Ziaja Liście Baobabu – czy ta maska i odżywka naprawdę wygładzają włosy puszące się?

Jak dobrze wiecie, ostatnie miesiące były dla moich włosów prawdziwym sprawdzianem: słońce, ocean i słona morska woda pozostawiły po sobie wyraźne ślady w postaci przesuszenia, nadmiernego puszenia i utraty naturalnej miękkości. To właśnie ten moment, kiedy włosy szczególnie potrzebują intensywnego nawilżenia i składników, które pomogą im odzyskać równowagę oraz bardziej uporządkowaną strukturę. Jakiś czas temu moja koleżanka przywiozła mi maskę i odżywkę z serii Ziaja przeznaczonej do włosów puszących się, które cierpliwie czekały na swoją kolej. Teraz, gdy moje pasma wyraźnie zaczęły domagać się bardziej świadomej i ukierunkowanej pielęgnacji, uznałam, że to najlepszy moment, aby poddać je próbie. Towarzyszyła mi przy tym nie tylko ciekawość, ale też nadzieja, że okażą się wsparciem dla włosów zmęczonych letnimi warunkami. W dalszej części wpisu opowiem Wam, jak sprawdziły się w praktyce i czy rzeczywiście odpowiedziały na potrzeby moich włosów.


Ziaja — marka, do której wracam z zaufaniem
Na wstępie muszę przyznać, że sama marka Ziaja od lat budzi we mnie bardzo pozytywne skojarzenia. Jeszcze kiedy mieszkałam w Polsce, ich maski wielokrotnie towarzyszyły mi w momentach, gdy kondycja włosów pozostawiała wiele do życzenia i chyba nigdy mnie nie zawiodły. Szczególne miejsce w mojej pamięci zajmuje maska z koziego mleka, po którą sięgałam w chwilach prawdziwego pielęgnacyjnego kryzysu. To właśnie ona pomagała przywrócić miękkość i ukojenie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam, dlatego do dziś darzę ją ogromnym sentymentem. Być może właśnie to doświadczenie sprawiło, że do tej serii podeszłam z naturalną ufnością i spokojną ciekawością, jak odnajdzie się w obecnych potrzebach moich włosów.


Liście Baobabu — założenia i koncepcja serii wygładzającej

Tym bardziej zainteresował mnie sam zamysł tej linii, stworzonej z myślą o włosach skłonnych do puszenia, takich, które potrzebują wygładzenia, ukojenia i przywrócenia bardziej harmonijnej struktury. Zanim jednak podzielę się z Wami moimi własnymi wrażeniami, warto na chwilę zatrzymać się przy tym, na czym producent oparł koncepcję tej pielęgnacji.


Formuła tej serii została pomyślana jako czteroetapowa pielęgnacja, obejmująca szampon, maskę, odżywkę oraz olejek kondycjonujący, które wspólnie mają prowadzić włosy przez kolejne etapy wygładzenia i przywracania równowagi. W praktyce jednak, ze względu na ograniczone miejsce w walizce mojej koleżanki, która przywiozła mi te produkty, zdecydowałam się skupić na dwóch centralnych elementach tej pielęgnacji: masce oraz odżywce, stanowiących serce całej koncepcji.


To właśnie wokół nich zbudowano formułę opartą na składnikach, które w założeniu mają wspierać naturalną kondycję włókna włosa i pomóc mu odzyskać większą elastyczność oraz bardziej uporządkowaną formę. Wśród nich znajdują się roślinna keratyna, aminokwasy oraz witaminy z grupy B, znane ze swojego wspierającego działania na strukturę włosa. Dopełnieniem tej kompozycji jest ekstrakt z liści baobabu, który ma otulić włosy pielęgnacją, sprzyjając ich miękkości i bardziej zdyscyplinowanemu, spokojniejszemu wyglądowi.



Co obiecuje nam producent ?

Na początek przyjrzyjmy się bliżej masce Ziaja Liście Baobabu – wygładzającej masce do włosów puszących się, która stanowi najbardziej intensywny element tej pielęgnacji i w założeniu ma pełnić rolę głębiej działającego wsparcia. Jej formuła opiera się na składnikach takich jak roślinna keratyna, aminokwasy oraz witaminy z grupy B, które według producenta mają wspierać strukturę włosa, poprawiać jego elastyczność i pomagać odzyskać bardziej uporządkowaną, zdyscyplinowaną formę. Ważnym elementem tej kompozycji jest również ekstrakt z liści baobabu, znany ze swoich właściwości pielęgnujących, który ma sprzyjać miękkości i wygładzeniu, szczególnie w przypadku włosów skłonnych do puszenia.


Już przy pierwszym kontakcie maska zwraca uwagę swoją kremową, otulającą konsystencją, która sprawia wrażenie stworzonej z myślą o włosach potrzebujących ukojenia i większego poczucia nawilżenia. Tego typu formuły często działają jak moment zatrzymania,
pozwalają włosom na chwilę regeneracji i przywrócenia równowagi, której tak łatwo tracą w trudniejszych warunkach. 



Analiza składu:
Zacznijmy od składników, które stanowią fundament tej linii i wokół których producent zbudował całą koncepcję pielęgnacji. W składzie znajdziemy Adansonia Digitata Leaf Extract, czyli ekstrakt z liści baobabu, charakterystyczny element tej serii, obecny w środkowej części składu, co wskazuje na jego rzeczywistą, wspierającą rolę w pielęgnacji. Towarzyszą mu Hydrolyzed Vegetable Protein oraz Wheat Amino Acids, czyli proteiny roślinne i aminokwasy, które pomagają wspierać strukturę włosa, poprawiają jego elastyczność i sprzyjają bardziej uporządkowanemu wyglądowi.


W tej samej części składu pojawiają się także składniki powiązane z witaminami z grupy B, takie jak Niacinamide, Panthenol oraz Pyridoxine HCl, które wspierają ogólną kondycję i miękkość. Jednocześnie baza maski opiera się na składnikach wygładzających i kondycjonujących obecnych już na początku składu, takich jak Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride oraz Isopropyl Myristate, odpowiedzialnych za efekt wygładzenia i ograniczenie puszenia. Uzupełnieniem formuły są również Glycerin, wspierająca nawilżenie, oraz Helianthus Annuus Seed Oil, który pomaga zmiękczyć i poprawić elastyczność.


Taka kompozycja jest w pełni spójna z przeznaczeniem tej maski. Składniki, wokół których zbudowano koncepcję całej serii: ekstrakt z liści baobabu, proteiny roślinne, aminokwasy oraz witaminy z grupy B, zostały wprowadzone jako element wspierający strukturę włosa, jego elastyczność oraz ogólną kondycję. Ich obecność w środkowej części składu wskazuje na rolę pielęgnacyjną, która uzupełnia działanie bazy produktu, odpowiadającej za odczuwalne wygładzenie i poprawę miękkości. Takie podejście pozwala połączyć natychmiastowy efekt wizualny z bardziej długofalowym wsparciem, tworząc formułę ukierunkowaną na przywrócenie włosom większej równowagi, elastyczności i komfortu.


Co obiecuje nam producent ?

Naturalnym dopełnieniem tego etapu pielęgnacji jest odżywka Ziaja Liście Baobabu – wygładzająca odżywka do włosów puszących się, która według producenta została stworzona jako lżejszy, codzienny krok wspierający efekt wygładzenia. Jej balsamowa formuła oparta na równowadze protein, emolientów i humektantów ma wygładzać włosy na całej długości, ułatwiać rozczesywanie, ograniczać elektryzowanie oraz nadawać naturalny połysk, jednocześnie nie obciążając ich struktury. 

W praktyce oznacza to, że maska pełni rolę bardziej intensywnego elementu pielęgnacji, wspierającego kondycję i miękkość w sposób głębszy, natomiast odżywka została zaprojektowana jako krok, który pomaga utrzymać ten efekt na co dzień: wygładzając powierzchnię włosa i nadając mu większą lekkość oraz podatność na układanie.


Analiza składu:

Przyglądając się bliżej składowi odżywki Ziaja Liście Baobabu – wygładzającej odżywki do włosów puszących się, widać, że opiera się ona na podobnym fundamencie pielęgnacyjnym jak maska, jednak w wyraźnie lżejszej formie. Już na początku znajdują się Cetearyl Alcohol oraz Behentrimonium Chloride, czyli składniki kondycjonujące, które wygładzają powierzchnię włosa, ułatwiają rozczesywanie i nadają miękkość, nie tworząc przy tym tak otulającej warstwy jak w przypadku maski.


Podobnie jak w masce, również tutaj pojawia się ekstrakt z liści baobabu (Adansonia Digitata Leaf Extract), proteiny roślinne oraz Panthenol, co pokazuje spójność całej linii i jej ukierunkowanie na poprawę elastyczności, wygładzenie i ogólną kondycję. Jednocześnie obecność Dimethicone, czyli silikonu, wskazuje na dodatkowy nacisk na efekt wizualnego wygładzenia, ponieważ tworzy on na powierzchni włosa cienką warstwę ochronną, która pomaga ograniczyć puszenie, zatrzymać wilgoć i nadać bardziej uporządkowany wygląd.


W porównaniu do maski, odżywka ma jednak bardziej codzienny, wspierający charakter. Zachowuje kluczowe elementy pielęgnacyjne tej serii, ale została zaprojektowana tak, by utrwalać efekt wygładzenia i miękkości bez nadmiernego obciążenia, stanowiąc naturalne uzupełnienie intensywniejszego działania maski i domykając cały rytuał pielęgnacyjny.


Aplikacja na włosy

Przez ostatnie kilka tygodni maska i odżywka z tej serii towarzyszyły mi regularnie, stając się stałym elementem mojej pielęgnacyjnej rutyny. Używałam ich zarówno osobno, jak i w połączeniu ze sobą, w zależności od tego, czego w danym momencie najbardziej potrzebowały moje włosy. Najczęściej sięgałam po nie w metodzie OMO (odżywka–mycie–odżywka), która od lat pozostaje jednym z najpewniejszych sposobów na zachowanie równowagi i ochronę długości przed nadmiernym przesuszeniem.


Zdarzało się również, że stosowałam samą maskę jako bardziej otulający element pielęgnacji lub sięgałam po odżywkę w dni, gdy zależało mi na szybszym, lżejszym wykończeniu. Oba produkty dawały mi przestrzeń do elastycznego dopasowania pielęgnacji do aktualnego stanu włosów, co zawsze jest dla mnie szczególnie istotne. 


Jeśli chcecie zobaczyć, jak dokładnie wyglądało to w praktyce, pokazywałam ich zastosowanie krok po kroku we wpisach z serii Godzina dla włosów #25 oraz Godzina dla włosów #23, gdzie stały się częścią mojej pełnej rutyny PEH.


Działanie na moich włosach

Na moich włosach zmęczonych australijskim latem ta maska i odżywka okazały się prawdziwym wsparciem, którego w obecnym momencie bardzo potrzebują. Już po pierwszych użyciach zauważyłam, że stały się wyraźnie bardziej mięsiste, sprężyste i przyjemnie miękkie w dotyku, tak jakby odzyskały część swojej utraconej równowagi. Ich powierzchnia zaczęła sprawiać wrażenie gładszej, a łuska wyraźnie lepiej domkniętej, co przełożyło się na spokojniejszy, bardziej uporządkowany wygląd. Wrócił także blask, ten subtelny, naturalny refleks światła, który wcześniej został niemal całkowicie przytłumiony przez przesuszenie i szorstkość.

Z czasem zauważyłam również większą sypkość i lekkość, a moje włosy przestały sprawiać wrażenie zmęczonych i „matowych”, a zaczęły ponownie układać się w sposób bardziej harmonijny i naturalny. Stały się przy tym wyraźnie bardziej podatne na stylizację, a ich codzienne rozczesywanie przestało być wyzwaniem. Choć nie była to nagła transformacja z dnia na dzień, z każdym kolejnym użyciem widziałam, że stopniowo odzyskują komfort, miękkość i wizualną równowagę, której tak bardzo brakowało im po intensywnych letnich miesiącach.



Korzystanie z tej maski i odżywki było też dla mnie pewnego rodzaju powrotem do marki, która przez lata towarzyszyła mi w wielu pielęgnacyjnych momentach. Przypomniało mi, jak niezwykle spójne i dobrze dobrane potrafią być ich formuły i jak wiele dobrego potrafią zrobić bez zbędnej przesady. Tym bardziej odczuwam pewien niedosyt, mieszkając tak daleko od miejsca, w którym sięgałam po nie z taką naturalną łatwością. Owszem, istnieje możliwość zamówienia ich z międzynarodowych sklepów, ale często wiąże się to z kosztami, które sprawiają, że taka pielęgnacja przestaje być już tak dostępna, jak kiedyś.



Co jest tego przyczyną ?

I to właśnie to jest przyczyna ich cudownego działania na moich włosach: przemyślane połączenie składników, które wspólnie odpowiadają na potrzeby moich włosów, tak bardzo skłonnych do puszenia i przesuszenia się. Elementy takie jak ekstrakt z liści baobabu, proteiny roślinne i aminokwasy wspierają strukturę włosa i pomagają mu odzyskać większą elastyczność, podczas gdy Panthenol oraz witaminy z grupy B wpływają na poprawę odczuwalnej miękkości i ogólnego komfortu. Jednocześnie obecność składników kondycjonujących i wygładzających, takich jak Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride czy Dimethicone, sprawia, że powierzchnia włosa staje się gładsza i bardziej uporządkowana, co bezpośrednio przekłada się na ograniczenie puszenia i przywrócenie blasku. To właśnie współdziałanie tych elementów sprawia, że efekt nie jest jedynie chwilowy, lecz pogłębia się z każdym kolejnym użyciem.



U kogo mogą się nie sprawdzić ?

Warto zaznaczyć, że ze względu na obecność składników kondycjonujących oraz Dimethicone, ta maska i odżywka mogą nie być idealnym wyborem dla osób, których włosy bardzo łatwo się obciążają lub które preferują pielęgnację całkowicie pozbawioną silikonów. Ich formuła została wyraźnie ukierunkowana na wygładzenie i zdyscyplinowanie, dlatego najlepiej odnajdzie się w pielęgnacji włosów suchych, puszących się lub wymagających większego otulenia, natomiast w przypadku włosów bardzo cienkich i wyjątkowo wrażliwych na obciążenie może wymagać bardziej oszczędnej aplikacji.



Efekt pielęgnacji, który wykracza poza wygląd włosów
To wszystko sprawiło jednak coś jeszcze, coś co wykracza poza sam wygląd czy techniczną ocenę kondycji włosów. Dzięki temu, że znów zaczęły współpracować ze mną, a nie przeciwko mnie, mogłam po prostu przestać o nich myśleć. Przestałam analizować każdy spacer w pełnym słońcu przez pryzmat tego, czy nie odbije się to na ich kondycji, i przestałam instynktownie szukać cienia w obawie przed kolejną falą przesuszenia. Zniknęło to dobrze znane delikatne napięcie, że każda ekspozycja na wiatr, sól czy promienie UV może cofnąć tygodnie świadomej pielęgnacji. Australijskie lato potrafi być bezkompromisowe, a jednak po raz pierwszy od dawna poczułam, że nie muszę już czuwać nad nimi nieustannie, że mogę pozwolić im po prostu być częścią mojego dnia, a nie jego głównym zmartwieniem.


Zamiast tego mogłam wrócić do tego, co naprawdę ważne czyli do chwil spędzonych na plaży z moim synkiem, do biegania boso po piasku, do śmiechu, do wspólnych kąpieli i tych wszystkich małych momentów, które dzieją się tu i teraz. To poczucie swobody, kiedy nie martwisz się już o to, jak reagują na słońce, wiatr czy sól, ale po prostu jesteś obecna. I jeśli pielęgnacja może dać właśnie to  czyli spokój i pewność, że włosy nie są już ciężarem, lecz naturalną częścią codzienności, to dla mnie jest to jej najcenniejszy wymiar. 



Podsumowanie
Z tego właśnie powodu tak wysoko cenię pielęgnację, która działa nie tylko na poziomie wizualnym, ale przywraca coś znacznie ważniejszego: poczucie spokoju i zaufania do własnych włosów. Maska i odżywka z serii Liście Baobabu okazały się dla mnie cichym, ale niezwykle skutecznym wsparciem, które krok po kroku pomogło im odzyskać miękkość, blask i bardziej harmonijną strukturę. To pielęgnacja oparta na przemyślanej formule, która nie obiecuje natychmiastowej przemiany, lecz konsekwentnie prowadzi włosy z powrotem do ich naturalnej równowagi.

Jestem ciekawa, czy Wy również macie takie produkty, które pozwalają Wam po prostu przestać myśleć jak pogoda wpływa na Wasze włosy czy skórę i wrócić do przeżywania codzienności w pełni?

Pozdrawiam,
Madeline




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger