nim nie tylko piękno samego portretu, ale też to, jak wyjątkowo i z jaką czułością malarz potrafił oddać delikatność tej urody, a fryzura nie jest tu tylko pięknym detalem, lecz współtworzy cały nastrój obrazu: romantyczny, lekki i pełen cichego wdzięku.


Władysław Czachórski, Dziewczyna z kwiatami azalii, ok. 1903, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

5. Kolejnym obrazem, przy którym bardzo trudno mi się nie zatrzymać, jest Dziewczyna z wachlarzem, portret, który ma w sobie coś wyjątkowo spokojnego, szlachetnego i bardzo subtelnego. Jest tu miękkość, delikatność i ten charakterystyczny dla Czachórskiego rodzaj elegancji, który nie potrzebuje przesady, żeby przyciągać wzrok. Włosy bohaterki zostały namalowane z ogromnym wyczuciem lekkości i porządku: jasne, gładko ułożone, z miękkimi falami i drobnymi skrętami przy czole, wyglądają bardzo naturalnie i niezwykle harmonijnie przy młodej i dziewczęcej urodzie modelki. Czachórski pięknie prowadzi po nich światło, wydobywając delikatny blask na górnych partiach fryzury i łagodnie ukryte cienie między pasmami, dzięki czemu włosy nie wydają się sztywne, ale miękkie, świeże i pełne subtelnej objętości. I chyba właśnie to robi tutaj największe wrażenie, ta fryzura nie jest tylko dodatkiem do wachlarza, koronki i biżuterii, ale współtworzy cały nastrój obrazu: cichy, elegancki i bardzo dziewczęcy.

Władysław Czachórski, Dziewczyna z wachlarzem, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

6. Wśród tych portretów pojawia się też niezwykle subtelny wizerunek zatytułowany Junge Dame mit Blumenkranz to obraz, w którym Czachórski po raz kolejny pokazuje swoją niezwykłą wrażliwość na kobiecą urodę i światło. Całość ma w sobie coś bardzo spokojnego i romantycznego: delikatne kwiaty, jasna tkanina i miękkie, chłodne tło tworzą atmosferę niemal cichej elegancji. Włosy bohaterki zostały namalowane z ogromnym wyczuciem lekkości i naturalnego blasku: jasnobrązowe, miękko ułożone i delikatnie unoszące się przy górnych partiach fryzury nie wyglądają sztywno, ale pełne są powietrza i subtelnego ruchu. Czachórski bardzo pięknie prowadzi po nich światło, wydobywając cieplejsze refleksy na wypukłych pasmach i łagodniejsze cienie w głębi fryzury, dzięki czemu włosy zyskują miękkość, objętość i niemal satynową fakturę. Dzięki temu fryzura nie pozostaje jedynie pięknym detalem, ale współtworzy cały nastrój portretu: romantyczny, spokojny i pełen cichego wdzięku.

Władysław Czachórski, Junge Dame mit Blumenkranz (Młoda dama z kwiatowym wieńcem), 1904, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

7. Wśród tych bardziej rozbudowanych, salonowych kompozycji pojawia się też Kwiat młodzieży czyli obraz, który ma w sobie tak dobrze znaną już nam elegancję, lekkość i świeżość. Jest tu cały świat tak charakterystyczny dla Czachórskiego: kwiaty, miękkie tkaniny, subtelne światło i kobiecość pokazana w sposób bardzo wyrafinowany, a jednocześnie delikatny. Włosy bohaterki nie dominują tutaj całej kompozycji, ale właśnie przez tę powściągliwość robią duże wrażenie: jasne, miękko upięte, z delikatnie falującymi pasmami, wyglądają naturalnie i bardzo harmonijnie. Czachórski prowadzi po nich światło z ogromnym wyczuciem, wydobywając ciepłe refleksy na górnych partiach fryzury i miękkie cienie głębiej, dzięki czemu włosy mają objętość, lekkość i tę subtelną, satynową miękkość, którą tak pięknie potrafił malować. I chyba właśnie to urzeka mnie tutaj najbardziej i nawet w tak bogatej, dekoracyjnej scenie fryzura nie pozostaje tylko drobnym detalem, ale współtworzy cały nastrój obrazu: romantyczny, elegancki i pełen spokojnego wdzięku.


Władysław Czachórski, Kwiat młodzieży, 1889. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

8. Wśród obrazów Czachórskiego jest też List przedstawiający scenę bardzo spokojną, ale  jednocześnie intymną, zbudowaną nie na samym blasku, ale na nastroju chwili, geście i spojrzeniu zatrzymanym gdzieś pomiędzy myślą a emocją. Jest w tym portrecie coś bardzo miękkiego i subtelnego: delikatna suknia, ciepłe wnętrze, kwiaty trzymane w dłoni i ta szczególna cisza, która sprawia, że obraz wydaje się niemal opowiadać własną historię. Fryzura bohaterki została potraktowana z ogromnym wyczuciem, bo włosy są starannie zebrane, ale nie surowe, bo przy twarzy i nad czołem pojawiają się miękkie, lekkie pasma, które łagodzą cały wizerunek i dodają mu naturalności. Czachórski nie maluje ich tu jako ozdobnego popisu, lecz jako część całego nastroju: delikatnie rozświetlone, spokojne, harmonijne, pięknie równoważą elegancję stroju i dekoracyjność wnętrza. Dzięki temu fryzura nie przyciąga uwagi krzykliwie, ale robi coś znacznie subtelniejszego, nadaje tej postaci ciepło, łagodność i bardzo kobiecy spokój.

Władysław Czachórski, List, 1896, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

9. Wśród tych bardziej powściągliwych i dostojnych wizerunków pojawia się też Portret damy to obraz, który od razu przyciąga mnie swoim spokojem, klasą i tą bardzo wyważoną elegancją, w której nie ma nic przesadzonego, a jednak wszystko jest na swoim miejscu. To zupełnie inny rodzaj kobiecego piękna niż w bardziej świetlistych, kwiatowych kompozycjach Czachórskiego: bardziej cichy, dojrzalszy, oparty na harmonii, geście i subtelnym wyrazie twarzy. Włosy bohaterki zostały ułożone bardzo starannie, z wyraźnym przedziałkiem i gładko poprowadzonymi pasmami po bokach, które miękko otulają twarz i budują wrażenie ładu oraz spokoju. Nie ma tu efektownego blasku ani fryzury, która chciałaby dominować cały portret, ale jest za to piękna dyscyplina formy, delikatna miękkość i ta szczególna szlachetność, dzięki której włosy stają się ważną częścią całego wizerunku. I chyba właśnie to robi tutaj największe wrażenie: fryzura nie krzyczy, nie próbuje uwodzić, ale nadaje postaci powagę, elegancję i bardzo spokojny, arystokratyczny wdzięk.

Władysław Czachórski, Portret damy, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

10. Następnie omówimy Portret Marii Godlewskiej,  obraz, który od razu przyciąga mnie swoim spokojem, klasą i tą bardzo wyważoną elegancją, w której nie ma nic przesadzonego, a jednak wszystko jest na swoim miejscu. To także jedna z tych prac Czachórskiego, które przedstawiają autentyczną osobę, a nie wyidealizowany typ kobiecego piękna: Maria Godlewska była rzeczywistą bohaterką tego portretu, co nadaje mu jeszcze bardziej osobisty i wyciszony charakter. Jest tu zupełnie inny rodzaj urody niż w bardziej świetlistych, kwiatowych kompozycjach artysty: bardziej cichy, dojrzalszy, oparty na harmonii, postawie i subtelnym wyrazie twarzy. Włosy bohaterki zostały ułożone bardzo starannie, z wyraźnym przedziałkiem i gładko poprowadzonymi pasmami po bokach, które miękko otulają twarz i budują wrażenie ładu oraz spokoju. Nie ma tu efektownego blasku ani fryzury, która chciałaby dominować cały portret, jest za to piękna dyscyplina formy, delikatna miękkość i ta szczególna szlachetność, dzięki której włosy stają się ważną częścią całego wizerunku. I chyba właśnie to robi tutaj największe wrażenie: fryzura nie krzyczy, nie próbuje uwodzić, ale nadaje postaci powagę, elegancję i bardzo spokojny, arystokratyczny wdzięk.

Władysław Czachórski, Portret Marii z Popielów Godlewskiej, 1880, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

11. Wśród tych portretów pojawia się też kolejny wizerunek o niemal anielskiej urodzie, czyli Portret młodej dziewczyny, obraz, który od razu przyciąga mnie swoją delikatnością, świeżością i tym szczególnym rodzajem miękkiego światła, od którego trudno oderwać wzrok. Jest w tej twarzy coś bardzo czystego i subtelnego: łagodność spojrzenia, dziewczęca kruchość i taka cicha, niewymuszona piękność, która nie potrzebuje żadnych ozdobników. Włosy bohaterki zostały namalowane z ogromnym wyczuciem lekkości i naturalnej objętości:  miękko unoszą się wokół głowy, nie są sztywno ujarzmione, ale układają się w delikatną, puszystą fryzurę, która dodaje całemu portretowi łagodności. Czachórski bardzo pięknie prowadzi ich formę, budując subtelne przejścia między światłem a cieniem, dzięki czemu włosy nie wydają się ciężkie, lecz pełne powietrza i miękkości. I chyba właśnie to urzeka mnie tutaj najmocniej, bo fryzura nie jest tylko dodatkiem do młodej twarzy, ale współtworzy cały nastrój obrazu: niewinny, świetlisty i pełen cichego wdzięku.

Władysław Czachórski, Portret młodej dziewczyny, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

12. Kolejny obraz z tych bardziej rozmarzonych, niemal teatralnych kompozycji pojawia się też Resting Beauty, obraz, w którym ponownie autor pokazuje kobiece piękno nie przez ruch czy spojrzenie pełne napięcia, ale przez bezwład, miękkość i nastrój cichego zatrzymania. Jest w nim coś bardzo zmysłowego, ale nie ostrego, raczej delikatnego, przytłumionego, jakby cała scena była zanurzona w półcieniu, kwiatach i cięższej, salonowej ciszy. Fryzura bohaterki została potraktowana z dużą subtelnością: ciemne pasma miękko okalają twarz i skronie, łagodząc rysy i dodając całej postaci tej szczególnej, spokojnej miękkości. Nie chodzi tu o wyraźny połysk czy misterną konstrukcję uczesania, ale o wrażenie naturalności i delikatnego opadania włosów, które pięknie współgra z ułożeniem głowy, linią szyi i sennym charakterem całego portretu. I chyba właśnie to porusza mnie tutaj najbardziej, włosy nie są osobnym ozdobnym elementem, ale częścią całej emocji tego obrazu: wyciszonej, melancholijnej i bardzo kobiecej.


Władysław Czachórski, Resting Beauty, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

13. Na koniec zostawiam jeszcze The bouquet i jest w tym coś bardzo miłego, że zaczynamy bukietem i bukietem kończymy, jakby ta kwiatowa klamra sama chciała domknąć cały ten odcinek. Ten portret ma w sobie coś niezwykle szlachetnego i spokojnego: profil bohaterki, miękkie światło, daleki pejzaż i kwiaty trzymane w dłoniach tworzą razem obraz pełen cichej elegancji. Włosy zostały tu namalowane przepięknie: ciemne, gęste, miękko upięte nisko z tyłu głowy, nie są ciężkie ani surowe, ale pełne naturalnej objętości i łagodnego ruchu. Czachórski bardzo subtelnie wydobywa na nich blask, prowadząc światło po wypukłych pasmach i zostawiając głębsze cienie w załamaniach fryzury, dzięki czemu włosy wyglądają miękko, harmonijnie i bardzo szlachetnie. I chyba właśnie to urzeka mnie tutaj najbardziej, fryzura nie narzuca się, nie próbuje grać pierwszej roli, a jednak pięknie dopełnia cały wizerunek i sprawia, że ten obraz ma w sobie tyle spokoju, klasy i kobiecego wdzięku.

Władysław Czachórski, The bouquet, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

Podsumowanie:

I tak domyka się kolejny odcinek „Włosów w sztuce”. Patrząc na obrazy Czachórskiego, mam wrażenie, że włosy nigdy nie są u niego tylko dodatkiem do sukni, kwiatów czy biżuterii, ale ważną częścią całego nastroju portretu — raz bardziej świetlistą i romantyczną, innym razem cichą, dostojną i pełną spokoju. To właśnie w tej miękkości, subtelności i niezwykłym wyczuciu kobiecej urody kryje się chyba największy urok jego malarstwa. A na zakończenie jestem bardzo ciekawa Waszego zdania — który z tych obrazów i które włosy zrobiły na Was największe wrażenie?


Pozdrawiam,
Madeline


Włosy w Sztuce #2 - XIX - wieczny malarz dworów Europy

Włosy w Sztuce #2 - XIX - wieczny malarz dworów Europy

XIX-wieczna Europa kochała przepych: bale, dworskie etykiety i portrety, które miały błyszczeć tak samo jak jedwab, koronki i biżuteria. Właśnie w takim świecie największe gwiazdy salonów zamawiały wizerunki u człowieka, który potrafił zamienić elegancję w obraz, a mowa o nikim innym jak o Franzie Xaverze Winterhalter, najsłynniejszym malarzu europejskich dworów. To on stworzył między innymi ikoniczny portret cesarzowej Elżbiety Austriackiej (Sisi) z diamentowymi gwiazdami we włosach, a ja wracam do niego jak do ulubionej inspiracji. Winterhalter malował włosy z niesamowitą miękkością i blaskiem: gęste fale, idealne upięcia, drobne kosmyki przy twarzy, wszystko dopracowane jak w najlepszej stylizacji. W tym wpisie zapraszam Cię na małą wycieczkę po jego portretach: wypatrzymy najpiękniejsze fale, upięcia i połysk, które sprawiają, że od tych obrazów nie da się oderwać wzroku.


Warto najpierw poznać technikę Winterhaltera, bo to ona sprawia, że jego portrety wyglądają tak „świetliście” i elegancko. Źródła opisują, że na początku kariery malował dość konserwatywnie, budując gładką, niemal „emaliowaną” powierzchnię, a z czasem rozwinął swobodniejszy, bardziej romantyczny sposób prowadzenia pędzla, co świetnie widać choćby w słynnym portrecie Sisi. 



W praktyce daje to bardzo kontrolowaną grę światła: potrafił stawiać akcenty i podkreślać detale tak, by jasne refleksy „łapały” najważniejsze miejsca, w jednym z opisów jego obrazu zwraca się uwagę, że światło wyraźnie odbija się od włosów, budując mocny kontrast światło–cień.

Jednocześnie był mistrzem oddawania materiałów i błyskotek, często podkreśla się jego perfekcję w malowaniu jedwabi, tiulu i pereł, czyli wszystkiego, co pięknie pracuje ze światłem. I właśnie dlatego włosy na jego portretach robią takie wrażenie: nie są „tłem” do sukni i biżuterii, tylko kolejną luksusową fakturą, w której światło ma się na czym zatrzymać, połysk, miękkość i objętość aż proszą się, żeby je oglądać z bliska.

Jego talent i wyczucie dworskiego blasku sprawiły, że szybko zyskał przydomek „malarza książąt i księżniczek” (ang. Painter of Princes), bo stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych portrecistów europejskich elit.

Fotografia Franza Xavera Winterhaltera, XIX w., fotografia czarno-biała. Bibliothèque nationale de France (BnF) / Gallica. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.



1. Zaczniemy od obrazu „Cesarzowa Elżbieta Austriacka (Sisi) w sukni galowej z diamentowymi gwiazdami we włosach” (1865), bo Sisi mam w sercu od dawna, jest w niej coś ujmującego i magnetycznego, co sprawia, że zawsze chcę do niej wracać myślami (i wzrokiem). Na tym portrecie jej włosy wyglądają tak dopracowane do perfekcji, że aż ciężko uwierzyć, że to tylko włosy bo spójrzcie: jej włosy są gładko ułożone przy skroniach, z miękką objętością i długimi, ciężkimi falami zebranymi z tyłu. Te słynne diamentowe gwiazdy wpięte we włosy to absolutna magia, drobne punkty światła, które błyszczą jak rozsypane na pasmach iskierki i podbijają wrażenie jedwabistego połysku. Winterhalter maluje je tak, że niemal czuć gęstość i miękkość tych fal, jakby za chwilę miały się poruszyć. I naprawdę, o samym tym portrecie, o detalach, ułożeniu włosów i tym niezwykłym blasku mogłabym napisać osobny post.

Empress Elisabeth of Austria in Courtly Gala Dress with Diamond Stars (Cesarzowa Elżbieta Austriacka „Sisi” w sukni balowej z diamentowymi gwiazdami we włosach), 1865, olej na płótnie. Kunsthistorisches Museum, Wiedeń. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

2. Drugim portretem, do którego chcę przejść po Sisi, jest „Hrabina Aleksandra Nikołajewiczowa Lamsdorff (Maria Iwanowna Beck)” (1859) zupełnie inny klimat, bardziej cichy i arystokratycznie powściągliwy, ale równie piękny w detalach. Jej włosy są ułożone klasycznie i nieskazitelnie: gładkie, miękko przylegające przy skroniach, z przedziałkiem i starannie wymodelowaną formą po bokach, bez ani jednego przypadkowego kosmyka. To fryzura, która nie konkuruje z suknią ani biżuterią, tylko subtelnie domyka cały wizerunek i dodaje mu elegancji „z dystansem”. Winterhalter pokazuje połysk bardzo delikatnie, nie jako mocny błysk, ale jako spokojne refleksy, które nadają włosom głębię i satynową miękkość.


Countess Alexander Nikolaevitch Lamsdorff (Maria Ivanovna Beck, 1835–1866), 1859, olej na płótnie. The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

3. Kolejny portret, który uwielbiam to nasz polski akcent (i nie ostatni) w karierze naszego artysty, a mowa tu o „Wieńczysławie Barczewskiej, Madame de Jurjewicz” (1860) obraz o niezwykle miękkiej, romantycznej energii. Jej fryzura jest pełna lekkości: włosy są gładko ujarzmione u nasady, ale potem przechodzą w bardziej miękką objętość i delikatne fale, które pięknie układają się przy twarzy. To nie jest „sztywna” elegancja, tylko styl, w którym czuć kobiecość i naturalność, jakby uczesanie miało poruszyć się przy najmniejszym ruchu głowy. Winterhalter wydobywa połysk bardzo subtelnie, bardziej satynowo niż „błyszcząco”: światło ślizga się po pasmach i podkreśla ich gładkość, zamiast je przerysowywać. 


Wieńczysława Barczewska, Madame de Jurjewicz („Portret Wieńczysławy z Barczewskich Juriewiczowej”), 1860, olej na płótnie. Museum of Fine Arts, Boston. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


4. Wśród tych portretów pojawia się też kolejny polski wątek, który szczególnie mnie cieszy: „Portret Katarzyny Potockiej (z Branickich)” (1854). Jej fryzura ma w sobie coś bardzo szlachetnego i uporządkowanego, włosy są ułożone gładko, z miękką kontrolą przy skroniach i dopracowaną formą, która pięknie współgra z elegancją całego wizerunku. Nie ma tu przesady ani teatralności, jest raczej harmonia: spokojny połysk, subtelna objętość i wrażenie, że wszystko jest „na swoim miejscu”. Winterhalter świetnie pokazuje fakturę pasm nie jako twardą linię, tylko miękką powierzchnię, która łapie światło delikatnie, jak satyna.

Portrait of Countess Potocka (Katarzyna Potocka née Branicka) („Portret Katarzyny Potockiej”), 1854, olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


5. Nie da się przejść obojętnie obok „Portretu Madame Barbe de Rimsky-Korsakov (Warwary Dmitriewny Rimskiej-Korsakowej)” (1864) tu włosy są wręcz stworzone do tego, żeby na nie patrzeć. Długie, gęste, prowadzone miękką falą, spływają przez ramię i układają się jak luksusowa tkanina, która ma swój ciężar i ruch. To fryzura jednocześnie swobodna i dopracowana: widać kontrolę w kształcie, ale jest też ta zmysłowa „miękkość”, dzięki której pasma wyglądają żywo, nie jak idealna forma z lakieru. Winterhalter wydobywa blask bardzo malarsko  nie jednym ostrym refleksikiem, tylko łagodnymi przejściami światła na długich falach, przez co włosy mają głębię i jedwabisty połysk.


Portrait of Madame Barbe de Rimsky-Korsakov (Varvara Dmitrievna Rimskaya-Korsakova), 1864, olej na płótnie. Musée d’Orsay, Paryż. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

6. A skoro jesteśmy już przy portretach, w których włosy robią cały nastrój obrazu, to naturalnie przechodzę do „Wielkiej księżnej Marii Nikołajewnej Romanowej, księżnej Leuchtenbergu” (1857). Tu fryzura jest bardziej dworska i zdyscyplinowana: starannie ułożona, z gładkimi partiami przy głowie i miękko wymodelowanymi pasmami, które układają się w elegancki kok z tyłu głowy. Jest w tym coś bardzo „pałacowego” spokojna perfekcja, która podkreśla rangę postaci, a jednocześnie nie odbiera jej kobiecości. Winterhalter znów gra światłem niezwykle delikatnie: zamiast ostrego błysku dostajemy satynowe refleksy, dzięki którym włosy wyglądają miękko i mają głębię. I mam wrażenie, że właśnie w takich portretach widać jego mistrzostwo najbardziej , bo nawet w pełnej powściągliwości potrafi sprawić, że włosy stają się jednym z najpiękniejszych detali obrazu.

Grand Duchess Maria Nikolaevna of Russia, Duchess of Leuchtenberg (Wielka księżna Maria Nikołajewna Romanowa, księżna Leuchtenbergu), 1857, olej na płótnie. The State Hermitage Museum, Sankt Petersburg. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


7. W podobnym, arystokratycznym tonie utrzymany jest też portret „Następczyni tronu Wirtembergii
Olga (Olga Nikołajewna Romanowa)” (1856). Jej włosy są ułożone z typową dla epoki elegancją: gładko przy głowie, z wyraźnie dopracowanym kształtem i miękkością tam, gdzie światło ma szansę „zagrać” na pasmach. To uczesanie nie próbuje dominować, raczej buduje wizerunek w sposób dyskretny, ale perfekcyjny, jak pięknie skrojona suknia. Winterhalter z ogromnym wyczuciem pokazuje połysk: subtelne refleksy sprawiają, że włosy wyglądają na zdrowe, gęste i naturalnie lśniące, mimo całej dworskiej formy. I znowu łapię się na tym, że to właśnie te spokojne, dopracowane fryzury potrafią przyciągnąć wzrok na dłużej niż niejeden klejnot.

Crown Princess Olga of Württemberg (Olga Nikolaevna Romanowa, 1822–1892), 1856, olej na płótnie. Landesmuseum Württemberg, Stuttgart. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna

8. Kolejną perełką jest portret „Księżnej Tatiany Aleksandrowny Jusupowej” (1858) niezwykle elegancki, ale z miękkością, która od razu ociepla cały wizerunek. Jej włosy są ułożone bardzo starannie, z gładkimi partiami przy głowie i delikatnie wymodelowanymi pasmami, które tworzą subtelny rytm po bokach twarzy. To uczesanie ma w sobie coś „idealnie dworskiego”: jest dopracowane, symetryczne, a jednocześnie nie wygląda ciężko ani sztywno. Winterhalter pięknie wydobywa światło na włosach, nie robi z nich jednej ciemnej plamy, tylko buduje głębię i satynowy połysk, dzięki czemu fryzura nabiera życia. I znowu mam wrażenie, że włosy są tu czymś więcej niż detalem: są ważną częścią całej opowieści o stylu i klasie tej epoki.


Princess Tatiana Alexandrovna Yusupova (Tatiana Aleksandrowna Jusupowa, 1829–1879), 1858, olej na płótnie. The State Hermitage Museum, Sankt Petersburg. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna


9. Wracamy jeszcze do polskiego wątku, bo „Portret hrabiny Zofii Potockiej” (1870) jest świetnym przykładem tego, jak Winterhalter potrafił łączyć dworską elegancję z miękkością. Jej włosy są ułożone z klasą, ale bez ciężkości: gładkie u nasady, z delikatną objętością i łagodnymi przejściami, które pięknie pracują ze światłem. Mamy tu bardziej satynowy, spokojny połysk niż ostre refleksy, dzięki temu fryzura wygląda na gęstą, miękką i bardzo „prawdziwą”. Całość jest tak harmonijna, że włosy nie konkurują z resztą portretu, tylko cicho robią swoją robotę: dodają wizerunkowi elegancji i uroku. I znów mam wrażenie, że o tych detalach o formie, fakturze i świetle na pasmach, dałoby się napisać osobny post.


Portrait of Countess Zofia Potocka („Portret hrabiny Zofii Potockiej”), 1870, olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

10. Zostając jeszcze na moment w polskich historiach u Winterhaltera, warto zatrzymać się przy „Portrecie Zofii z Branickich Odescalchi” (lata 1850.) — kolejnej bohaterce z polskimi korzeniami w jego galerii arystokratek. Jej fryzura jest bardziej „salonowa” i klasyczna niż u Zofii Potockiej: włosy są gładko rozdzielone przedziałkiem i ułożone tak, by tworzyć miękką, dopracowaną formę po bokach głowy, bez chaosu, ale też bez wrażenia sztywności. Najładniejsze jest to, jak Winterhalter pokazuje subtelny połysk na jasnych pasmach: nie ma tu ostrego błysku przeciągniętego w jednej linii, tylko spokojne światło, które podkreśla gładkość i objętość uczesania. Całość wygląda bardzo elegancko i „czysto”, a jednocześnie ma w sobie delikatność, jak fryzura, która miała być idealna do portretu, ale nadal naturalna. I znów: o samym ułożeniu tych włosów, o kształcie, miękkości i tym dyskretnym świetle na pasmach, spokojnie dałoby się napisać osobny post.

Portrait of Zofia Odescalchi née Branicka („Portret Zofii z Branickich Odescalchi”), lata 1850., olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna. 

11. A teraz przenosimy się na brytyjski dwór, do portretu „Królowa Aleksandra (wówczas księżna Walii)” (1864) i tu znowu widać, jak Winterhalter potrafił opowiadać o klasie samym uczesaniem. Włosy Aleksandry są ułożone niezwykle elegancko i „dworsko”: gładkie przy głowie, z dopracowanym kształtem i miękkimi pasmami, które porządkują całą kompozycję bez efektu sztywności. To fryzura, która wygląda na perfekcyjnie kontrolowaną, a jednocześnie delikatną, nic nie dominuje, wszystko jest harmonijne. Połysk jest subtelny, satynowy: światło nie odbija się ostro, tylko łagodnie ślizga po pasmach, dzięki czemu włosy mają głębię i wrażenie gęstości. I mam poczucie, że właśnie w takich portretach Winterhalter jest w swoim żywiole: włosy nie krzyczą, ale robią całą robotę, dodają wizerunkowi miękkości, elegancji i tego „królewskiego” spokoju.


Queen Alexandra (1844–1925) when Princess of Wales (Aleksandra Duńska, księżna Walii), 1864, olej na płótnie. Royal Collection (RCIN 402351), Wielka Brytania. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


12. Wśród portretów Winterhaltera trafia się też wizerunek o wyjątkowo „państwowym” charakterze: „Caryca Maria Aleksandrowna” (1862). Fryzura jest tu ułożona bardzo równo i dworsko, włosy są gładko uporządkowane przy głowie, z wyraźnie zbudowaną formą i miękko modelowanymi partiami po bokach, które podkreślają linię twarzy. To uczesanie ma w sobie coś ceremonialnego: żadnego przypadkowego kosmyka, tylko czystość i kontrola, jak w portrecie, który miał komunikować rangę i majestat. A mimo tej oficjalności Winterhalter nadal potrafi wydobyć delikatną miękkość: światło układa się na pasmach satynowo, tworząc spokojny połysk i głębię koloru. W efekcie włosy nie giną przy biżuterii i tiarze, pozostają pięknym, żywym detalem, który dodaje całemu wizerunkowi elegancji.

Zarin Marie Alexandrowna von Rußland (Caryca Maria Aleksandrowna, Marie von Hessen), 1862, olej na płótnie. Staatliche Kunsthalle Karlsruhe, Karlsruhe. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

13. Na koniec zostawiam coś jak małe ocieplenie, w Polsce teraz potrafi trzymać mocna zima, więc „Wiosna” Winterhaltera działa na mnie jak obrazowy łyk światła. To nie jest portret dworski, tylko bardziej poetycka wizja: lekka, świetlista, cała zbudowana z miękkich przejść i wrażenia powietrza. Włosy postaci są luźne, falujące, jak poruszone wiatrem, nie „ułożone”, tylko naturalnie rozpuszczone, z miękką objętością i delikatnym ruchem w pasmach. Zamiast ostrych refleksów Winterhalter daje tu mgiełkowy, złoty połysk, jakby włosy łapały słońce rozproszone w powietrzu. Do tego wianek i kwiaty robią piękne tło dla tej fryzury: wszystko jest lekkie, świeże i bardzo „wiosenne” w nastroju. I właśnie dlatego ten obraz pasuje mi na zakończenie jak symbol, że po zimie zawsze przychodzi wiosna

The Spring („Wiosna”), 1851, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

I tak domyka się drugi odcinek „Włosów w sztuce”. Podsumowując u Winterhaltera włosy nie są dodatkiem do sukni i biżuterii, tylko jednym z najważniejszych bohaterów obrazu raz perfekcyjnie gładkie i dworskie, drugim razem są miękkie, falujące i bardziej romantyczne, ale zawsze malowane tak, by światło mogło się o nie „zatrzymać”. Mogłabym wstawić tu jeszcze sporo jego portretów, bo ma ich na swoim koncie naprawdę mnóstwo tylko wtedy ten wpis byłby co najmniej o drugie tyle dłuższy.

A na zakończenie mam do was pytanie: który obraz i które włosy zrobiły na Was największe wrażenie ?

Pozdrawiam,
Madeline




Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger