Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Jak dbać o włosy przy dziecku ? Poradnik dla Mam

Jak dbać o włosy przy dziecku ? Poradnik dla Mam

Jeszcze zanim zostałam mamą, byłam przekonana, że moja włosowa rutyna jest czymś niezmiennym. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała, bo przy małym dziecku każda chwila staje się cenna, a rozbudowana pielęgnacja naturalnie schodzi na dalszy plan. Zrozumiałam, że powrót do dawnych rytuałów po prostu nie jest teraz możliwy, bo wymagają przestrzeni, której na tym etapie bardzo brakuje. Zamiast walczyć z codziennością, zaczęłam szukać prostszych, bardziej realistycznych rozwiązań, które pozwalają mi dbać o włosy bez dodatkowej presji. I choć dziś moja pielęgnacja wygląda inaczej niż kiedyś, wciąż daje mi poczucie, że robię dla siebie coś dobrego. Pomyślałam więc, że zbiorę w jednym miejscu 5 punktów, które naprawdę się u mnie sprawdziły, może okażą się pomocne także dla którejś z Was :)

1. Wyrozumiałość dla samej siebie

To był dla mnie najważniejszy krok czyli zaakceptowanie, że na tym etapie „wystarczająco dobrze” naprawdę znaczy dobrze. Zamiast mieć do siebie pretensje, zaczęłam podchodzić do pielęgnacji z większą łagodnością i odpuszczać tam, gdzie kiedyś nawet nie brałabym tego pod uwagę. Przestałam też kurczowo trzymać się wcześniej wyznaczonych dni na mycie włosów. Pamiętam, jak planowałam całe półtorej godziny na olejowanie pod podkład aloesowy albo wodę z miodem, dziś wiem, że taka przestrzeń nie zawsze się pojawi. Jeśli nie mam czasu, po prostu przekładam pielęgnację na kolejny dzień, a kiedy nadal jest trudno, wybieram wersję minimum: szybkie mycie delikatnym szamponem i sprawdzona maska na kilka minut. I to też jest w porządku. Wiem, że przy następnym myciu znajdzie się moment, by odżywić włosy trochę mocniej. Nauczyłam się myśleć o pielęgnacji bardziej jak o procesie niż o pojedynczym, idealnym rytuale, a przede wszystkim przypominać sobie, że my, jako mamy, naprawdę codziennie wykonujemy tytaniczną pracę i nie ma co nakładać na swoje barki dodatkowej presji.


Z czasem zauważyłam też, że dla własnego spokoju ograniczyłam oglądanie niektórych influencerek, które bez większego problemu potrafią wygospodarować dwie czy trzy godziny na pielęgnację włosów, najlepiej z ulubioną kawą w tle i w absolutnej ciszy. I naprawdę cieszę się, że mają obok kogoś, kto może w tym czasie zająć się dzieckiem. Wiem jednak, że nie jest to codzienność większości kobiet, szczególnie na emigracji, gdzie często zostaje się z maluchem samemu, bo Mąż po prostu musi być w pracy. Dlatego przestałam porównywać swoją rzeczywistość do cudzych obrazków i zaczęłam tworzyć własną, taką, która jest możliwa i dobra na nasz „tu i teraz” i.. bez zbędnej presji :)


2. Luźna organizacja czasu
Choć przy dziecku słowo „plan” potrafi brzmieć dość odważnie, zauważyłam, że nawet bardzo delikatna struktura tygodnia daje mi sporo spokoju. Nie chodzi o sztywne trzymanie się rozpiski, ale raczej o mały drogowskaz, który pomaga odnaleźć się w codzienności. Zazwyczaj zakładam więc orientacyjnie, w które dni chciałabym umyć włosy albo zrobić coś więcej wokół pielęgnacji. Jeśli życie napisze inny scenariusz, a pisze go dość często, po prostu przesuwam wszystko bez wyrzutów sumienia, czasami o dzień lub dwa, a czasami o...tydzień. Jednak taki plan nie jest obowiązkiem, tylko wsparciem, dzięki któremu nie łapię się nagle na myśli: „kiedy ja właściwie ostatnio myłam włosy?”. W tym całym, pięknym chaosie macierzyństwa daje mi to poczucie odrobiny ładu, a czasem właśnie tyle wystarczy, żeby dzień stał się trochę łatwiejszy.


3. Sprawdzone kosmetyki i mniej eksperymentów

Są takie dni, a czasem raczej kilka dni z rzędu, kiedy wszystko kręci się wokół dziecka. Skok rozwojowy, ząbkowanie, gorszy sen… każda mama dobrze zna te momenty. Wtedy nie mam ani przestrzeni, ani potrzeby, by testować nowe kosmetyki. Sięgam po swoje sprawdzone produkty, bo przy wymagającej codzienności chcę mieć chociaż jeden obszar, który jest przewidywalny, żeby włosy były po prostu umyte, zadbane i „z głowy”.

Na szczęście takie okresy zazwyczaj nie trwają wiecznie, to przeważnie kilka bardziej intensywnych dni niż długie miesiące. A kiedy sytuacja się uspokaja, pojawia się trochę więcej oddechu i wraca moja pielęgnacyjna ciekawość. To właśnie wtedy z przyjemnością sięgam po nowości, testuję i sprawdzam, co może sprawdzić się u mnie jeszcze lepiej. Dziś wiem, że wszystko ma swój czas, jest moment na prostotę i jest moment na eksperymenty, a jedno wcale nie wyklucza drugiego :)


4. Olejowanie + spacer 

To jeden z tych małych trików, które naprawdę ułatwiły mi życie. Zamiast szukać dodatkowego czasu na pielęgnację, zaczęłam łączyć ją z czymś, co i tak jest częścią naszej codzienności np. gotowanie, sprzątanie, zabawy albo spacery. Nakładam wtedy niewielką ilość oleju, mniej więcej od wysokości ucha w dół, zaplatam włosy i po prostu robię swoje: sprzątam albo wychodzę na spacer. 

Lubię w tym rozwiązaniu jego zwyczajność i brak presji. Jeśli nie zdążę umyć włosów tego samego dnia, nic się nie dzieje, przy cienkiej warstwie oleju nadal wyglądają dobrze również następnego. Traktuję to bardziej jak formę troski niż kolejny punkt do odhaczenia. Bo pielęgnacja na tym etapie ma mnie wspierać, a nie dokładać stresu i napięcia to
właśnie dlatego tak bardzo polubiłam tę prostą praktykę.



5. Wygodna fryzura, która chroni włosy
Najlepiej sprawdzają się u mnie proste rozwiązania: zwykły warkocz, najczęściej francuski, ale zapleciony na tyle luźno, żeby nie ciągnął włosów (zwlaszcza przy lezeniu) i nie powodował niepotrzebnego napięcia. Kiedy mam ochotę na coś jeszcze szybszego, ratują mnie wszelkiego rodzaju klamry i łapacze do włosów… a tych, przyznam zupełnie szczerze, dorobiłam się już całkiem imponującej kolekcji 🙂 Czasem mam wrażenie, że pojawiają się u mnie niemal automatycznie, tu jedna „na wszelki wypadek”, tam druga do torebki, kolejna do łazienki. I choć kiedyś pewnie uznałabym to za drobiazg, dziś wiem, że takie małe wsparcie w codzienności potrafi być na wagę złota. Bo jeśli fryzura trzyma się bez poprawek i nie zaprząta mi głowy, to jest już naprawdę połowa sukcesu.


Na koniec chcę powiedzieć coś, co sama kiedyś potrzebowałam usłyszeć, naprawdę nie musimy robić wszystkiego tak jak dawniej, żeby wciąż o siebie dbać. Macierzyństwo zmienia bardzo wiele, także nasze codzienne rytuały, ale nie odbiera nam prawa do małych gestów troski wobec samych siebie. Czasem pielęgnacja to  kilka prostych wyborów, które pomagają nam poczuć się choć odrobinę bardziej zaopiekowanymi.Myślę, że obrazek, który kiedyś wpadł mi w oko gdzieś w internecie, idealnie to podsumowuje.




'Bo w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi o coś jeszcze, o przeżywanie tego niezwykłego czasu z naszym dzieckiem. Nawet jeśli niektóre dni bywają trudne i pełne zmęczenia, dobrze pamiętać, że to tylko etapy, które z czasem mijają. Codzienność nie zawsze będzie tak intensywna, a wraz z większym spokojem naturalnie wróci też przestrzeń na dłuższe, pielęgnacyjne rytuały. Być może wrócimy do nich trochę inne, bogatsze o doświadczenia i z jeszcze większą wdzięcznością będziemy celebrować te małe chwile tylko dla siebie wspominając jak to było jedną ręką myć włosy a drugą kołysać kołyskę :)


Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda albo wyglądało u Was? Macie swoje małe sposoby, które pomagają Wam zadbać o siebie w tej intensywnej codzienności?


Pozdrawiam i ściskam Cię mocno zwłaszcza jeśli jesteś Mamą, pamiętaj robisz wspaniałą robotę,
Madeline



Jak dbam o włosy na szlaku? Moja ochrona włosów w górach

Jak dbam o włosy na szlaku? Moja ochrona włosów w górach

Góry zawsze były dla mnie czymś więcej niż tylko miejscem na mapie.. To mój azyl, niezmierzona "pustelnia", przestrzeń, w której oddycham pełną piersią i odzyskuję spokój. To tutaj uczę się doceniać siebie samą i nabierać dystansu do codziennego życia. Od zawsze też kojarzą mi się z wakacjami, bo to właśnie tam najlepiej przychodziła mi ta trudna nauka aby nie stresować się i nie przejmować rzeczami na które nie mam wpływu..


Ale prawda jest taka, że poza pięknymi widokami i satysfakcją z pokonanej trasy, często wracałam z gór… z włosami w stanie lekkiej katastrofy 😅. Kołtuny, przesuszone końcówki, połamane kosmyki tam i tu gdzie plecak ocierał się o szyję, ramiona i kurtkę. Nie wspominając już o kapeluszu. Wtedy zrozumiałam, że jeśli potrafię zatroszczyć się o swoje samopoczucie, oraz ciało na szlaku dzięki odpowiednie butom, ubraniom, krem SPF i oczywiście odpowiedniemu nawadnianiu, to mogę zatroszczyć się także o włosy.

I właśnie tym chcę się dziś z Wami podzielić: jak zabezpieczyć włosy na parogodzinne wyprawy w góry (i nie tylko), by chronić je przed uszkodzeniami i sprawić, że nawet po 30 km marszu będą wyglądały (i czuły się) dobrze. Tak dobrze jak czułam się ja na poniższym zdjęciu, bo z takim widokiem z "wanny", mogłabym myć włosy nawet codziennie.

A więc zacznijmy od zadania sobie podstawowego pytania czyli co tak naprawdę szkodzi włosom na szlaku?

Jednym z najbardziej szkodliwych czynników pogorszenia stanu włosów po marszu, ćwiczeniach itp to uszkodzenia mechaniczne czyli w tym przypadku:
🎒 Tarcie plecaka lub kurtki – szczególnie narażone na nie są miejsca na karku i plecach, gdzie ramiączka plecaka ocierają się o włosy. Tarcie niszczy osłonkę włosa, prowadzi do łamania i rozdwajania końcówek.

Następnie możemy wymienić coś co zwłaszcza w Australii jest niemiłosiernie szkodliwe i to nie tylko dla naszych włosów, ale także skóry czyli:
🌞 Słońce (promieniowanie UV) – włosy, tak jak skóra, reagują na promieniowanie UV. Promienie słoneczne uszkadzają keratynę (białko budujące włos), powodują blaknięcie koloru i przesuszenie. W efekcie kosmyki stają się szorstkie i matowe.

Trzecim czynnikiem, o którym należy pamiętać to:
💨 Wiatr – rozwiewa włosy, powodując ich splątanie i mikrouszkodzenia mechaniczne w warstwie łuski. Im dłuższe włosy, tym bardziej narażone na „efekt kołtuna”. Powiewając sobie swobodnie na wietrze tu i tam narażone są na zahaczania o gałęzie bądź otarcia o skały, co naraża je na wyrwanie, ciągnięcia bądź połamanie.

Ostatnie o czym chciałabym wam tutaj wspomnieć to coś co u nas nie jest, aż tak odczuwalne jak w Europie chociażby, ale i tak jest bardzo uporczywe kiedy jedziemy na szlak do parku położonego bardziej w głębi kontynent, a mianowicie:
❄️ Suchość powietrza – w wyższych partiach gór powietrze jest często bardziej suche, co sprzyja odparowywaniu wilgoci z włosa i w przypadku kręconych włosów ich puszeniu. Co widać na poniższym zdjęciu. Moje włosy na końcu szlaku zamieniły się w sianowate monstrum. Był to jeden z naszych pierwszych szlaków, który szybko nauczył mnie abym zawsze zabierała ze sobą coś do zabezpieczenia włosów przed suchym powietrzem.

Szybko zatem zapewne pojawiło się w waszej głowie pytanie klucz: Jak zabezpieczyć włosy na wyprawę w góry czy ogólnie na szlak ?

1. Absolutnie podstawowa rzecz, o której trzeba pomyśleć już na początku czyli wygodna i dobrze związująca włosy fryzura.

Wygodne, niezbyt mocne, ale też nie zbyt luźne upięcie ochronne to must-have.
Jeden warkocz klasyczny lub francuski – chroni włosy przed plątaniem i ogranicza powierzchnię narażoną na słońce. Osobiście to moja ulubiona fryzura na szlak.
Dwa warkocze – idealne dla długich włosów, dodatkowo mniej uciskają w jednym miejscu przy noszeniu plecaka.
- Luźny niski kok, związny materiałową frotką - sprawdzi się przy krótszych włosach
- Buff / opaska / szeroka chustachroni przed słońcem i wiatrem, zmniejsza tarcie włosów o ubranie. Sprawdza się dobrze jednak gorzej kiedy mamy plecak.

wyprawę z tego zdjęcia znajdziesz tutaj, klick :)

Warto unikać ciasnych gumek, metalowych spinek, wsuwek bądź ciasnych upięć blisko skóry głowy, mogą uszkodzić włosy pod wpływem nacisku i ruch.

2. Ochrona przed słońcem i wiatrem

Nasze włosy nie mają mechanizmów obronnych przed promieniowaniem UV, nie złuszczają się jak skóra, a uszkodzenia są trwałe. Dlatego warto ze sobą nosić:
- mały podróżny olejek z UV bądź mgiełkę z filtrem UV - coś lekkiego co nie obciąża/nie lepi włosów, a co można bez problemu aplikować nawet po pare razy w ciągu dnia. Warto pamiętać, że włosy farbowane/rozjaśniane (nawet pasemka) są szczególnie wrażliwe na działanie słońca. Ja od lat nie rozstaję się z olejkiem z czarnuszki, który jest naturalnym filtrem UV. Zabieram go absolutnie wszędzie ze sobą ! Bo jeśli lubicie rozpuszczać włosy to zdjęć tak jak ja to nic tak nie przyda się do ich ogarnięcia po rozpleceniu ich na wietrze jak dobry olejek/serum.
- kapelusz bądź chusta na głowę – działa jak naturalna bariera. Plus: wygląda stylowo i dodaje hikingowego vibe’u.

 3. Nawilżenie, odżywienie i zabezpieczenie czyli prewencja działa najlepiej

Dobrze zabezpieczone włosy na wyprawę to włosy dobrze odżywione. Warto zatem na dzień przed planowaną datą wycieczki urządzić sobie małe włosowe SPA. Warto na dzień przed wyprawą dopieścić nasze włosy tym co lubią najbardzej, u mnie sprawdza się maska domowej roboty z żółtkiem jajka, miodem, witaminą E oraz odżywką z Garnieja Fructis Oil Repairing 3. Nakładam ja na zwilżone wodą włosy na około 20-30 minut. Po tym czasie nakładam na nią olej np. arganowy, z pestek malin, czarnuszki i trzymam na głowie przez około godziny. Dopełniam tym samym moją pielęgnacje olejowaniem. Następnie wszystko zmywam i myje normalnie włosy.

Rano przed wyjściem używam serum silikonowego lub oleju na końcówki, który stwarza dodatkowy „film” ochronny na włosach.

4. Włosowy niezbędnik w plecaku

Wybierając się na szlak trzeba być przygotowanym na wszystko, dlatego warto zawsze mieć spakowaną dodatkową
- frotkę do włosów bądź łapacz, na wypadek gdyby coś stało się z naszą obecną bądź z jakiejś przyczyny musielibyśmy (chcieli) zmienić naszą fryzurę. Już niejednokrotnie zdarzało mi się, że posiadanie dodatkowej frotki ratowało mi życie na szlaku.
- serum/olejek zabezpieczający włosy
- składane lusterko żeby po zdjęciu kapelusza/czapki uniknąć szoku 🙈

Dlaczego warto przygotować swoje włosy na wypad w góry ?

Kochając góry, uczymy się kochać siebie; swoje ciało, skórę, włosy. A czasem wystarczy naprawdę niewiele aby poprawić ich stan np. poprzez zapobieganie uszkodzeniom mechanicznym, odpowiednią fryzurę bądź mały olejek, który możemy wcisnąć w te drobną, boczną kieszonkę do której nic nie wchodzi.

Dbanie o włosy na szlaku to drobny gest, który sprawia, że wracam nie tylko zadowolona z trasy, ale przede wszystkim ze spokojem. Spokojem, że po szybkim prysznicu jestem gotowa na wypad z przyjaciółmi do knajpki bądź restauracji, a moje włosy dalej wyglądają dobrze. Nie muszę ich od razu myć czy przejmować się tym, że stoją w każdą stronę. Bo jeśli potrafię dźwigać 10 kg plecak przez 15-20 km, to mogę też poświęcić 5 minut, żeby ochronić swoje kosmyki przed jego ramionami 😉

 A jak to wygląda u Ciebie ?

Jak dbasz o włosy podczas wypadów w góry? Jesteś #teamWarkocz czy #teamKok? A może masz swoje patenty na mgiełki ochronne DIY? Podziel się w komentarzach – chętnie przetestuję na kolejnym szlaku.

Pozdrawiam, 
Madeline

Fiolet gencjanowy (Violet de Paris) na włosy – sekret chłodnych refleksów bez fryzjera

Fiolet gencjanowy (Violet de Paris) na włosy – sekret chłodnych refleksów bez fryzjera

Brzmi intrygująco, prawda? 😊 Przyciemnianie włosów „naturalnymi”, niefryzjerskimi metodami od lat jest moją małą pasją. Testowałam już wiele sposobów (o których wkrótce Wam opowiem w zbiorczym wpisie), ale dziś chciałabym skupić się na fioletcie gencjanowym, środku, który większość z Was kojarzy pewnie z ochładzania blondów. Okazuje się jednak, że świetnie sprawdza się także w pielęgnacji ciemnych włosów. To jeden z tych niepozornych, tanich i łatwo dostępnych preparatów, które potrafią zdziałać prawdziwe cuda. A co najlepsze – jego działanie można dopasować do własnych potrzeb, niezależnie od tego, czy jesteście posiadaczkami jasnych, czy ciemnych kosmyków.
Jak zmotywować się do pielęgnacji włosów ? – praktyczne porady

Jak zmotywować się do pielęgnacji włosów ? – praktyczne porady

Wiele z Was często zadaje mi pytanie pod koniec naszej włosowej rozmowy: „Dobrze, ale kiedy ja mam znaleźć na to wszystko czas?”. Wcierki, odżywki, szampony, cała karuzela produktów może na początku przyprawić o zawrót głowy. Ale spokojnie! To wszystko da się zorganizować  naprawdę. Zastanów się, ile małych chwil w ciągu dnia poświęcasz na przeglądanie internetu, oglądanie seriali czy gotowanie obiadu. Dokładnie tyle samo możesz przeznaczyć na włosy, wpleść pielęgnację w codzienność i sprawić, że stanie się przyjemnym rytuałem. Bo pielęgnacja nie musi Cię wykluczać z życia. Wręcz przeciwnie może być jego pięknym elementem!

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger