Włosy w Sztuce #2 - XIX - wieczny malarz dworów Europy

XIX-wieczna Europa kochała przepych: bale, dworskie etykiety i portrety, które miały błyszczeć tak samo jak jedwab, koronki i biżuteria. Właśnie w takim świecie największe gwiazdy salonów zamawiały wizerunki u człowieka, który potrafił zamienić elegancję w obraz, a mowa o nikim innym jak o Franzie Xaverze Winterhalter, najsłynniejszym malarzu europejskich dworów. To on stworzył między innymi ikoniczny portret cesarzowej Elżbiety Austriackiej (Sisi) z diamentowymi gwiazdami we włosach, a ja wracam do niego jak do ulubionej inspiracji. Winterhalter malował włosy z niesamowitą miękkością i blaskiem: gęste fale, idealne upięcia, drobne kosmyki przy twarzy, wszystko dopracowane jak w najlepszej stylizacji. W tym wpisie zapraszam Cię na małą wycieczkę po jego portretach: wypatrzymy najpiękniejsze fale, upięcia i połysk, które sprawiają, że od tych obrazów nie da się oderwać wzroku.


Warto najpierw poznać technikę Winterhaltera, bo to ona sprawia, że jego portrety wyglądają tak „świetliście” i elegancko. Źródła opisują, że na początku kariery malował dość konserwatywnie, budując gładką, niemal „emaliowaną” powierzchnię, a z czasem rozwinął swobodniejszy, bardziej romantyczny sposób prowadzenia pędzla, co świetnie widać choćby w słynnym portrecie Sisi. 



W praktyce daje to bardzo kontrolowaną grę światła: potrafił stawiać akcenty i podkreślać detale tak, by jasne refleksy „łapały” najważniejsze miejsca, w jednym z opisów jego obrazu zwraca się uwagę, że światło wyraźnie odbija się od włosów, budując mocny kontrast światło–cień.

Jednocześnie był mistrzem oddawania materiałów i błyskotek, często podkreśla się jego perfekcję w malowaniu jedwabi, tiulu i pereł, czyli wszystkiego, co pięknie pracuje ze światłem. I właśnie dlatego włosy na jego portretach robią takie wrażenie: nie są „tłem” do sukni i biżuterii, tylko kolejną luksusową fakturą, w której światło ma się na czym zatrzymać, połysk, miękkość i objętość aż proszą się, żeby je oglądać z bliska.

Jego talent i wyczucie dworskiego blasku sprawiły, że szybko zyskał przydomek „malarza książąt i księżniczek” (ang. Painter of Princes), bo stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych portrecistów europejskich elit.

Fotografia Franza Xavera Winterhaltera, XIX w., fotografia czarno-biała. Bibliothèque nationale de France (BnF) / Gallica. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.



1. Zaczniemy od obrazu „Cesarzowa Elżbieta Austriacka (Sisi) w sukni galowej z diamentowymi gwiazdami we włosach” (1865), bo Sisi mam w sercu od dawna, jest w niej coś ujmującego i magnetycznego, co sprawia, że zawsze chcę do niej wracać myślami (i wzrokiem). Na tym portrecie jej włosy wyglądają tak dopracowane do perfekcji, że aż ciężko uwierzyć, że to tylko włosy bo spójrzcie: jej włosy są gładko ułożone przy skroniach, z miękką objętością i długimi, ciężkimi falami zebranymi z tyłu. Te słynne diamentowe gwiazdy wpięte we włosy to absolutna magia, drobne punkty światła, które błyszczą jak rozsypane na pasmach iskierki i podbijają wrażenie jedwabistego połysku. Winterhalter maluje je tak, że niemal czuć gęstość i miękkość tych fal, jakby za chwilę miały się poruszyć. I naprawdę, o samym tym portrecie, o detalach, ułożeniu włosów i tym niezwykłym blasku mogłabym napisać osobny post.

Empress Elisabeth of Austria in Courtly Gala Dress with Diamond Stars (Cesarzowa Elżbieta Austriacka „Sisi” w sukni balowej z diamentowymi gwiazdami we włosach), 1865, olej na płótnie. Kunsthistorisches Museum, Wiedeń. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

2. Drugim portretem, do którego chcę przejść po Sisi, jest „Hrabina Aleksandra Nikołajewiczowa Lamsdorff (Maria Iwanowna Beck)” (1859) zupełnie inny klimat, bardziej cichy i arystokratycznie powściągliwy, ale równie piękny w detalach. Jej włosy są ułożone klasycznie i nieskazitelnie: gładkie, miękko przylegające przy skroniach, z przedziałkiem i starannie wymodelowaną formą po bokach, bez ani jednego przypadkowego kosmyka. To fryzura, która nie konkuruje z suknią ani biżuterią, tylko subtelnie domyka cały wizerunek i dodaje mu elegancji „z dystansem”. Winterhalter pokazuje połysk bardzo delikatnie, nie jako mocny błysk, ale jako spokojne refleksy, które nadają włosom głębię i satynową miękkość.


Countess Alexander Nikolaevitch Lamsdorff (Maria Ivanovna Beck, 1835–1866), 1859, olej na płótnie. The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

3. Kolejny portret, który uwielbiam to nasz polski akcent (i nie ostatni) w karierze naszego artysty, a mowa tu o „Wieńczysławie Barczewskiej, Madame de Jurjewicz” (1860) obraz o niezwykle miękkiej, romantycznej energii. Jej fryzura jest pełna lekkości: włosy są gładko ujarzmione u nasady, ale potem przechodzą w bardziej miękką objętość i delikatne fale, które pięknie układają się przy twarzy. To nie jest „sztywna” elegancja, tylko styl, w którym czuć kobiecość i naturalność, jakby uczesanie miało poruszyć się przy najmniejszym ruchu głowy. Winterhalter wydobywa połysk bardzo subtelnie, bardziej satynowo niż „błyszcząco”: światło ślizga się po pasmach i podkreśla ich gładkość, zamiast je przerysowywać. 


Wieńczysława Barczewska, Madame de Jurjewicz („Portret Wieńczysławy z Barczewskich Juriewiczowej”), 1860, olej na płótnie. Museum of Fine Arts, Boston. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


4. Wśród tych portretów pojawia się też kolejny polski wątek, który szczególnie mnie cieszy: „Portret Katarzyny Potockiej (z Branickich)” (1854). Jej fryzura ma w sobie coś bardzo szlachetnego i uporządkowanego, włosy są ułożone gładko, z miękką kontrolą przy skroniach i dopracowaną formą, która pięknie współgra z elegancją całego wizerunku. Nie ma tu przesady ani teatralności, jest raczej harmonia: spokojny połysk, subtelna objętość i wrażenie, że wszystko jest „na swoim miejscu”. Winterhalter świetnie pokazuje fakturę pasm nie jako twardą linię, tylko miękką powierzchnię, która łapie światło delikatnie, jak satyna.

Portrait of Countess Potocka (Katarzyna Potocka née Branicka) („Portret Katarzyny Potockiej”), 1854, olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


5. Nie da się przejść obojętnie obok „Portretu Madame Barbe de Rimsky-Korsakov (Warwary Dmitriewny Rimskiej-Korsakowej)” (1864) tu włosy są wręcz stworzone do tego, żeby na nie patrzeć. Długie, gęste, prowadzone miękką falą, spływają przez ramię i układają się jak luksusowa tkanina, która ma swój ciężar i ruch. To fryzura jednocześnie swobodna i dopracowana: widać kontrolę w kształcie, ale jest też ta zmysłowa „miękkość”, dzięki której pasma wyglądają żywo, nie jak idealna forma z lakieru. Winterhalter wydobywa blask bardzo malarsko  nie jednym ostrym refleksikiem, tylko łagodnymi przejściami światła na długich falach, przez co włosy mają głębię i jedwabisty połysk.


Portrait of Madame Barbe de Rimsky-Korsakov (Varvara Dmitrievna Rimskaya-Korsakova), 1864, olej na płótnie. Musée d’Orsay, Paryż. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

6. A skoro jesteśmy już przy portretach, w których włosy robią cały nastrój obrazu, to naturalnie przechodzę do „Wielkiej księżnej Marii Nikołajewnej Romanowej, księżnej Leuchtenbergu” (1857). Tu fryzura jest bardziej dworska i zdyscyplinowana: starannie ułożona, z gładkimi partiami przy głowie i miękko wymodelowanymi pasmami, które układają się w elegancki kok z tyłu głowy. Jest w tym coś bardzo „pałacowego” spokojna perfekcja, która podkreśla rangę postaci, a jednocześnie nie odbiera jej kobiecości. Winterhalter znów gra światłem niezwykle delikatnie: zamiast ostrego błysku dostajemy satynowe refleksy, dzięki którym włosy wyglądają miękko i mają głębię. I mam wrażenie, że właśnie w takich portretach widać jego mistrzostwo najbardziej , bo nawet w pełnej powściągliwości potrafi sprawić, że włosy stają się jednym z najpiękniejszych detali obrazu.

Grand Duchess Maria Nikolaevna of Russia, Duchess of Leuchtenberg (Wielka księżna Maria Nikołajewna Romanowa, księżna Leuchtenbergu), 1857, olej na płótnie. The State Hermitage Museum, Sankt Petersburg. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


7. W podobnym, arystokratycznym tonie utrzymany jest też portret „Następczyni tronu Wirtembergii
Olga (Olga Nikołajewna Romanowa)” (1856). Jej włosy są ułożone z typową dla epoki elegancją: gładko przy głowie, z wyraźnie dopracowanym kształtem i miękkością tam, gdzie światło ma szansę „zagrać” na pasmach. To uczesanie nie próbuje dominować, raczej buduje wizerunek w sposób dyskretny, ale perfekcyjny, jak pięknie skrojona suknia. Winterhalter z ogromnym wyczuciem pokazuje połysk: subtelne refleksy sprawiają, że włosy wyglądają na zdrowe, gęste i naturalnie lśniące, mimo całej dworskiej formy. I znowu łapię się na tym, że to właśnie te spokojne, dopracowane fryzury potrafią przyciągnąć wzrok na dłużej niż niejeden klejnot.

Crown Princess Olga of Württemberg (Olga Nikolaevna Romanowa, 1822–1892), 1856, olej na płótnie. Landesmuseum Württemberg, Stuttgart. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna

8. Kolejną perełką jest portret „Księżnej Tatiany Aleksandrowny Jusupowej” (1858) niezwykle elegancki, ale z miękkością, która od razu ociepla cały wizerunek. Jej włosy są ułożone bardzo starannie, z gładkimi partiami przy głowie i delikatnie wymodelowanymi pasmami, które tworzą subtelny rytm po bokach twarzy. To uczesanie ma w sobie coś „idealnie dworskiego”: jest dopracowane, symetryczne, a jednocześnie nie wygląda ciężko ani sztywno. Winterhalter pięknie wydobywa światło na włosach, nie robi z nich jednej ciemnej plamy, tylko buduje głębię i satynowy połysk, dzięki czemu fryzura nabiera życia. I znowu mam wrażenie, że włosy są tu czymś więcej niż detalem: są ważną częścią całej opowieści o stylu i klasie tej epoki.


Princess Tatiana Alexandrovna Yusupova (Tatiana Aleksandrowna Jusupowa, 1829–1879), 1858, olej na płótnie. The State Hermitage Museum, Sankt Petersburg. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna


9. Wracamy jeszcze do polskiego wątku, bo „Portret hrabiny Zofii Potockiej” (1870) jest świetnym przykładem tego, jak Winterhalter potrafił łączyć dworską elegancję z miękkością. Jej włosy są ułożone z klasą, ale bez ciężkości: gładkie u nasady, z delikatną objętością i łagodnymi przejściami, które pięknie pracują ze światłem. Mamy tu bardziej satynowy, spokojny połysk niż ostre refleksy, dzięki temu fryzura wygląda na gęstą, miękką i bardzo „prawdziwą”. Całość jest tak harmonijna, że włosy nie konkurują z resztą portretu, tylko cicho robią swoją robotę: dodają wizerunkowi elegancji i uroku. I znów mam wrażenie, że o tych detalach o formie, fakturze i świetle na pasmach, dałoby się napisać osobny post.


Portrait of Countess Zofia Potocka („Portret hrabiny Zofii Potockiej”), 1870, olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

10. Zostając jeszcze na moment w polskich historiach u Winterhaltera, warto zatrzymać się przy „Portrecie Zofii z Branickich Odescalchi” (lata 1850.) — kolejnej bohaterce z polskimi korzeniami w jego galerii arystokratek. Jej fryzura jest bardziej „salonowa” i klasyczna niż u Zofii Potockiej: włosy są gładko rozdzielone przedziałkiem i ułożone tak, by tworzyć miękką, dopracowaną formę po bokach głowy, bez chaosu, ale też bez wrażenia sztywności. Najładniejsze jest to, jak Winterhalter pokazuje subtelny połysk na jasnych pasmach: nie ma tu ostrego błysku przeciągniętego w jednej linii, tylko spokojne światło, które podkreśla gładkość i objętość uczesania. Całość wygląda bardzo elegancko i „czysto”, a jednocześnie ma w sobie delikatność, jak fryzura, która miała być idealna do portretu, ale nadal naturalna. I znów: o samym ułożeniu tych włosów, o kształcie, miękkości i tym dyskretnym świetle na pasmach, spokojnie dałoby się napisać osobny post.

Portrait of Zofia Odescalchi née Branicka („Portret Zofii z Branickich Odescalchi”), lata 1850., olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna. 

11. A teraz przenosimy się na brytyjski dwór, do portretu „Królowa Aleksandra (wówczas księżna Walii)” (1864) i tu znowu widać, jak Winterhalter potrafił opowiadać o klasie samym uczesaniem. Włosy Aleksandry są ułożone niezwykle elegancko i „dworsko”: gładkie przy głowie, z dopracowanym kształtem i miękkimi pasmami, które porządkują całą kompozycję bez efektu sztywności. To fryzura, która wygląda na perfekcyjnie kontrolowaną, a jednocześnie delikatną, nic nie dominuje, wszystko jest harmonijne. Połysk jest subtelny, satynowy: światło nie odbija się ostro, tylko łagodnie ślizga po pasmach, dzięki czemu włosy mają głębię i wrażenie gęstości. I mam poczucie, że właśnie w takich portretach Winterhalter jest w swoim żywiole: włosy nie krzyczą, ale robią całą robotę, dodają wizerunkowi miękkości, elegancji i tego „królewskiego” spokoju.


Queen Alexandra (1844–1925) when Princess of Wales (Aleksandra Duńska, księżna Walii), 1864, olej na płótnie. Royal Collection (RCIN 402351), Wielka Brytania. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.


12. Wśród portretów Winterhaltera trafia się też wizerunek o wyjątkowo „państwowym” charakterze: „Caryca Maria Aleksandrowna” (1862). Fryzura jest tu ułożona bardzo równo i dworsko, włosy są gładko uporządkowane przy głowie, z wyraźnie zbudowaną formą i miękko modelowanymi partiami po bokach, które podkreślają linię twarzy. To uczesanie ma w sobie coś ceremonialnego: żadnego przypadkowego kosmyka, tylko czystość i kontrola, jak w portrecie, który miał komunikować rangę i majestat. A mimo tej oficjalności Winterhalter nadal potrafi wydobyć delikatną miękkość: światło układa się na pasmach satynowo, tworząc spokojny połysk i głębię koloru. W efekcie włosy nie giną przy biżuterii i tiarze, pozostają pięknym, żywym detalem, który dodaje całemu wizerunkowi elegancji.

Zarin Marie Alexandrowna von Rußland (Caryca Maria Aleksandrowna, Marie von Hessen), 1862, olej na płótnie. Staatliche Kunsthalle Karlsruhe, Karlsruhe. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

13. Na koniec zostawiam coś jak małe ocieplenie, w Polsce teraz potrafi trzymać mocna zima, więc „Wiosna” Winterhaltera działa na mnie jak obrazowy łyk światła. To nie jest portret dworski, tylko bardziej poetycka wizja: lekka, świetlista, cała zbudowana z miękkich przejść i wrażenia powietrza. Włosy postaci są luźne, falujące, jak poruszone wiatrem, nie „ułożone”, tylko naturalnie rozpuszczone, z miękką objętością i delikatnym ruchem w pasmach. Zamiast ostrych refleksów Winterhalter daje tu mgiełkowy, złoty połysk, jakby włosy łapały słońce rozproszone w powietrzu. Do tego wianek i kwiaty robią piękne tło dla tej fryzury: wszystko jest lekkie, świeże i bardzo „wiosenne” w nastroju. I właśnie dlatego ten obraz pasuje mi na zakończenie jak symbol, że po zimie zawsze przychodzi wiosna

The Spring („Wiosna”), 1851, olej na płótnie. Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons — domena publiczna.

I tak domyka się drugi odcinek „Włosów w sztuce”. Podsumowując u Winterhaltera włosy nie są dodatkiem do sukni i biżuterii, tylko jednym z najważniejszych bohaterów obrazu raz perfekcyjnie gładkie i dworskie, drugim razem są miękkie, falujące i bardziej romantyczne, ale zawsze malowane tak, by światło mogło się o nie „zatrzymać”. Mogłabym wstawić tu jeszcze sporo jego portretów, bo ma ich na swoim koncie naprawdę mnóstwo tylko wtedy ten wpis byłby co najmniej o drugie tyle dłuższy.

A na zakończenie mam do was pytanie: który obraz i które włosy zrobiły na Was największe wrażenie ?

Pozdrawiam,
Madeline




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger