Godzina dla włosów #26 Głębokie nawilżenie i blask czyli jak przywrócić włosom miękkość i elastyczność
Tym razem postawiłam na naprawdę głęboki PEH czyli takie połączenie protein, humektantów i emolientów, które daje włosom pełniejsze „dociążenie” i lepszą równowagę. I wiecie co? Udało się też znaleźć na to czas, bo mój mały synek zaczął robić drzemki dłuższe niż legendarne 20 minut… więc nagle pielęgnacja przestała być konkurencją z zegarkiem. Sięgnęłam po kilka sprawdzonych, domowych składników i połączyłam je z gotowymi produktami, żeby każdy etap miał swoje zadanie. A jeśli chcecie wrócić do podstaw i przypomnieć sobie, na czym dokładnie polega równowaga PEH, to zapraszam was ponownie do mojego wcześniejszego artykułu na ten temat.
- Nasiona siemienia lnianegoDziałają głównie nawilżająco i wygładzająco, bo tworzą żelową warstwę, która ogranicza puszenie. Włosy po nich są bardziej miękkie, śliskie i łatwiej się układają.
- Żółtko jajkaDostarcza protein i lipidów, dzięki czemu może poprawić sprężystość i wrażenie „wzmocnienia” włosów. Często daje też efekt większej gładkości i bardziej odżywionego wyglądu.
- Maska Ziaja – Liście baobabuSkupia się na zmiękczeniu i wygładzeniu, a przy okazji pomaga ograniczyć puszenie. Włosy po niej zazwyczaj są bardziej zdyscyplinowane i przyjemniejsze w dotyku.
- Olej konopnyDziała emolientowo: wygładza, nabłyszcza i tworzy ochronną warstwę, która pomaga zatrzymać nawilżenie. Końcówki wyglądają na bardziej zabezpieczone i mniej suche.
- Sukin – Deep Cleansing ShampooTo mocniejsze oczyszczanie skóry głowy i włosów z sebum oraz nagromadzonych produktów. Dzięki temu włosy są lżejsze u nasady i „świeższe” w odbiorze.
- Garnier Fructis – 3 Oils (Nutri Repair 3)Daje szybki efekt wygładzenia i nabłyszczenia oraz pomaga ograniczyć puszenie. Włosy wyglądają na bardziej miękkie i „dociążone” w dobrym sensie.
Po wysuszeniu włosów wystarczyło jedno spojrzenie w lustro i… serio, aż podskoczyłam z wrażenia. Wrócił ten mój ukochany blask, za którym tęsknię zawsze wtedy, kiedy włosy są zmęczone i przygaszone. Od razu poczułam też większą miękkość i gładkość, a włosy wyglądały na bardziej „ułożone”, spokojniejsze i po prostu zdrowsze w odbiorze. Najbardziej cieszy mnie to, że efekt nie był tylko „na chwilę”, bo już przy samym dotyku czułam, że włosy są bardziej elastyczne i mniej szorstkie, jakby naprawdę napiły się tego nawilżenia. Zauważyłam też, że końcówki wyglądały na lepiej zabezpieczone, a całość miała taką przyjemną, naturalną sprężystość. To jeden z tych efektów, które dodają mi ogromnej motywacji, bo pokazują, że konsekwentna pielęgnacja naprawdę ma sens.
Podsumowanie:
Ten włosing był dla mnie jak mały „restart” i ten moment, kiedy włosy wreszcie dostają uwagę bez pośpiechu i bez skrótów. Lubię tę rutynę za to, że łączy domowe składniki z kosmetykami w sposób, który daje widoczny efekt i zostawia włosy w naprawdę przyjemnym stanie. To też fajne przypomnienie, że nie zawsze trzeba miliona nowości i że czasem wystarczy wrócić do prostych, sprawdzonych rzeczy i dać im chwilę popracować.
A jeśli macie swoje ulubione domowe triki na włosy, koniecznie dajcie znać w komentarzu :)
Pozdrawiam,
Madeline


U mnie najlepiej sprawdza się olejowanie. Moje włosy kochają ten zabieg.
OdpowiedzUsuń