Godzina dla włosów #26 Głębokie nawilżenie i blask czyli jak przywrócić włosom miękkość i elastyczność

Wracam do małej reanimacji włosów po lecie, po tym czasie wyraźnie potrzebują więcej odżywienia, nawilżenia i takiej prawdziwej reanimacji. Dziś zabieram Was ze sobą do mojej „Godziny dla włosów”, czyli intensywnego, dopieszczającego włosingu, który ma przywrócić miękkość, blask i lepszą sprężystość. Zależało mi na rutynie, która zadziała nie tylko od razu po myciu, ale też pomoże utrzymać efekt przez cały dzień i noc, bez nadmiernego puszenia i przesuszonych końcówek. Połączyłam kilka domowych dodatków z gotowymi kosmetykami, żeby nawilżyć, wzmocnić i na koniec dobrze wszystko „domknąć” emolientami. Jeśli macie ochotę podejrzeć, czego użyłam, w jakiej kolejności i jakie wrażenia miałam po wysuszeniu to zapraszam Was do dalszej części wpisu.




Czego użyłam ?

Tym razem postawiłam na naprawdę głęboki PEH czyli takie połączenie protein, humektantów i emolientów, które daje włosom pełniejsze „dociążenie” i lepszą równowagę. I wiecie co? Udało się też znaleźć na to czas, bo mój mały synek zaczął robić drzemki dłuższe niż legendarne 20 minut… więc nagle pielęgnacja przestała być konkurencją z zegarkiem. Sięgnęłam po kilka sprawdzonych, domowych składników i połączyłam je z gotowymi produktami, żeby każdy etap miał swoje zadanie. A jeśli chcecie wrócić do podstaw i przypomnieć sobie, na czym dokładnie polega równowaga PEH, to zapraszam was ponownie do mojego wcześniejszego artykułu na ten temat.


  1. Nasiona siemienia lnianego
    Działają głównie nawilżająco i wygładzająco, bo tworzą żelową warstwę, która ogranicza puszenie. Włosy po nich są bardziej miękkie, śliskie i łatwiej się układają.
  2. Żółtko jajka
    Dostarcza protein i lipidów, dzięki czemu może poprawić sprężystość i wrażenie „wzmocnienia” włosów. Często daje też efekt większej gładkości i bardziej odżywionego wyglądu.
  3. Maska Ziaja – Liście baobabu
    Skupia się na zmiękczeniu i wygładzeniu, a przy okazji pomaga ograniczyć puszenie. Włosy po niej zazwyczaj są bardziej zdyscyplinowane i przyjemniejsze w dotyku.
  4. Olej konopny
    Działa emolientowo: wygładza, nabłyszcza i tworzy ochronną warstwę, która pomaga zatrzymać nawilżenie. Końcówki wyglądają na bardziej zabezpieczone i mniej suche.
  5. Sukin – Deep Cleansing Shampoo
    To mocniejsze oczyszczanie skóry głowy i włosów z sebum oraz nagromadzonych produktów. Dzięki temu włosy są lżejsze u nasady i „świeższe” w odbiorze.
  6. Garnier Fructis – 3 Oils (Nutri Repair 3)
    Daje szybki efekt wygładzenia i nabłyszczenia oraz pomaga ograniczyć puszenie. Włosy wyglądają na bardziej miękkie i „dociążone” w dobrym sensie.

Jak wyglądał mój włosing?
Zaczęłam od klasyka, który ratuje moje włosy zawsze wtedy, kiedy potrzebują maksymalnego nawilżenia czyli siemienia lnianego. Wsypałam 3 łyżki siemienia do 1,5 szklanki wody i gotowałam na średnim ogniu ok. 15 minut, cały czas doglądając, aż całość zamieni się w taką lekko „kisielowatą” substancję. Potem przecedziłam wszystko przez drobne sitko, poczekałam aż ostygnie i nałożyłam żel na rozczesane włosy to krok, który daje mi nawilżenie jak nic innego.

Kiedy siemię już zrobiło swoje, przygotowałam mieszankę z resztek maski Ziaja Liście Baobabu (o której ostatnio pisałam wam w tej recenzji) i żółtka jajka, a następnie nałożyłam ją na włosy i zostawiłam na ok. 25 minut. Po tym czasie dołożyłam olej konopny i całość trzymałam pod czepkiem oraz ręcznikiem mniej więcej godzinę, żeby wszystko mogło spokojnie popracować. Na koniec dokładnie spłukałam włosy, umyłam skórę głowy szamponem Sukin, a na długość nałożyłam odżywkę Garnier Fructis Nutri Repair 3 (3 Oils), żeby domknąć pielęgnację i zostawić włosy gładkie oraz miękkie.


Wrażenie i efekty

Po wysuszeniu włosów wystarczyło jedno spojrzenie w lustro i… serio, aż podskoczyłam z wrażenia. Wrócił ten mój ukochany blask, za którym tęsknię zawsze wtedy, kiedy włosy są zmęczone i przygaszone. Od razu poczułam też większą miękkość i gładkość, a włosy wyglądały na bardziej „ułożone”, spokojniejsze i po prostu zdrowsze w odbiorze. Najbardziej cieszy mnie to, że efekt nie był tylko „na chwilę”, bo już przy samym dotyku czułam, że włosy są bardziej elastyczne i mniej szorstkie, jakby naprawdę napiły się tego nawilżenia. Zauważyłam też, że końcówki wyglądały na lepiej zabezpieczone, a całość miała taką przyjemną, naturalną sprężystość. To jeden z tych efektów, które dodają mi ogromnej motywacji, bo pokazują, że konsekwentna pielęgnacja naprawdę ma sens.


Podsumowanie:

Ten włosing był dla mnie jak mały „restart” i ten moment, kiedy włosy wreszcie dostają uwagę bez pośpiechu i bez skrótów. Lubię tę rutynę za to, że łączy domowe składniki z kosmetykami w sposób, który daje widoczny efekt i zostawia włosy w naprawdę przyjemnym stanie. To też fajne przypomnienie, że nie zawsze trzeba miliona nowości i że czasem wystarczy wrócić do prostych, sprawdzonych rzeczy i dać im chwilę popracować. 


A jeśli macie swoje ulubione domowe triki na włosy, koniecznie dajcie znać w komentarzu :)


Pozdrawiam, 

Madeline





2 komentarze:

  1. U mnie najlepiej sprawdza się olejowanie. Moje włosy kochają ten zabieg.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak patrzę na te Twoje piękne loki i planuję już w głowie porządną pielęgnację na wieczór :) Pamiętam, że siemię lniane świetnie działało i przy moich cieniutkich włosach. Nawet nakładałam tego "żelka" na skalp, żeby go nawilżyć i ukoić. Mam natomiast do wykończenia nawilżającą wcierkę w sprayu i na ten moment to na niej się skupiam. Nie nadawała się dla mnie po myciu (przetłuszczała włosy u nasady), więc obficie spryskuję nią skórę i włosy kilka godzin przed myciem.

    OdpowiedzUsuń

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger