Pokazywanie postów oznaczonych etykietą równowaga peh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą równowaga peh. Pokaż wszystkie posty
Godzina dla włosów #26 Głębokie nawilżenie i blask czyli jak przywrócić włosom miękkość i elastyczność

Godzina dla włosów #26 Głębokie nawilżenie i blask czyli jak przywrócić włosom miękkość i elastyczność

Wracam do małej reanimacji włosów po lecie, po tym czasie wyraźnie potrzebują więcej odżywienia, nawilżenia i takiej prawdziwej reanimacji. Dziś zabieram Was ze sobą do mojej „Godziny dla włosów”, czyli intensywnego, dopieszczającego włosingu, który ma przywrócić miękkość, blask i lepszą sprężystość. Zależało mi na rutynie, która zadziała nie tylko od razu po myciu, ale też pomoże utrzymać efekt przez cały dzień i noc, bez nadmiernego puszenia i przesuszonych końcówek. Połączyłam kilka domowych dodatków z gotowymi kosmetykami, żeby nawilżyć, wzmocnić i na koniec dobrze wszystko „domknąć” emolientami. Jeśli macie ochotę podejrzeć, czego użyłam, w jakiej kolejności i jakie wrażenia miałam po wysuszeniu to zapraszam Was do dalszej części wpisu.




Czego użyłam ?

Tym razem postawiłam na naprawdę głęboki PEH czyli takie połączenie protein, humektantów i emolientów, które daje włosom pełniejsze „dociążenie” i lepszą równowagę. I wiecie co? Udało się też znaleźć na to czas, bo mój mały synek zaczął robić drzemki dłuższe niż legendarne 20 minut… więc nagle pielęgnacja przestała być konkurencją z zegarkiem. Sięgnęłam po kilka sprawdzonych, domowych składników i połączyłam je z gotowymi produktami, żeby każdy etap miał swoje zadanie. A jeśli chcecie wrócić do podstaw i przypomnieć sobie, na czym dokładnie polega równowaga PEH, to zapraszam was ponownie do mojego wcześniejszego artykułu na ten temat.


  1. Nasiona siemienia lnianego
    Działają głównie nawilżająco i wygładzająco, bo tworzą żelową warstwę, która ogranicza puszenie. Włosy po nich są bardziej miękkie, śliskie i łatwiej się układają.
  2. Żółtko jajka
    Dostarcza protein i lipidów, dzięki czemu może poprawić sprężystość i wrażenie „wzmocnienia” włosów. Często daje też efekt większej gładkości i bardziej odżywionego wyglądu.
  3. Maska Ziaja – Liście baobabu
    Skupia się na zmiękczeniu i wygładzeniu, a przy okazji pomaga ograniczyć puszenie. Włosy po niej zazwyczaj są bardziej zdyscyplinowane i przyjemniejsze w dotyku.
  4. Olej konopny
    Działa emolientowo: wygładza, nabłyszcza i tworzy ochronną warstwę, która pomaga zatrzymać nawilżenie. Końcówki wyglądają na bardziej zabezpieczone i mniej suche.
  5. Sukin – Deep Cleansing Shampoo
    To mocniejsze oczyszczanie skóry głowy i włosów z sebum oraz nagromadzonych produktów. Dzięki temu włosy są lżejsze u nasady i „świeższe” w odbiorze.
  6. Garnier Fructis – 3 Oils (Nutri Repair 3)
    Daje szybki efekt wygładzenia i nabłyszczenia oraz pomaga ograniczyć puszenie. Włosy wyglądają na bardziej miękkie i „dociążone” w dobrym sensie.

Jak wyglądał mój włosing?
Zaczęłam od klasyka, który ratuje moje włosy zawsze wtedy, kiedy potrzebują maksymalnego nawilżenia czyli siemienia lnianego. Wsypałam 3 łyżki siemienia do 1,5 szklanki wody i gotowałam na średnim ogniu ok. 15 minut, cały czas doglądając, aż całość zamieni się w taką lekko „kisielowatą” substancję. Potem przecedziłam wszystko przez drobne sitko, poczekałam aż ostygnie i nałożyłam żel na rozczesane włosy to krok, który daje mi nawilżenie jak nic innego.

Kiedy siemię już zrobiło swoje, przygotowałam mieszankę z resztek maski Ziaja Liście Baobabu (o której ostatnio pisałam wam w tej recenzji) i żółtka jajka, a następnie nałożyłam ją na włosy i zostawiłam na ok. 25 minut. Po tym czasie dołożyłam olej konopny i całość trzymałam pod czepkiem oraz ręcznikiem mniej więcej godzinę, żeby wszystko mogło spokojnie popracować. Na koniec dokładnie spłukałam włosy, umyłam skórę głowy szamponem Sukin, a na długość nałożyłam odżywkę Garnier Fructis Nutri Repair 3 (3 Oils), żeby domknąć pielęgnację i zostawić włosy gładkie oraz miękkie.


Wrażenie i efekty

Po wysuszeniu włosów wystarczyło jedno spojrzenie w lustro i… serio, aż podskoczyłam z wrażenia. Wrócił ten mój ukochany blask, za którym tęsknię zawsze wtedy, kiedy włosy są zmęczone i przygaszone. Od razu poczułam też większą miękkość i gładkość, a włosy wyglądały na bardziej „ułożone”, spokojniejsze i po prostu zdrowsze w odbiorze. Najbardziej cieszy mnie to, że efekt nie był tylko „na chwilę”, bo już przy samym dotyku czułam, że włosy są bardziej elastyczne i mniej szorstkie, jakby naprawdę napiły się tego nawilżenia. Zauważyłam też, że końcówki wyglądały na lepiej zabezpieczone, a całość miała taką przyjemną, naturalną sprężystość. To jeden z tych efektów, które dodają mi ogromnej motywacji, bo pokazują, że konsekwentna pielęgnacja naprawdę ma sens.


Podsumowanie:

Ten włosing był dla mnie jak mały „restart” i ten moment, kiedy włosy wreszcie dostają uwagę bez pośpiechu i bez skrótów. Lubię tę rutynę za to, że łączy domowe składniki z kosmetykami w sposób, który daje widoczny efekt i zostawia włosy w naprawdę przyjemnym stanie. To też fajne przypomnienie, że nie zawsze trzeba miliona nowości i że czasem wystarczy wrócić do prostych, sprawdzonych rzeczy i dać im chwilę popracować. 


A jeśli macie swoje ulubione domowe triki na włosy, koniecznie dajcie znać w komentarzu :)


Pozdrawiam, 

Madeline





Godzina dla włosów #25 proteiny, humektanty i emolienty czyli jak utrzymać równowagę PEH w pielęgnacji włosów

Godzina dla włosów #25 proteiny, humektanty i emolienty czyli jak utrzymać równowagę PEH w pielęgnacji włosów

Wracam dziś do Was z kolejnym wpisem z serii „Godzina dla włosów”, choć tym razem z małym opóźnieniem, za które mam nadzieję mi wybaczycie. Ostatnie tygodnie są dla nas bardzo intensywne, a ja sama powoli odnajduję się w rytmie Mamozy, próbując połączyć tę wyjątkową rolę z chwilami troski o siebie. To zupełnie inny czas, pełen pięknych chwil, ale też nowych wyzwań, które naturalnie zmieniają tempo wielu rzeczy. Tym bardziej doceniam te momenty, kiedy mogę wrócić do moich włosowych rytuałów i stopniowo przywracać włosom równowagę. W dzisiejszym wpisie opowiem Wam o pielęgnacji PEH, która jak zawsze cierpliwie i konsekwentnie pomaga odbudować dobrą kondycję moich włosów.


Czego użyłam?
W tej „Godzinie dla włosów” postawiłam na klasyczne, domowe i dobrze znane mi elementy pielęgnacji PEH, łącząc je z gotowymi produktami. A o tym na czym polega i jak ważna jest równowaga między proteinami, humektantami i emolientami pisałam wam w tym artykule.


1. Gliceryna
Gliceryna to klasyczny humektant, czyli składnik przyciągający i wiążący wodę. Pomaga zwiększyć nawilżenie włosów, sprawiając, że stają się bardziej miękkie i elastyczne. W odpowiednich warunkach potrafi pięknie podbić sprężystość fal i loków, choć wymaga równowagi z emolientami.
2. Żółtko jajka
Żółtko to naturalne źródło protein i lipidów. Proteiny mogą tymczasowo wypełniać drobne ubytki w strukturze włosa, wzmacniając go i poprawiając jego sprężystość. To domowy sposób na delikatne „uszczelnienie” pasm i nadanie im bardziej zwartej formy.
3. Ziaja – Maska nr 2 (Włosy puszące się, maska wygładzająca)
To wygładzająca maska przeznaczona do włosów skłonnych do puszenia. W formule zawiera roślinną keratynę oraz składniki o działaniu wygładzającym i emolientowym. Ma na celu dyscyplinować pasma, ograniczać puszenie i nadawać włosom bardziej uporządkowany wygląd.
4. Sukin Deep Cleansing Shampoo (Tea Tree Oil)
To szampon głęboko oczyszczający z olejkiem z drzewa herbacianego. Został stworzony do dokładniejszego oczyszczania skóry głowy, szczególnie gdy pojawia się nadmiar sebum lub potrzeba mocniejszego domycia. W tej rutynie pełnił rolę resetu przed dalszym etapem pielęgnacji.
5. Ziaja – Odżywka nr 3 (Włosy puszące się, wygładzająca)
Odżywka z tej samej serii co maska nr 2. Jej zadaniem jest wygładzenie struktury włosa, zmniejszenie puszenia i ułatwienie rozczesywania. Działa bardziej „domykająco” i wykończeniowo, pomagając utrzymać miękkość oraz kontrolę nad pasmami.
6. Olejek z Aldi (Argan Oil)
To olejek arganowy, który wykorzystałam jako emolientowe wykończenie. Olej arganowy pomaga wygładzić włosy, ograniczyć puszenie i zabezpieczyć końcówki przed utratą wilgoci. W tej rutynie był ostatnim krokiem, który miał „zamknąć” pielęgnację i nadać włosom miękkość oraz blask.


Jak wyglądał mój włosing?
Cały rytuał rozpoczęłam od przygotowania mieszanki na bazie maski Ziaja nr 2, do której dodałam kilka kropli gliceryny oraz żółtko jajka. Całość dokładnie wymieszałam do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji, a następnie nałożyłam na wcześniej zwilżone wodą włosy, dbając o równomierne rozprowadzenie po długości. Tak przygotowaną mieszankę pozostawiłam na około 40 minut, pozwalając składnikom spokojnie zadziałać.
Po tym czasie dokładnie umyłam skórę głowy szamponem Sukin Deep Cleansing Shampoo, koncentrując się wyłącznie na skalpie — długość włosów oczyściła się jedynie delikatnie spływającą pianą. Następnie, po spłukaniu włosów, nałożyłam odżywkę Ziaja nr 3, pozostawiając ją na około 5 minut, aby domknąć pielęgnację i wygładzić pasma. Na sam koniec, już na lekko osuszone włosy, nałożyłam kilka kropli olejku arganowego z Aldi, rozprowadzając go delikatnie po długości, aby zabezpieczyć włosy i nadać im miękkie wykończenie.


Wrażenia po włosingu
Już po wysuszeniu włosów wyraźnie poczułam różnicę, jaką daje świadome połączenie protein, humektantów i emolientów. Włosy odzyskały miękkość, stały się wyraźnie gładsze i znacznie przyjemniejsze w dotyku, a ich struktura sprawiała wrażenie bardziej uporządkowanej. Zauważyłam też powrót części blasku, pasma znów zaczęły delikatnie odbijać światło i wyglądać zdrowiej niż przed pielęgnacją. Choć to dopiero jeden krok w stronę pełnej równowagi, taki efekt zawsze daje mi poczucie, że włosy wracają na właściwe tory. 

Sama organizacja tej „godziny dla włosów” miała w sobie odrobinę domowego uroku, przy naszym małym odkrywcy świata wszystko toczy się w swoim, bardzo dynamicznym rytmie. Dlatego zdjęcia powstawały niemal w ostatnich promieniach światła, co w gruncie rzeczy dodało temu dniu tylko więcej autentyczności. Lubię te momenty, kiedy pielęgnacja splata się z codziennością, nawet jeśli wymaga odrobiny elastyczności. Najważniejsze, że równowaga PEH została przywrócona, a włosy znów poczuły oddech, choć końcówki subtelnie przypominają, że wkrótce przyjdzie czas na małe odświeżenie

Podsumowanie
Ta „Godzina dla włosów” przypomniała mi, jak wiele potrafi zmienić dobrze zbilansowana pielęgnacja PEH, nawet jeśli w codziennym zabieganiu czasem trudno znaleźć na nią przestrzeń. Kilka świadomych kroków wystarczyło, by włosy znów stały się miękkie, gładsze i bardziej zdyscyplinowane. To mała chwila, który naprawdę robi dużą różnicę.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń, po czym najczęściej poznajecie, że Waszym włosom brakuje konkretnego elementu PEH: miękkości, sprężystości czy może ochronnego „domknięcia”?

Pozdrawiam,
Madeline




Sierpniowa aktualizacja: odżywienie, przeproteinowanie i moje sposoby na równowagę

Sierpniowa aktualizacja: odżywienie, przeproteinowanie i moje sposoby na równowagę

Dziś zabieram Was ze sobą na The Spit w Gold Coast: długą, piaszczystą mierzeję, gdzie ocean uderza o falochron z siłą, której nie sposób zignorować. To jedno z tych miejsc, gdzie natura mówi głośniej niż my sami, a człowiek musi nauczyć się wsłuchiwać w rytm fal i wiatr, który śpiewa starą pieśń minionych lat. Z jednej strony rozciąga się tu widok na strzeliste wieżowce przy słynnej plaży Surfers Paradise, miejsce, które nigdy nie zasypia, pełne surferów, spacerowiczów i ludzi szukających wakacyjnej beztroski. Z drugiej ten typowy dla Australii widok: bezkres oceanu, rozciągający się aż po linię horyzontu. Ocean, który nigdy nie jest taki sam: czasem błękitny i łagodny, czasem spokojny i lazurowy, innym razem grafitowy i wzburzony, zmienia kolor niczym nastroje dnia, od jasnego spokoju po dramatyczne kontrasty.


The Spit to miejsce graniczne, z jednej strony czuć bliskość miasta, a z drugiej dziką, nieokiełznaną siłę oceanu. Spacerując wzdłuż mierzei, można poczuć, że wszystko tu jest większe od nas: wiatr, fale, przestrzeń. Bardzo lubimy to miejsce między innymi dlatego, że jest mało popularne wśród turystów i nie trzeba szukać miejsca aby na spokojnie pospacerować. I właśnie w takim otoczeniu, wolnym od zgiełku i przeciskajających się turystów robiliśmy zdjęcia do tej sierpniowej aktualizacji włosowej.


Tego dnia, kiedy robiliśmy zdjęcia, wiał silny wiatr. Nie taki przyjemny, lekki podmuch, ale wiatr, który chwyta włosy i szarpie je w każdą stronę. Stojąc przy barierce, patrząc w stronę oceanu, miałam wrażenie, że moje włosy żyją własnym, nieokiełznanym rytmem. Były wszędzie, na mojej twarzy, oplatały ramiona i szyję, jakby chciały mnie całkowicie schować. Miałam wrażenie, że zachowują się jak gałęzie starej wierzby z Fangoru z Władcy Pierścieni, który oplótł to Merry’ego i Pippina, nie chcąc ich wypuścić ze swojego uścisku, tylko dlatego, bo za bardzo się do niego zbliżyli. Podobnie moje dzikie włosy, miotane wiatrem, zdawały się walczyć ze mną, a każdy krok czy ruch głowy kończył się kolejnym splątaniem. A jednak w tym wszystkim czułam też radość, że mogę je rozpuścić i pozwolić wiatrowi je rozeiać, bo to przecież część mnie. Czasem muszą się poplątać i powiać na wietrze, bo życie nie polega na tym, by chować je pod kloszem i oblepiać kolejnymi warstwami ochronnego olejku. 


I taki nastrój towarzyszył mi podczas robienia zdjęć byłam: pełen optymizm, wiatr mocno wiał, a jego nieokiełznana energia dodała każdej fotografii życia. Dopiero gdy na ekranie aparatu zobaczyłam, jak bardzo rozwiewa moje włosy, pomyślałam z lekkim niepokojem, co czeka mnie później w domu. Czy ja je w ogóle będę w stanie rozczesać, czy znowu będę walczyła z gromadą kołtunów ? Zafunduje wam mały spoiler: było lepiej niż myślałam i po przyjeździe do domu rozczesałam je bez większego problemu :) Ta jedna chwila oddaje cały ten miesiąc mojej pielęgnacji: pełen troski i dobrych intencji, ale też nieoczekiwanych skutków ubocznych, bo moje włosy żyją razem ze mną, a nie są "nietykalnym" pomnikiem wzorowej pielęgnacji. 


Co chciałam osiągnąć, a co wyszło naprawdę
Zdecydownaie ten miesiąc był poświęcony odżywieniu. Chciałam, aby włosy stały się miękkie, elastyczne, odporne na słone powietrze i częste wiatry. Wielkimi krokami zbliża się do nas lato, a z nim wysokie temperatury i ostre słońce. Staram się do tego przygotować jak najlepiej potrafię. Chciałam aby moje włosy były dobrze odżywione, błyszczące, z dobrze domkniętą łuską i zdyscyplinowane po długości, tak aby były dobrze przygotowane na każdą pogodę. W praktyce jednak troska przerodziła się w przesadę. Zamiast miękkości i sprężystości pojawiła się sztywność i poczucie, że włosy są "przeładowane" tymi wszystkimi dobrociami. Nastąpiło więc to co często przytrafia się kiedy człowiek przedobrzy i używa zbyt dużej ilości kosmetyków czyli klasyczne przeproteinowanie, 
efekt, którego każda włosomaniaczka woli unikać, a o którym pisałam wam tutaj.


To doświadczenie przypomniało mi, że nawet najlepsze chęci mogą zaszkodzić, jeśli brakuje równowagi. Po raz kolejny też przypomniało mi się stare powiedzenie włosomaniaczek, że "lepiej mniej niż więcej". Włosy nie potrzebowały aż takiej dawki protein i odżywienia, wołały raczej o równomierne połączenie emolientów i humektantów. 

Kosmetyki, których używałam w sierpniu

🌿 Oleje

  • Olej z siemienia lnianego – gęsty, ochronny, niezawodny w nadawaniu gładkości. Zostawiałam go zwykle na 1–1,5 godziny przed myciem pod nawilżający podkład z miodu.
  • Olej konopny – lżejszy, idealny, gdy chciałam, by włosy zyskały blask i tutaj również zostawiałam go na około godziny przed myciem i podobnie jak powyżej używałam go w duecie z miodowym podkładem nawilżającym.
  • 2 olejki/sera od L'oreal z serii Elvive na dzień i na noc, o nich opowiem wam więcej wkrótce.
  • Argan Oil z Aldi - to tak naprawdę miks olejku arganowego z paroma innymi składnikami. Nakładam go głownie jako serum zabezpieczające w ciągu dnia i czasem na noc. Ma rewelacyjny skład i noszę go ze sobą praktycznie wszędzie ! To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O nim również recenzja pojawi się w tym miesiącu.


🧴 Maski i odżywki

Sięgałam po wiele różnych, tych nowych, które testuję np. Shea Moisture do włosów kręconych i Sukin Sensitive Scalp Care (którą oczywiście stosuję na włosy po długości) oraz paru sprawdzonych klasyków jak np. Garnier 3 oleje (ta żólta) oraz L'Oreal Elvive Dream Lenght i to właśnie doprowadziło do efektu przeproteinowania. Bogate formuły i domowe mikstury (m.in. maski z żółtkiem i miodem) początkowo dawały zadowolenie, ale z czasem sprawiły, że włosy straciły elastyczność.


🧼 Szampony

  • Sukin – naturalny i delikatny, na dni, gdy chciałam, by włosy były lekkie i świeże.
  • Aveo – klasyk, który dobrze domywał oleje i resetował włosy po intensywniejszej pielęgnacji.


Podsumowanie

Ten miesiąc pokazał mi, że włosy podobnie jak natura i ocean bywają nieprzewidywalne i wymagają odpowiednia podejścia oraz czasu. Często chciałam zrobić za dużo rzeczy na raz, bo akurat mój mały ząbkujący szkrab poszedł wcześniej spać i miałam więcej czasu potrzymać coś na włosach. To nie była wina samych kosmetyków, bo każdy z nich ma swoje zalety i działa dobrze w odpowiednich warunkach. Problem leżał w braku umiaru i w tym, że próbowałam zrobić zbyt wiele naraz. Produkty, po które sięgałam, były wartościowe, ale sposób, w jaki je łączyłam, okazał się dla moich włosów po prostu zbyt intensywny. 

Na koniec żegnam was przepięknym widokiem na Gold Coast z jednej z północnych plaży The Spit.


A czy wy czasami też macie takie momenty, kiedy wkładacie w pielęgnacje całe serce, a na koniec wasze włosy i tak pokazują wam, że warto słuchać się starych przysłówk włsoomaniaczek z Wizażu i lepiej nałożyć na włosy mniej niż więcej :)

Pozdrawiam was serdecznie,
Madeline

Przeproteinowane włosy – jak je rozpoznać? Jak sobie z nimi poradzić?

Przeproteinowane włosy – jak je rozpoznać? Jak sobie z nimi poradzić?

Po kilku tygodniach intensywnego testowania różnych odżywek i masek, z którym splótł się losowy czase mycia moich włosów spowodowany niczym innym jak... ząbkowaniem mojego synka, zauważyłam, że moje włosy zamiast wyglądać tak jak tego się obawiałam czyli… zaczęły przypominać siano. Sztywne, suche, niesforne, tak jakby ktoś podmienił je w nocy na szorstką perukę. Początkowo myślałam, że to wina pogody (w końcu zaczyna się u nas powoli wiosna) albo zbyt mocnego szamponu, ale szybko dotarło do mnie, że problem leży gdzie indziej. Mianowicie, ostatnio używałam zbyt dużo protein i moje włosy powiedziały "basta" i zamiast efektu „wow” miałam klasyczny kryzys pielęgnacyjny.


Dlaczego dochodzi do przeproteinowania włosów ?

Włosy, podobnie jak nasz organizm, potrzebują równowagi. Proteiny pełnią w pielęgnacji niezwykle ważną rolę, bo uzupełniają ubytki w strukturze włosa, wzmacniają go i nadają sprężystość. To dzięki nim nasze kosmyki mogą odzyskać gładkość i siłę po farbowaniu, stylizacji czy zniszczeniach mechanicznych. Ale (i to duże „ale”) proteiny są jak.. przyprawa w kuchni i w odpowiedniej ilości doprawiają potrawę i wydobywają z niej cudowny smak, ale użyte w zbyt dużej ilości potrafią zepsuć całe danie.

Gdy zaczynamy dostarczać ich za dużo, włosy nie mają już gdzie ich „wbudować” więc zaczynają się
"osadzać" na włosach tworząc nadbudowę. Włosy tracą elastyczność, stają się sztywne i suche i zamiast miękkich i sprężystych przypominają szorstką szczotkę albo stogi siana, które tak dobrze pamiętam z dzieciństwa. Jednak kiedy najczęściej dochodzi do przeproteinowania włosów ?

Najczęściej dochodzi do tego gdy:

  • sięgamy po zbyt wiele produktów proteinowych na raz – np. maska keratynowa, a potem jeszcze odżywka z proteinami mlecznymi i serum z jedwabiem,
  • używamy protein zbyt często – przy każdym myciu, nie dając włosom czasu na balans,
  • zapominamy o równowadze PEH – czyli o tym, że proteiny muszą iść w parze z emolientami (oleje, masła) i humektantami (aloes, gliceryna, kwas hialuronowy), które odpowiadają za nawilżenie i miękkość. O równowadze PEH pisałam wam już tutaj. 

Jak rozpoznać przeproteinowane włosy?

To wbrew pozorom łatwe do uchwycenia, bo włosy bardzo szybko dają znać wyglądając tak jak moje na zdjęciach. Ten stan czuć i widać niemal od razu, szczególnie wtedy, gdy jeszcze kilka dni wcześniej cieszyłyśmy się miękkością i blaskiem. Nagle zamiast zdrowych kosmyków pojawia się sztywność, suchość i uczucie, jakby włosy nagle stały się niemal "zniszczone". Objawia się to w kilku charakterystycznych symptomach:

  • są suche, twarde i szorstkie w dotyku – nasze dotąd gładkie i sprężyste włosy w ciągu zaledwie jednego mycia wyglądają na "zniszczone".
  • wyglądają jak siano lub druty – tracą naturalną miękkość i elastyczność, a cała fryzura zaczyna sprawiać wrażenie „sztywnej” i pozbawionej witkości
  • plączą się i ciężko je rozczesać – szczotka nie sunie gładko po włosach, tylko zacina się co chwilę, a rozczesywanie staje się walką,
  • brakuje im blasku, są matowe – nawet ulubiona maska czy serum nie potrafią wydobyć połysku, który wcześniej pojawiał się bez problemu,
  • łamią się i kruszą na końcach – sztywność włosa sprawia, że staje się bardziej podatny na uszkodzenia mechaniczne, a końcówki wyglądają na takie, które "muszą być ścięte od razu"
  • tracą sprężystość – zamiast elastycznych fal mamy sztywne pasma – skręt wygląda niechlujnie, a włosy układają się „po swojemu”,
  • puszą się bardziej niż zwykle – zamiast zdyscyplinowanej fryzury pojawia się chaos, którego nie da się okiełznać.

Pamiętam kiedy pierwszy raz przeproteinowałam włosy i byłam naprawdę przerażona, bo myślałam, że ta cała "świadoma pielęgnacja", "równowaga PEH" i "włosing" to jedna wielka ściema. Jednak moja chwila rozżalenia szybko zamieniła się w uporczywe szukanie powodu takowego stanu. Zwyczajnie nie mogłam uwierzyć, że moje włosy, które dotąd całkiem stabilnie wychodziły na prostą i zaczęły wyglądać coraz lepiej nagle przez dosłownie jedno mycie, zaczęły przypominać obraz nędzy i rozpaczy (naprawdę już chciałam się obcinać na krótko). Dopiero po chwili zaczęłam szukać odpowiedzi i zrozumiałam, że to "tylko" zbyt częste używanie protein. W mojej głowie wtedy narodziło się to jedno, kluczowe pytanie:



Jak poradzić sobie z przeproteinowaniem?

Na przeproteinowane włosy najlepiej działa oczyszczenie i przywrócenie równowagi PEH. Proteiny, które nadbudowały się na powierzchni włosa, trzeba zmyć, a następnie zadbać o odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie.


Jak wybrać szampon aby zmyć nadbudowę protein z włosów? 

  1. Szukaj silnych detergentów
    Sięgnij po szampon z mocniejszymi substancjami myjącymi, np. SLS (Sodium Lauryl Sulfate) albo SLES (Sodium Laureth Sulfate). Dzięki nim włosy zostaną dokładnie oczyszczone z nadmiaru protein i pozostałości kosmetyków.
  2. Działanie oczyszczające
    Szampon oczyszczający zmywa nagromadzone na powierzchni włosów proteiny, przywraca lekkość i przygotowuje pasma na kolejne kroki pielęgnacji.
  3. Przykłady szamponów
    Najczęsciej spotkałam się z: 
    • Ziaja Intensywna Świeżość – Mięta,
    • Nivea Hair Care Głęboko Oczyszczający Micelarny Szampon,
    • Barwa Naturalna – Pokrzywa/Żurawina (moi ulubieńcy)

Co robić po oczyszczeniu włosów?

Oczyszczający szampon to dopiero pierwszy krok, taki "reset" dla włosów. Teraz najważniejsze jest to, co nałożymy na nie później i jaka obierzemy strategię naprawiająccą. Właśnie od tej pielęgnacji zależy, jak szybko nasze włosy odzyskają miękkość, blask i elastyczność. W tym czasie kluczem jest cierpliwość i konsekwencja, bo włosy potrzebują kilku myć, by powrócić do równowagi. Oto, co warto zrobić krok po kroku:

  • Odstaw proteiny
    Przez kilka myć należy unikać kosmetyków z dużą ilością keratyny, protein mlecznych czy jedwabiu. To czas, aby włosy „odpoczęły”.
  • Nawilżaj włosy
    Postaw na maski i odżywki z humektantami (aloes, gliceryna, kwas hialuronowy) i emolientami (oleje, masła roślinne). To połączenie przywróci włosom sprężystość, miękkość i zdrowy blask.
  • Zafunduj swoim włosom porządne olejowanie
    Nie znam chyba lepszego sposoby by odbudować elastyczność włosa od olejowania. Najlepiej jak zwilżysz włosy np. rozpuszczonym miodem w wodzie bądź rozpuszczonym w wodzie aloesem, a następnie nałożysz swój ulubiony olej. 
  • Zabezpiecz końcówki
    Serum silikonowe lub lekka mgiełka wygładzająca uchronią włosy przed dalszym kruszeniem i utratą wilgoci.
  • Powtarzaj cykl
    Włosy potrzebują czasu, żeby wrócić do równowagi. Po 2–3 myciach zazwyczaj widać wyraźną poprawę, powinnaś zauważyć, że Twoje włosy stają się miększe, bardziej podatne i odzyskują swój naturalny blask. 


Które włosy są najbardziej narażone na przeproteinowanie?

Nie wszystkie włosy reagują na proteiny w taki sam sposób. To, jak szybko mogą się przeproteinować, w dużej mierze zależy od ich porowatości:

  • Wysokoporowate – najczęściej są to kręcone włosy, ale też włosy zniszczone farbowaniem czy stylizacją, te na początku „piją” proteiny jak gąbka i szybko wyglądają po nich lepiej. Niestety równie szybko potrafią się nimi przejeść i wtedy efekt regeneracji błyskawicznie zamienia się w suchość, sztywność i matowe odbicia utraconego blasku.
  • Średnioporowate – lubią proteiny, ale w rozsądnych odstępach. Jeśli dostaną ich zbyt dużo, tracą elastyczność i blask, a fryzura zaczyna wyglądać ciężko i matowo.
  • Niskoporowate – czyli z natury najzdrowsze, najgrubsze i najgładsze włosy, to właśnie one bywają najbardziej wrażliwe. Często już niewielka ilość protein wystarczy, by włosy stały się twarde, szorstkie i nieprzyjemne w dotyku. Nie potrzebują zbyt dużo protein bo maja ich już dostatecznie dużo.

Dlatego złota zasada brzmi: nie patrz tylko na etykiety, ale obserwuj swoje włosy. To one najlepiej podpowiadają, kiedy proteiny są potrzebne, a kiedy lepiej zrobić im przerwę.




A Jak uniknąć przeproteinowania?

Aby tego uniknąć trzeba (powtarzam się) obserwować włosy, bo przeproteinowanie zdarza się najczęściej wtedy, gdy gubimy się w nadmiarze produktów, kolorowych etykietach i obietnic producentów. Na szczęście można tego uniknąć, trzymając się tych kilku prostych zasad:

  • Obserwuj włosy i słuchaj ich potrzeb – nasze włosy naprawdę dają znać, kiedy mają czegoś dość. Jeśli z każdym kolejnym myciem stają się coraz sztywniejsze i trudniejsze do rozczesania, to znak, że czas zrobić przerwę od protein. 
    Pamiętaj, że to kalendarz decyduje o tym, czego potrzebują Twoje włosy, tylko one same.
  • Pamiętaj o równowadze PEH – proteiny są ważne, ale powinny być jedynie częścią układanki, a nie jej centrum. Jeśli przy jednym myciu dasz im porcję protein, to przy następnym postaw na coś nawilżającego (humektanty) albo otulającego (emolienty). To właśnie ten balans sprawia, że włosy wyglądają zdrowo i reagują przewidywalnie.
  • Nie używaj kilku produktów proteinowych naraz – łatwo wpaść w pułapkę „na bogato”: maska z keratyną, potem odżywka z proteinami mlecznymi, a na koniec jeszcze serum z jedwabiem. Odwołując się do przykładów kuchennych powiem, że "to prosty przepis na katastrofę". Nie wiem czy to fakt, że skończyłam 30 lat czy może to, że ostatnio zaczęłam oglądać kabarety, ale takie żarty zaczęły mnie ostatnio bawić
    Wracając jednak do włosów: takie nagromadzenie protein działa odwrotnie do zamierzonego efektu i zamiast regeneracji, mamy przeciążenie. Lepiej stosować je pojedynczo i w odstępach, niż serwować włosom proteiny na każdym kroku.
  • Notuj sobie pielęgnację – to banalnie prosta rzecz, a potrafi bardzo pomóc. Wystarczy kartka w notesie albo aplikacja w telefonie, żeby zapisywać, jakiego typu maski czy odżywki użyłaś. Dzięki temu łatwiej zauważysz, że proteiny pojawiły się w Twojej rutynie już kilka razy z rzędu i pora zrobić przerwę.

Możecie również zrobić tak jak ja i wiele innych osób i zacząć spisywać wasze włosowe przygody tworząc...bloga :) To naprawdę świetny sposób na organizacji swojej włosowej pielęgnacji, a przy okazji możecie poznać wielu wspaniałych ludzi ! :)


Trzymając się tych zasad, naprawdę trudno o przeproteinowanie. A nawet jeśli raz się zdarzy, to szybko można namierzyć, co ją spowodowało i jak szybko przywrócić włosy do równowagi.  



Podsumowanie

Przeproteinowanie to klasyczny błąd włosomaniaczek, któru zdarza się o wiele częściej niż byśmy tego chciały, szczególnie gdy chcemy "szybko" reanimować włosy np. po wakacjach czy farbowaniu. Sama przekonałam się, że „więcej” nie znaczy „lepiej”. Na szczęście włosy można szybko wyprowadzić na prostą. wystarczy trochę cierpliwości, a także troche humektantów i emoleintów. 


A jeśli chciałybyście zobaczyć jak wyglądają włosy kiedy przeholujemy z humektantami (nawilżeniem), zapraszam tutaj :)


A jak to jest u Was? Zdarzyło Wam się kiedyś przeproteinować włosy? Jakie macie swoje sposoby na ratunek?


Pozdrawiam was serdecznie z pięknej Coolangatty w naszym ukochanym Queensland :)
Madeline




Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger