Godzina dla włosów #25 proteiny, humektanty i emolienty czyli jak utrzymać równowagę PEH w pielęgnacji włosów
lutego 20, 2026
0
godzina dla włosów
,
peh
,
pielęgnacja włosów
,
pielęgnacja włosów lato
,
równowaga peh
Wracam dziś do Was z kolejnym wpisem z serii „Godzina dla włosów”, choć tym razem z małym opóźnieniem, za które mam nadzieję mi wybaczycie. Ostatnie tygodnie są dla nas bardzo intensywne, a ja sama powoli odnajduję się w rytmie Mamozy, próbując połączyć tę wyjątkową rolę z chwilami troski o siebie. To zupełnie inny czas, pełen pięknych chwil, ale też nowych wyzwań, które naturalnie zmieniają tempo wielu rzeczy. Tym bardziej doceniam te momenty, kiedy mogę wrócić do moich włosowych rytuałów i stopniowo przywracać włosom równowagę. W dzisiejszym wpisie opowiem Wam o pielęgnacji PEH, która jak zawsze cierpliwie i konsekwentnie pomaga odbudować dobrą kondycję moich włosów.
Czego użyłam?
W tej „Godzinie dla włosów” postawiłam na klasyczne, domowe i dobrze znane mi elementy pielęgnacji PEH, łącząc je z gotowymi produktami. A o tym na czym polega i jak ważna jest równowaga między proteinami, humektantami i emolientami pisałam wam w tym artykule.
1. Gliceryna
Gliceryna to klasyczny humektant, czyli składnik przyciągający i wiążący wodę. Pomaga zwiększyć nawilżenie włosów, sprawiając, że stają się bardziej miękkie i elastyczne. W odpowiednich warunkach potrafi pięknie podbić sprężystość fal i loków, choć wymaga równowagi z emolientami.
2. Żółtko jajka
Żółtko to naturalne źródło protein i lipidów. Proteiny mogą tymczasowo wypełniać drobne ubytki w strukturze włosa, wzmacniając go i poprawiając jego sprężystość. To domowy sposób na delikatne „uszczelnienie” pasm i nadanie im bardziej zwartej formy.
3. Ziaja – Maska nr 2 (Włosy puszące się, maska wygładzająca)
To wygładzająca maska przeznaczona do włosów skłonnych do puszenia. W formule zawiera roślinną keratynę oraz składniki o działaniu wygładzającym i emolientowym. Ma na celu dyscyplinować pasma, ograniczać puszenie i nadawać włosom bardziej uporządkowany wygląd.
4. Sukin Deep Cleansing Shampoo (Tea Tree Oil)
To szampon głęboko oczyszczający z olejkiem z drzewa herbacianego. Został stworzony do dokładniejszego oczyszczania skóry głowy, szczególnie gdy pojawia się nadmiar sebum lub potrzeba mocniejszego domycia. W tej rutynie pełnił rolę resetu przed dalszym etapem pielęgnacji.
5. Ziaja – Odżywka nr 3 (Włosy puszące się, wygładzająca)
Odżywka z tej samej serii co maska nr 2. Jej zadaniem jest wygładzenie struktury włosa, zmniejszenie puszenia i ułatwienie rozczesywania. Działa bardziej „domykająco” i wykończeniowo, pomagając utrzymać miękkość oraz kontrolę nad pasmami.
6. Olejek z Aldi (Argan Oil)
To olejek arganowy, który wykorzystałam jako emolientowe wykończenie. Olej arganowy pomaga wygładzić włosy, ograniczyć puszenie i zabezpieczyć końcówki przed utratą wilgoci. W tej rutynie był ostatnim krokiem, który miał „zamknąć” pielęgnację i nadać włosom miękkość oraz blask.
Jak wyglądał mój włosing?
Cały rytuał rozpoczęłam od przygotowania mieszanki na bazie maski Ziaja nr 2, do której dodałam kilka kropli gliceryny oraz żółtko jajka. Całość dokładnie wymieszałam do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji, a następnie nałożyłam na wcześniej zwilżone wodą włosy, dbając o równomierne rozprowadzenie po długości. Tak przygotowaną mieszankę pozostawiłam na około 40 minut, pozwalając składnikom spokojnie zadziałać.
Po tym czasie dokładnie umyłam skórę głowy szamponem Sukin Deep Cleansing Shampoo, koncentrując się wyłącznie na skalpie — długość włosów oczyściła się jedynie delikatnie spływającą pianą. Następnie, po spłukaniu włosów, nałożyłam odżywkę Ziaja nr 3, pozostawiając ją na około 5 minut, aby domknąć pielęgnację i wygładzić pasma. Na sam koniec, już na lekko osuszone włosy, nałożyłam kilka kropli olejku arganowego z Aldi, rozprowadzając go delikatnie po długości, aby zabezpieczyć włosy i nadać im miękkie wykończenie.
Wrażenia po włosingu
Już po wysuszeniu włosów wyraźnie poczułam różnicę, jaką daje świadome połączenie protein, humektantów i emolientów. Włosy odzyskały miękkość, stały się wyraźnie gładsze i znacznie przyjemniejsze w dotyku, a ich struktura sprawiała wrażenie bardziej uporządkowanej. Zauważyłam też powrót części blasku, pasma znów zaczęły delikatnie odbijać światło i wyglądać zdrowiej niż przed pielęgnacją. Choć to dopiero jeden krok w stronę pełnej równowagi, taki efekt zawsze daje mi poczucie, że włosy wracają na właściwe tory.
Sama organizacja tej „godziny dla włosów” miała w sobie odrobinę domowego uroku, przy naszym małym odkrywcy świata wszystko toczy się w swoim, bardzo dynamicznym rytmie. Dlatego zdjęcia powstawały niemal w ostatnich promieniach światła, co w gruncie rzeczy dodało temu dniu tylko więcej autentyczności. Lubię te momenty, kiedy pielęgnacja splata się z codziennością, nawet jeśli wymaga odrobiny elastyczności. Najważniejsze, że równowaga PEH została przywrócona, a włosy znów poczuły oddech, choć końcówki subtelnie przypominają, że wkrótce przyjdzie czas na małe odświeżenie
Podsumowanie
Ta „Godzina dla włosów” przypomniała mi, jak wiele potrafi zmienić dobrze zbilansowana pielęgnacja PEH, nawet jeśli w codziennym zabieganiu czasem trudno znaleźć na nią przestrzeń. Kilka świadomych kroków wystarczyło, by włosy znów stały się miękkie, gładsze i bardziej zdyscyplinowane. To mała chwila, który naprawdę robi dużą różnicę.
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń, po czym najczęściej poznajecie, że Waszym włosom brakuje konkretnego elementu PEH: miękkości, sprężystości czy może ochronnego „domknięcia”?
Pozdrawiam,
Madeline


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz