Australia oczami Mazowszanki #3: rzeczy w codziennym życiu, które zmieniają sposób funkcjonowania

Pomyślałam, że wrócę do tej serii, bo chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami i obserwacjami na temat życia w Australii: tymi drobnymi, często niedoceniany elementami codzienności, które z czasem przestają być nowością, a zaczynają być czymś naturalnym. To właśnie w nich kryje się prawdziwy obraz życia tutaj, nie tylko w wyjątkowych momentach, ale własnie w tych cichych, zwyczajnych chwilach, które stopniowo zmieniają sposób patrzenia i odczuwania świata. Z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać je coraz wyraźniej i poczułam potrzebę, by zebrać je w słowa. Ta seria stała się dla mnie formą zapisu drogi, którą prędzej czy później przechodzi każdy emigrant, będącej procesem rozpiętym między miejscem, z którego się pochodzi, a miejscem, które z czasem zaczyna nazywać się domem.


Im dłużej tu żyje, tym wyraźniej widzę, że życie w Australii ma swój własny rytm, który jest spokojniejszy, bardziej zsynchronizowany z tym, co dzieje się wokół, a nie tylko z tym, co pokazuje zegarek. To nie są rzeczy, które zauważa się pierwszego dnia. One odsłaniają się stopniowo, w codziennych powrotach do domu, w porankach, które zaczynają się inaczej niż kiedyś, w ciszy, która przychodzi wcześniej, niż się jej spodziewałam. To właśnie z takich drobnych obserwacji zaczęłam rozumieć, że życie tutaj płynie według nieco innej logiki. Jedną z pierwszych zmian, które naprawdę poczułam, był sposób, w jaki zaczyna się i kończy dzień.




1. Dzień zaczyna się wcześniej — i kończy wcześniej
To jedna z pierwszych rzeczy, które naprawdę odczułam w życiu w Australii. Ten rytm dnia nie zawsze wynika wyłącznie z wyboru. Często przyczyna tak porannego wstawania są.. ptaki, a właściwie papugi, które od wczesnych godzin porannych potrafią być niesamowicie głośne. Ich dźwięki nie przypominają delikatnego śpiewu znanego z Polski, lecz raczej intensywną arie rozciągającą się od chichotku kokabur do przeraźliwego niemalże ćwierkania lorykitek i to właśnie one nie pozwala zapomnieć, że dzień już się rozpoczął.

Choć sklepy otwierają się zazwyczaj około 9:00, życie zaczyna się dużo wcześniej. Wiele kawiarni otwiera się już o 5:30, a od rana pojawiają się w nich ludzie, którzy przed pracą zatrzymują się na kawę. Wiele osób wstaje między 6:00 a 7:00, żeby przed rozpoczęciem dnia pójść na siłownie, pobiegać, przejść się albo po prostu wyjść z domu na chwilę ciszy. Ponieważ praca często zaczyna się o 9:00, poranek staje się ważną, naturalną częścią codzienności, a nie tylko przygotowaniem do niej.

Po 17:00 wiele miejsc zaczyna się wyciszać. Urzędy zamykają się wcześniej niż w Polsce, a wieczór nie służy już nadrabianiu dnia, lecz jego spokojnemu zakończeniu. Z czasem zaczęłam odczuwać, że tutaj życie naprawdę koncentruje się w pierwszej części dnia, a jego rytm bliższy jest światłu niż godzinom na zegarze.


2. Ludzie naprawdę korzystają z natury, która jest wokół nich
To coś, co zaczęłam dostrzegać stopniowo. Natura nie jest tu miejscem, do którego trzeba specjalnie jechać. Ona po prostu jest częścią codzienności. Myślę, że wynika to również z tego, jak zbudowane są miasta w Australii. Są bardzo rozłożyste, a zamiast zwartej zabudowy dominują domy jednorodzinne, ogrody, pasy zieleni i przestrzeń, która nie została całkowicie podporządkowana zabudowie. Dzięki temu natura nie znajduje się „gdzieś obok”, lecz towarzyszy ludziom niemal na każdym kroku.

Często widzę osoby, które siadają gdzieś po drodze z książką, zatrzymują się na chwilę, żeby zadzwonić, albo po prostu odpocząć w ciszy przed powrotem do domu. Nie ma w tym nic wyjątkowego ani zaplanowanego. To raczej naturalna reakcja na przestrzeń, która nie przytłacza, lecz daje miejsce, by na moment zwolnić. Z czasem zrozumiałam, że kiedy natura jest stale obecna, korzystanie z niej przestaje być wydarzeniem. Staje się zwyczajną, cichą częścią dnia, z której ludzie korzystają niemal odruchowo.


3. Wszystko odbywa się z większym spokojem, nawet jeśli wszyscy normalnie pracują
To jedna z tych różnic, które trudno zauważyć od razu, ale z czasem stają się bardzo wyraźne w codziennym życiu w Australii. Ludzie mają swoje obowiązki, pracę, terminy i odpowiedzialność, a mimo to wszystko toczy się w spokojniejszym rytmie, jakby bez tego stałego napięcia w tle. Poza tym jeśli ktoś pracuje przy plaży to często na lunch idzie właśnie na plaże, czasem aby zjeść lunch albo aby wyciszyć się w rytmie nadpływających fal albo aby sobie popływać, 

Nie ma tej nerwowości, którą pamiętam z Polski i tego pośpiechu, który udziela się wszystkim wokół. Nawet w drobnych, codziennych sytuacjach, jak stanie w kolejce czy załatwianie spraw, rzadko widać frustrację. Ludzie po prostu czekają. Rozmawiają, stoją spokojnie, jakby sam moment oczekiwania nie był czymś, co trzeba jak najszybciej mieć za sobą. Z czasem zaczęłam rozumieć, że wynika to z innego podejścia do codzienności. Wiele rzeczy traktuje się tu z większym dystansem, bez potrzeby reagowania natychmiast na wszystko. Ten spokój nie oznacza braku obowiązków, lecz inny sposób ich przeżywania, który jest mniej gwałtowny, bardziej zrównoważony i wyciszający.. To subtelna zmiana, ale taka, która realnie wpływa na to, jak wygląda zwykły dzień.

4. Wygląd nie definiuje tego, czy „można gdzieś pójść”
To jedna z tych rzeczy, które zauważyłam bardzo wcześnie w życiu w Australii. Ludzie wychodzą z domu tacy, jacy są w danym momencie. Do sklepu, po kawę, na spacer czy szybkie zakupy nikt nie przygotowuje się w szczególny sposób. Nie ma wyraźnej granicy między „strojem domowym” a „strojem na wyjście”. Nikogo nie dziwi ktoś w klapkach albo chodzący na boso, ktoś w wygodnych szortach czy luźnej bluzie, a latem nikogo nie dziwi jak mężczyżni (poza ścisłym centrum) chodzą bez koszulek. Nie wynika to z braku dbałości o siebie, ale raczej z braku społecznej presji, by zawsze wyglądać w określony sposób. Wygląd nie jest tu traktowany jako warunek uczestniczenia w codziennym życiu.

Z czasem zaczęłam dostrzegać, jak bardzo to zmienia sposób funkcjonowania. Znika taka nasza europejska presja związana z tym, czy wygląda się „wystarczająco dobrze”, by gdzieś pójść. Codzienność staje się bardziej naturalna, mniej obciążona oceną, bardziej skupiona na samym życiu, a nie na jego zewnętrznej formie. Choć samej mi ciężko się przyzwyczaić do powiedzmy trochę takiego "niedopieszczonego wyglądu" aby nie użyć mocniejszych słów, to nie ukrywam, że jest to wygodne choć sama w większości staram się trzymać naszym europejskich ram.



5. Cisza i przestrzeń są naturalną częścią codzienności

Z czasem zaczęłam dostrzegać, że ta bliskość natury, o której wspominałam wcześniej, niesie ze sobą jeszcze jedną, mniej oczywistą konsekwencję czyli ciszę, która nie jest tu wyjątkiem, lecz stałym elementem życia. Nie chodzi o całkowity brak dźwięków, ale o brak ciągłego natłoku, który przez lata wydawał mi się czymś zupełnie normalnym.


Poza ścisłym centrum życie toczy się spokojniej. Ulice rzadko bywają zatłoczone, a przestrzeń między miejscami sprawia, że wszystko ma bardziej rozproszony, łagodniejszy rytm. Nie ma wrażenia, że wszystko dzieje się jednocześnie i wszędzie naraz.


To coś, co trudno zauważyć od razu, ale z czasem zaczyna mieć ogromne znaczenie. Codzienność przestaje być nieustanną reakcją na bodźce, a staje się czymś bardziej wyważonym. I może właśnie dlatego tak łatwo odnaleźć tu momenty prawdziwego spokoju — nawet w zupełnie zwykłym dniu.



Podumowanie:
Z biegiem czasu zaczęłam rozumieć, że życie tutaj nie składa się z jednego spektakularnego elementu, lecz z wielu drobnych różnic, które stopniowo zmieniają sposób odczuwania codzienności. To nie są rzeczy, które widać od razu, lecz takie, które zauważa się dopiero wtedy, gdy przestają być nowe, a zaczynają być naturalne. Właśnie w tym spokojniejszym rytmie, w tej większej przestrzeni i w tym niewymuszonym podejściu do dnia kryje się coś, co trudno opisać jednym słowem, ale co bardzo wyraźnie się odczuwa.

Jestem bardzo ciekawa, czy takie codzienne obserwacje z życia w Australii są dla Was interesujące. Czy jest coś szczególnego, o czym chcielibyście przeczytać w kolejnych częściach tej serii?

Pozdrawiam,
Madeline



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger