Jak dbać o włosy przy dziecku ? Poradnik dla Mam

Jeszcze zanim zostałam mamą, byłam przekonana, że moja włosowa rutyna jest czymś niezmiennym. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała, bo przy małym dziecku każda chwila staje się cenna, a rozbudowana pielęgnacja naturalnie schodzi na dalszy plan. Zrozumiałam, że powrót do dawnych rytuałów po prostu nie jest teraz możliwy, bo wymagają przestrzeni, której na tym etapie bardzo brakuje. Zamiast walczyć z codziennością, zaczęłam szukać prostszych, bardziej realistycznych rozwiązań, które pozwalają mi dbać o włosy bez dodatkowej presji. I choć dziś moja pielęgnacja wygląda inaczej niż kiedyś, wciąż daje mi poczucie, że robię dla siebie coś dobrego. Pomyślałam więc, że zbiorę w jednym miejscu kilka rzeczy, które naprawdę się u mnie sprawdziły, może okażą się pomocne także dla którejś z Was :)

1. Wyrozumiałość dla samej siebie

To był dla mnie najważniejszy krok czyli zaakceptowanie, że na tym etapie „wystarczająco dobrze” naprawdę znaczy dobrze. Zamiast mieć do siebie pretensje, zaczęłam podchodzić do pielęgnacji z większą łagodnością i odpuszczać tam, gdzie kiedyś nawet nie brałabym tego pod uwagę. Przestałam też kurczowo trzymać się wcześniej wyznaczonych dni na mycie włosów. Pamiętam, jak planowałam całe półtorej godziny na olejowanie pod podkład aloesowy albo wodę z miodem, dziś wiem, że taka przestrzeń nie zawsze się pojawi. Jeśli nie mam czasu, po prostu przekładam pielęgnację na kolejny dzień, a kiedy nadal jest trudno, wybieram wersję minimum: szybkie mycie delikatnym szamponem i sprawdzona maska na kilka minut. I to też jest w porządku. Wiem, że przy następnym myciu znajdzie się moment, by odżywić włosy trochę mocniej. Nauczyłam się myśleć o pielęgnacji bardziej jak o procesie niż o pojedynczym, idealnym rytuale, a przede wszystkim przypominać sobie, że my, jako mamy, naprawdę codziennie wykonujemy tytaniczną pracę i nie ma co nakładać na swoje barki dodatkowej presji.


Z czasem zauważyłam też, że dla własnego spokoju ograniczyłam oglądanie niektórych influencerek, które bez większego problemu potrafią wygospodarować dwie czy trzy godziny na pielęgnację włosów, najlepiej z ulubioną kawą w tle i w absolutnej ciszy. I naprawdę cieszę się, że mają obok kogoś, kto może w tym czasie zająć się dzieckiem. Wiem jednak, że nie jest to codzienność większości kobiet, szczególnie na emigracji, gdzie często zostaje się z maluchem samemu, bo Mąż po prostu musi być w pracy. Dlatego przestałam porównywać swoją rzeczywistość do cudzych obrazków i zaczęłam tworzyć własną, taką, która jest możliwa i dobra na nasz „tu i teraz” i.. bez zbędnej presji :)


2. Luźna organizacja czasu
Choć przy dziecku słowo „plan” potrafi brzmieć dość odważnie, zauważyłam, że nawet bardzo delikatna struktura tygodnia daje mi sporo spokoju. Nie chodzi o sztywne trzymanie się rozpiski, ale raczej o mały drogowskaz, który pomaga odnaleźć się w codzienności. Zazwyczaj zakładam więc orientacyjnie, w które dni chciałabym umyć włosy albo zrobić coś więcej wokół pielęgnacji. Jeśli życie napisze inny scenariusz, a pisze go dość często, po prostu przesuwam wszystko bez wyrzutów sumienia, czasami o dzień lub dwa, a czasami o...tydzień. Jednak taki plan nie jest obowiązkiem, tylko wsparciem, dzięki któremu nie łapię się nagle na myśli: „kiedy ja właściwie ostatnio myłam włosy?”. W tym całym, pięknym chaosie macierzyństwa daje mi to poczucie odrobiny ładu, a czasem właśnie tyle wystarczy, żeby dzień stał się trochę łatwiejszy.


3. Sprawdzone kosmetyki i mniej eksperymentów

Są takie dni, a czasem raczej kilka dni z rzędu, kiedy wszystko kręci się wokół dziecka. Skok rozwojowy, ząbkowanie, gorszy sen… każda mama dobrze zna te momenty. Wtedy nie mam ani przestrzeni, ani potrzeby, by testować nowe kosmetyki. Sięgam po swoje sprawdzone produkty, bo przy wymagającej codzienności chcę mieć chociaż jeden obszar, który jest przewidywalny, żeby włosy były po prostu umyte, zadbane i „z głowy”.

Na szczęście takie okresy zazwyczaj nie trwają wiecznie, to przeważnie kilka bardziej intensywnych dni niż długie miesiące. A kiedy sytuacja się uspokaja, pojawia się trochę więcej oddechu i wraca moja pielęgnacyjna ciekawość. To właśnie wtedy z przyjemnością sięgam po nowości, testuję i sprawdzam, co może sprawdzić się u mnie jeszcze lepiej. Dziś wiem, że wszystko ma swój czas, jest moment na prostotę i jest moment na eksperymenty, a jedno wcale nie wyklucza drugiego :)


4. Olejowanie + spacer 

To jeden z tych małych trików, które naprawdę ułatwiły mi życie. Zamiast szukać dodatkowego czasu na pielęgnację, zaczęłam łączyć ją z czymś, co i tak jest częścią naszej codzienności np. gotowanie, sprzątanie, zabawy albo spacery. Nakładam wtedy niewielką ilość oleju, mniej więcej od wysokości ucha w dół, zaplatam włosy i po prostu robię swoje: sprzątam albo wychodzę na spacer. 

Lubię w tym rozwiązaniu jego zwyczajność i brak presji. Jeśli nie zdążę umyć włosów tego samego dnia, nic się nie dzieje, przy cienkiej warstwie oleju nadal wyglądają dobrze również następnego. Traktuję to bardziej jak formę troski niż kolejny punkt do odhaczenia. Bo pielęgnacja na tym etapie ma mnie wspierać, a nie dokładać stresu i napięcia to
właśnie dlatego tak bardzo polubiłam tę prostą praktykę.



5. Wygodna fryzura, która chroni włosy
Najlepiej sprawdzają się u mnie proste rozwiązania: zwykły warkocz, najczęściej francuski, ale zapleciony na tyle luźno, żeby nie ciągnął włosów (zwlaszcza przy lezeniu) i nie powodował niepotrzebnego napięcia. Kiedy mam ochotę na coś jeszcze szybszego, ratują mnie wszelkiego rodzaju klamry i łapacze do włosów… a tych, przyznam zupełnie szczerze, dorobiłam się już całkiem imponującej kolekcji 🙂 Czasem mam wrażenie, że pojawiają się u mnie niemal automatycznie, tu jedna „na wszelki wypadek”, tam druga do torebki, kolejna do łazienki. I choć kiedyś pewnie uznałabym to za drobiazg, dziś wiem, że takie małe wsparcie w codzienności potrafi być na wagę złota. Bo jeśli fryzura trzyma się bez poprawek i nie zaprząta mi głowy, to jest już naprawdę połowa sukcesu.


Na koniec chcę powiedzieć coś, co sama kiedyś potrzebowałam usłyszeć, naprawdę nie musimy robić wszystkiego tak jak dawniej, żeby wciąż o siebie dbać. Macierzyństwo zmienia bardzo wiele, także nasze codzienne rytuały, ale nie odbiera nam prawa do małych gestów troski wobec samych siebie. Czasem pielęgnacja to  kilka prostych wyborów, które pomagają nam poczuć się choć odrobinę bardziej zaopiekowanymi.Myślę, że obrazek, który kiedyś wpadł mi w oko gdzieś w internecie, idealnie to podsumowuje.




'Bo w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi o coś jeszcze, o przeżywanie tego niezwykłego czasu z naszym dzieckiem. Nawet jeśli niektóre dni bywają trudne i pełne zmęczenia, dobrze pamiętać, że to tylko etapy, które z czasem mijają. Codzienność nie zawsze będzie tak intensywna, a wraz z większym spokojem naturalnie wróci też przestrzeń na dłuższe, pielęgnacyjne rytuały. Być może wrócimy do nich trochę inne, bogatsze o doświadczenia i z jeszcze większą wdzięcznością będziemy celebrować te małe chwile tylko dla siebie wspominając jak to było jedną ręką myć włosy a drugą kołysać kołyskę :)


Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda albo wyglądało u Was? Macie swoje małe sposoby, które pomagają Wam zadbać o siebie w tej intensywnej codzienności?


Pozdrawiam i ściskam Cię mocno zwłaszcza jeśli jesteś Mamą, pamiętaj robisz wspaniałą robotę,
Madeline



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger