Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Jak pielęgnować włosy w ciąży? Jak zmienia się ich kondycja i czego mogą potrzebować

Jak pielęgnować włosy w ciąży? Jak zmienia się ich kondycja i czego mogą potrzebować

Ciąża to czas, w którym nasze kobiece ciało zmienia się w sposób niezwykły, a wiele z tych zmian przychodzi cicho i stopniowo, jakby zupełnie naturalnie wpisywało się w nowy rytm codzienności. Wraz z nimi często zmieniają się także włosy, które potrafią reagować na ten etap zaskakująco wyraźnie. Niekiedy stają się bardziej miękkie, gęstsze i pełne blasku, a innym razem po prostu zaczynają mieć trochę inne potrzeby niż wcześniej. Dla mnie był to bardzo ciekawy moment do obserwacji, bo włosy stają się wtedy jeszcze mocniej związane z tym, co dzieje się wewnątrz organizmu. W tym wpisie chciałabym opowiedzieć o kilku rzeczach, które naprawdę wpływają na to, jak zmieniają się włosy w ciąży.





Wprowadzenie:

Z tego właśnie powodu temat włosów w ciąży wydaje mi się tak bardzo ciekawy. Ich kondycja nie zmienia się przecież przypadkiem, bo bardzo często jest efektem wielu procesów, które zachodzą w naszym organizmie. Sama pamiętam, że gdy zaczęłam zgłębiać ten temat to zajęło mi trochę czasu aby odnaleźć się pośród tych wszystkich informacji, porad i często sprzecznych treści dostępnych w internecie. Im więcej czytałam, tym wyraźniej widziałam, że za zmianą włosów w ciąży stoi znacznie więcej niż tylko jeden prosty czynnik, a rozwiązanie moich włosowych problemów leży gdzieś znacznie głębiej.

Właśnie dlatego przygotowałam 5 podpunktów o tym, co naprawdę może wpływać na to, jak zmieniają się włosy w ciąży. Mam nadzieję, że ten wpis pomoże choć trochę uporządkować ten temat i okaże się wsparciem dla tych z Was, które próbują lepiej zrozumieć swoje włosy w tym wyjątkowym czasie.


Co wpływa na to, jak zmieniają się włosy w ciąży

Włosy w tym szczególnym czasie potrafią zmieniać się na wielu poziomach: czasem bardzo subtelnie, a czasem w sposób, który trudno przeoczyć. Dotyczy to nie tylko ich wyglądu, ale też tego, jak reagują na pielęgnację i czego zaczynają potrzebować na co dzień. Żeby lepiej to zrozumieć, warto przyjrzeć się kilku kwestiom, które mogą mieć tutaj szczególne znaczenie.


1. Hormony i wydłużenie fazy wzrostu włosa

Jeśli od czegoś naprawdę warto zacząć, to właśnie od hormonów, a szczególnie od estrogenów, które w czasie ciąży odgrywają bardzo ważną rolę również w tym, jak zachowują się i wyglądają nasze włosy. To między innymi pod ich wpływem część włosów może dłużej pozostawać w naturalnym etapie wzrostu czyli anagenu. Przez zwiększoną fazę wzrostu wypada ich znacznie mniej niż zwykle, a cała fryzura często wydaje się gęstsza, pełniejsza i bardziej „obfita”. Nie musi to jednak oznaczać, że nagle pojawiło się bardzo dużo nowych włosów, przeważnie chodzi raczej o to, że organizm na pewien czas zatrzymuje ich naturalny cykl. Być może właśnie stąd bierze się to tak często powtarzane wrażenie, że w ciąży włosy wyglądają najpiękniej jakby na chwilę skupiły w sobie więcej objętości, blasku i naturalnej siły.



2. Gospodarka żelazem, ferrytyna i ogólne odżywienie organizmu
Drugim bardzo ważnym aspektem jest to, że w ciąży organizm zaczyna funkcjonować w zupełnie innym trybie, a wraz z tym rośnie także jego zapotrzebowanie na różne składniki odżywcze. To właśnie wtedy jeszcze mocniej widać, jak duże znaczenie dla kondycji włosów ma nasza dieta, ale też ogólny stan organizmu i jego wewnętrzna równowaga. Nawet jeśli włosy przez pewien czas wydają się mocniejsze czy pełniejsze, nie zawsze będzie to trwały efekt, bo jeśli ciało zmaga się z osłabieniem albo większymi niż wcześniej potrzebami to jako pierwsze odczują to włosy. Z perspektywy włosomaniaczki to jeden z tych tematów, które szczególnie pokazują, że włosy są czymś więcej niż tylko efektem dobrze dobranej pielęgnacji.

W tym kontekście szczególne znaczenie mogą mieć między innymi:

odpowiedni poziom żelaza i ferrytyny — bo to właśnie one są bardzo ważne dla dobrej kondycji włosów, ich wzrostu i ogólnej siły; gdy organizm ma ich zbyt mało, włosy mogą stawać się słabsze, bardziej matowe i mniej odporne, ale przede wszystkim mogą zacząć szybko wypadać
dostarczanie wystarczającej ilości białka — ponieważ włosy w dużej mierze zbudowane są właśnie z białek, dlatego jego odpowiednia ilość ma znaczenie dla ich struktury, wytrzymałości i jakości,
obecność cynku — wspierającego wiele procesów zachodzących w organizmie, również tych związanych z regeneracją i prawidłowym funkcjonowaniem skóry głowy oraz mieszków włosowych,
witaminy z grupy B — istotne dla ogólnej równowagi organizmu, a także dla kondycji włosów, które bardzo często reagują na wszelkie niedobory szybciej, niż mogłoby się wydawać,
witamina D — której rola także okazuje się ważna, ponieważ wpływa na wiele procesów w organizmie i może mieć znaczenie również dla dobrej kondycji skóry głowy oraz włosów,
ogólne odżywienie organizmu i jego zdolność do regeneracji — bo nawet najlepiej dobrana pielęgnacja nie zastąpi ciału tego, czego potrzebuje od środka, szczególnie w czasie tak dużych zmian jak ciąża.

I chyba właśnie tutaj najłatwiej zauważyć, że nie każdą zmianę da się „poprawić” maską, odżywką czy bardziej dopracowanym planem pielęgnacji. Czasem włosy pokazują to, czego nie widać od razu w lustrze czyli np. większe zmęczenie organizmu, niedobory albo potrzeby, które w tym czasie stają się po prostu większe niż wcześniej. Dlatego tak ważne wydaje mi się patrzenie na ich kondycję szerzej, nie tylko przez pryzmat blasku czy miękkości, ale również jako na cichy sygnał płynący z wnętrza.


3. Zmiana pracy skóry głowy

W ciąży bardzo często zmieniają się nie tylko same włosy, ale też skóra głowy, czyli ta baza, od której wszystko się zaczyna. To właśnie wtedy może okazać się, że zaczyna przetłuszczać się szybciej niż wcześniej albo przeciwnie staje się bardziej wrażliwa, delikatna i mniej przewidywalna w codziennej pielęgnacji. Czasem są to zmiany subtelne, które zauważa się dopiero po pewnym czasie, a czasem pojawiają się dość wyraźnie i trudno je przeoczyć.  Nagle kosmetyki, które przez długi czas sprawdzały się bez zarzutu, przestają dawać ten sam efekt, a skóra głowy zaczyna reagować inaczej niż dotąd. To jeden z tych momentów, w których szczególnie mocno widać, że włosy nie funkcjonują w oderwaniu od reszty organizmu.

W praktyce może objawiać się to na różne sposoby, na przykład przez:

— szybsze przetłuszczanie się u nasady,
— uczucie obciążenia mimo lekkiej pielęgnacji,
— swędzenie skóry głowy,
— zwiększoną i często zmienną reakcją na kosmetyki
— delikatne podrażnienie lub dyskomfort,
— wrażenie, że skóra głowy „nie lubi” już tego, co wcześniej jej służyło.

I chyba właśnie to bywa najbardziej zaskakujące, że zmienia się nie tylko wygląd długości, ale też całe ich "zachowanie". To bardzo ważne aby o tym pamiętać, bo łatwo skupić się wyłącznie na objętości, blasku czy miękkości włosów, a pominąć to, co dzieje się przy samej skórze głowy. Tymczasem to ona bardzo często jako pierwsza pokazuje, że organizm działa już w innym rytmie niż wcześniej. I może właśnie dlatego w ciąży jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że dobra pielęgnacja włosów zaczyna się nie od maski czy odżywki, ale od uważności na potrzeby skóry głowy.


4. Zmiana włosów po długości, ich porowatości, miękkości i reakcji na pielęgnację
To chyba jeden z tych aspektów, które dla włosomaniaczek są szczególnie ciekawe, bo właśnie tutaj najłatwiej zauważyć, że włosy w ciąży potrafią zacząć zachowywać się zupełnie inaczej niż dotąd. Nagle mogą stać się bardziej miękkie, sypkie i gładkie, ale równie dobrze mogą sprawiać wrażenie bardziej oklapniętych, mniej odbitych u nasady albo trudniejszych do „wyczucia” w codziennej pielęgnacji. Zdarza się też, że zmienia się ich reakcja na dobrze znane składniki (co wynika bezpośrednio z punktu powyżej) a to, co wcześniej pięknie domykało pielęgnację, nagle zaczyna być zbyt ciężkie, zbyt intensywne albo po prostu przestaje dawać dawny efekt. I właśnie wtedy najlepiej widać, że nawet dobrze poznane włosy nie są czymś stałym raz na zawsze, one również potrafią zmieniać swoje potrzeby razem z nami.

W praktyce może objawiać się to na różne sposoby, na przykład przez:
— większą miękkość i efekt tafli na włosach,
— mniejszą objętość mimo dobrej kondycji,
— wrażenie oklapnięcia lub przeciążenia,
— inną reakcję na proteiny, emolienty i humektanty,
— brak efektu po pielęgnacji, która wcześniej sprawdzała się bardzo dobrze,
— poczucie, że dawny balans PEH nagle przestał być tak oczywisty jak wcześniej.

To właśnie dlatego ciąża bywa momentem, w którym nawet najbardziej dopracowana rutyna pielęgnacyjna wymaga ponownego przyjrzenia się jej z bliska. Czasem okazuje się, że włosy nie potrzebują już aż tylu etapów, tylu składników aktywnych czy tak intensywnego dociążania, bo same z siebie stają się pełniejsze i bardziej „nasycone”. Innym razem trzeba na nowo nauczyć się ich równowagi i zaakceptować to, że potrzeby pielęgnacyjne po prostu przesunęły się gdzie indziej. I chyba właśnie w tym jest coś bardzo charakterystycznego dla tego czasu, że mniej naprawdę może znaczyć więcej, a dobra obserwacja okazuje się ważniejsza niż trzymanie się dawnych schematów.

Moje włosy zaskoczyly mnie w tej sposób podczas I trymestru gdzie wszystko zaczęło stawać na głowie i w większości sytuacji ratowałam się kapeluszem. Na szczęście wszystko wróciło do normy kiedy zaczeliśmy II trymestr.



5. Stres, zmęczenie, sen i ogólna kondycja psychofizyczna
Na koniec zostawiłam coś, czego nie da się łatwo zamknąć w tabeli czy prostym schemacie, a co mimo to potrafi bardzo wyraźnie odbijać się na włosach. Ciąża to przecież nie tylko hormony i fizjologia, ale także zmęczenie, napięcie, większa wrażliwość, zmienny rytm dnia i nocy, a czasem po prostu mniejszy zapas sił niż wcześniej. To wszystko wpływa nie tylko na samopoczucie, ale też pośrednio na skórę głowy, kondycję włosów i sposób, w jaki podchodzimy do codziennej pielęgnacji. Włosów naprawdę nie da się całkowicie oddzielić od życia albo "wynagrodzić" im jakąś super maską czy olejem stresu, który nas otacza, a ciąża jest jednym z tych momentów, w których ciało, emocje i energia splatają się ze sobą szczególnie mocno.

Bardzo często widać to nie tyle w jednej spektakularnej zmianie, ile w całym szeregu drobnych sygnałów. Włosy mogą stać się bardziej wymagające, ale jednocześnie my same nie zawsze mamy przestrzeń, by odpowiadać na te potrzeby tak jak wcześniej. Czasem brakuje siły na dłuższą pielęgnacje, wieloetapowe olejowanie czy uważne testowanie nowych rozwiązań. Czasem nawet to, co dawniej było przyjemnym elementem dbania o siebie, zaczyna wydawać się zbyt czasochłonne albo zwyczajnie zbyt męczące.

I myślę, że właśnie tutaj szczególnie warto dać sobie więcej wyrozumiałości, troski i empatii. Bo nie zawsze odpowiedzią na zmianę włosów jest bardziej rozbudowana pielęgnacja, większa liczba kosmetyków czy szukanie kolejnego „idealnego” rozwiązania. Niekiedy włosy potrzebują po prostu więcej prostoty, delikatności i spokojniejszego podejścia. Jedna jeśli nic nie działa to zamiast przejmować się im stanem, spróbujmy go zaakceptować i cieszyć się tym niezwykłym czasem, w którym to pod naszym sercem rośnie nowe życie.


Czy włosy w ciąży naprawdę zawsze wyglądają lepiej ?
Choć bardzo często mówi się o tym, że w ciąży włosy stają się gęstsze, mocniejsze i piękniejsze to rzeczywistość nie zawsze wygląda właśnie w ten sposób. U części kobiet ten czas rzeczywiście przynosi wyraźną poprawę, większą objętość i więcej blasku (u mnie tak było podczas II i III trymestru), ale u innych włosy potrafią stać się bardziej wymagające, kapryśne albo po prostu trudniejsze do zrozumienia niż wcześniej. Każda ciąża przebiega inaczej, dlatego również włosy mogą reagować na nią w bardzo różny sposób. Nawet u tej samej kobiety stan włosów w pierwsze, a drugiej ciąży może różnić się diametralnie. Myślę, że właśnie dlatego nie warto porównywać się do idealizowanych obrazków i powtarzanych w internecie opowieści o „najpiękniejszych włosach życia”, bo za każdą z tych historii stoi zupełnie inny organizm, inne potrzeby i inne doświadczenie. W tym szczególnym czasie włosy bardziej niż schematów potrzebują uważnej obserwacji, cierpliwości i gotowości do przyjęcia tego, że ich potrzeby mogą wyglądać inaczej niż dotąd. Możemy jednak przygotować się w pewien sposób do odpowiedniego zadbania o nie i stąd też przechodzimy do kolejnego punktu poniżej.


Jak pielęgnować włosy w ciąży ?

W czasie ciąży pielęgnacja włosów bardzo często wymaga nie tyle większej ilości kosmetyków, ile bardziej uważnego podejścia. Zamiast trzymać się sztywno dawnych schematów, warto spokojnie obserwować, jak włosy i skóra głowy reagują na zmiany zachodzące w organizmie. Czasem najlepsze efekty przynosi nie intensyfikowanie pielęgnacji, ale jej uproszczenie i większa delikatność na co dzień.


W praktyce może to oznaczać między innymi:

— uważną obserwację skóry głowy, bo to właśnie ona bardzo często jako pierwsza pokazuje, że potrzeby włosów zaczęły się zmieniać,

— odejście od dawnych przyzwyczajeń, jeśli pielęgnacja, która wcześniej sprawdzała się dobrze, nagle przestaje dawać ten sam efekt,

— uproszczenie rutyny, gdy włosy stają się łatwiejsze do obciążenia albo wyraźnie lepiej reagują na mniejszą ilość produktów,

— łagodniejsze mycie, dopasowane do aktualnej kondycji skóry głowy i jej wrażliwości,

— nieprzeciążanie włosów, zwłaszcza wtedy, gdy same z siebie stają się pełniejsze, bardziej miękkie lub mniej wymagające niż wcześniej,

— ostrożne testowanie nowości, bez wprowadzania zbyt wielu zmian naraz,

— większą delikatność w rozczesywaniu, zarówno podczas mycia, jak i w codziennym czesaniu

— wsłuchiwanie się w ich bieżące potrzeby, zamiast prób dopasowania ich do jednego, stałego schematu,

— pamiętanie, że kondycja włosów zaczyna się głębiej, bo nawet najlepsza maska nie zastąpi organizmowi tego, czego naprawdę potrzebuje od środka.


To właśnie dlatego w ciąży tak ważne wydaje mi się spokojne, elastyczne podejście do pielęgnacji jak na przykład nasz wyluzowany kangur. Włosy nie zawsze potrzebują wtedy więcej, ale paradoksalnie czasem potrzebują po prostu mniej, ale bardziej przemyślanie i z większym wyczuciem. 



Podsumowanie:

Ciąża to czas, w którym wiele rzeczy układa się na nowo, także tych, które wcześniej wydawały się dobrze znane i przewidywalne. Włosy również stają się częścią tej większej przemiany, dlatego nie zawsze trzeba za wszelką cenę próbować nad nimi panować czy przywracać je do dawnego porządku. Czasem znacznie ważniejsze okazuje się spokojne słuchanie ich potrzeb i przyjęcie tego, że w danym momencie mogą wymagać czegoś zupełnie innego niż wcześniej. Myślę, że właśnie na tym polega najbardziej świadoma pielęgnacja w tym okresie, nie na perfekcji, ale na uważności, łagodności i większym zaufaniu do własnych obserwacji. 

Jestem bardzo ciekawa, czy Wy również zauważyłyście w ciąży zmiany w swoich włosach i czy były one dla Was bardziej zaskakujące, czy może wręcz przeciwnie, przyszły one zupełnie naturalnie?

Pozdrawiam,
Madeline

Jak dbać o włosy przy dziecku ? Poradnik dla Mam

Jak dbać o włosy przy dziecku ? Poradnik dla Mam

Jeszcze zanim zostałam mamą, byłam przekonana, że moja włosowa rutyna jest czymś niezmiennym. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała, bo przy małym dziecku każda chwila staje się cenna, a rozbudowana pielęgnacja naturalnie schodzi na dalszy plan. Zrozumiałam, że powrót do dawnych rytuałów po prostu nie jest teraz możliwy, bo wymagają przestrzeni, której na tym etapie bardzo brakuje. Zamiast walczyć z codziennością, zaczęłam szukać prostszych, bardziej realistycznych rozwiązań, które pozwalają mi dbać o włosy bez dodatkowej presji. I choć dziś moja pielęgnacja wygląda inaczej niż kiedyś, wciąż daje mi poczucie, że robię dla siebie coś dobrego. Pomyślałam więc, że zbiorę w jednym miejscu 5 punktów, które naprawdę się u mnie sprawdziły, może okażą się pomocne także dla którejś z Was :)

1. Wyrozumiałość dla samej siebie

To był dla mnie najważniejszy krok czyli zaakceptowanie, że na tym etapie „wystarczająco dobrze” naprawdę znaczy dobrze. Zamiast mieć do siebie pretensje, zaczęłam podchodzić do pielęgnacji z większą łagodnością i odpuszczać tam, gdzie kiedyś nawet nie brałabym tego pod uwagę. Przestałam też kurczowo trzymać się wcześniej wyznaczonych dni na mycie włosów. Pamiętam, jak planowałam całe półtorej godziny na olejowanie pod podkład aloesowy albo wodę z miodem, dziś wiem, że taka przestrzeń nie zawsze się pojawi. Jeśli nie mam czasu, po prostu przekładam pielęgnację na kolejny dzień, a kiedy nadal jest trudno, wybieram wersję minimum: szybkie mycie delikatnym szamponem i sprawdzona maska na kilka minut. I to też jest w porządku. Wiem, że przy następnym myciu znajdzie się moment, by odżywić włosy trochę mocniej. Nauczyłam się myśleć o pielęgnacji bardziej jak o procesie niż o pojedynczym, idealnym rytuale, a przede wszystkim przypominać sobie, że my, jako mamy, naprawdę codziennie wykonujemy tytaniczną pracę i nie ma co nakładać na swoje barki dodatkowej presji.


Z czasem zauważyłam też, że dla własnego spokoju ograniczyłam oglądanie niektórych influencerek, które bez większego problemu potrafią wygospodarować dwie czy trzy godziny na pielęgnację włosów, najlepiej z ulubioną kawą w tle i w absolutnej ciszy. I naprawdę cieszę się, że mają obok kogoś, kto może w tym czasie zająć się dzieckiem. Wiem jednak, że nie jest to codzienność większości kobiet, szczególnie na emigracji, gdzie często zostaje się z maluchem samemu, bo Mąż po prostu musi być w pracy. Dlatego przestałam porównywać swoją rzeczywistość do cudzych obrazków i zaczęłam tworzyć własną, taką, która jest możliwa i dobra na nasz „tu i teraz” i.. bez zbędnej presji :)


2. Luźna organizacja czasu
Choć przy dziecku słowo „plan” potrafi brzmieć dość odważnie, zauważyłam, że nawet bardzo delikatna struktura tygodnia daje mi sporo spokoju. Nie chodzi o sztywne trzymanie się rozpiski, ale raczej o mały drogowskaz, który pomaga odnaleźć się w codzienności. Zazwyczaj zakładam więc orientacyjnie, w które dni chciałabym umyć włosy albo zrobić coś więcej wokół pielęgnacji. Jeśli życie napisze inny scenariusz, a pisze go dość często, po prostu przesuwam wszystko bez wyrzutów sumienia, czasami o dzień lub dwa, a czasami o...tydzień. Jednak taki plan nie jest obowiązkiem, tylko wsparciem, dzięki któremu nie łapię się nagle na myśli: „kiedy ja właściwie ostatnio myłam włosy?”. W tym całym, pięknym chaosie macierzyństwa daje mi to poczucie odrobiny ładu, a czasem właśnie tyle wystarczy, żeby dzień stał się trochę łatwiejszy.


3. Sprawdzone kosmetyki i mniej eksperymentów

Są takie dni, a czasem raczej kilka dni z rzędu, kiedy wszystko kręci się wokół dziecka. Skok rozwojowy, ząbkowanie, gorszy sen… każda mama dobrze zna te momenty. Wtedy nie mam ani przestrzeni, ani potrzeby, by testować nowe kosmetyki. Sięgam po swoje sprawdzone produkty, bo przy wymagającej codzienności chcę mieć chociaż jeden obszar, który jest przewidywalny, żeby włosy były po prostu umyte, zadbane i „z głowy”.

Na szczęście takie okresy zazwyczaj nie trwają wiecznie, to przeważnie kilka bardziej intensywnych dni niż długie miesiące. A kiedy sytuacja się uspokaja, pojawia się trochę więcej oddechu i wraca moja pielęgnacyjna ciekawość. To właśnie wtedy z przyjemnością sięgam po nowości, testuję i sprawdzam, co może sprawdzić się u mnie jeszcze lepiej. Dziś wiem, że wszystko ma swój czas, jest moment na prostotę i jest moment na eksperymenty, a jedno wcale nie wyklucza drugiego :)


4. Olejowanie + spacer 

To jeden z tych małych trików, które naprawdę ułatwiły mi życie. Zamiast szukać dodatkowego czasu na pielęgnację, zaczęłam łączyć ją z czymś, co i tak jest częścią naszej codzienności np. gotowanie, sprzątanie, zabawy albo spacery. Nakładam wtedy niewielką ilość oleju, mniej więcej od wysokości ucha w dół, zaplatam włosy i po prostu robię swoje: sprzątam albo wychodzę na spacer. 

Lubię w tym rozwiązaniu jego zwyczajność i brak presji. Jeśli nie zdążę umyć włosów tego samego dnia, nic się nie dzieje, przy cienkiej warstwie oleju nadal wyglądają dobrze również następnego. Traktuję to bardziej jak formę troski niż kolejny punkt do odhaczenia. Bo pielęgnacja na tym etapie ma mnie wspierać, a nie dokładać stresu i napięcia to
właśnie dlatego tak bardzo polubiłam tę prostą praktykę.



5. Wygodna fryzura, która chroni włosy
Najlepiej sprawdzają się u mnie proste rozwiązania: zwykły warkocz, najczęściej francuski, ale zapleciony na tyle luźno, żeby nie ciągnął włosów (zwlaszcza przy lezeniu) i nie powodował niepotrzebnego napięcia. Kiedy mam ochotę na coś jeszcze szybszego, ratują mnie wszelkiego rodzaju klamry i łapacze do włosów… a tych, przyznam zupełnie szczerze, dorobiłam się już całkiem imponującej kolekcji 🙂 Czasem mam wrażenie, że pojawiają się u mnie niemal automatycznie, tu jedna „na wszelki wypadek”, tam druga do torebki, kolejna do łazienki. I choć kiedyś pewnie uznałabym to za drobiazg, dziś wiem, że takie małe wsparcie w codzienności potrafi być na wagę złota. Bo jeśli fryzura trzyma się bez poprawek i nie zaprząta mi głowy, to jest już naprawdę połowa sukcesu.


Na koniec chcę powiedzieć coś, co sama kiedyś potrzebowałam usłyszeć, naprawdę nie musimy robić wszystkiego tak jak dawniej, żeby wciąż o siebie dbać. Macierzyństwo zmienia bardzo wiele, także nasze codzienne rytuały, ale nie odbiera nam prawa do małych gestów troski wobec samych siebie. Czasem pielęgnacja to  kilka prostych wyborów, które pomagają nam poczuć się choć odrobinę bardziej zaopiekowanymi.Myślę, że obrazek, który kiedyś wpadł mi w oko gdzieś w internecie, idealnie to podsumowuje.




'Bo w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi o coś jeszcze, o przeżywanie tego niezwykłego czasu z naszym dzieckiem. Nawet jeśli niektóre dni bywają trudne i pełne zmęczenia, dobrze pamiętać, że to tylko etapy, które z czasem mijają. Codzienność nie zawsze będzie tak intensywna, a wraz z większym spokojem naturalnie wróci też przestrzeń na dłuższe, pielęgnacyjne rytuały. Być może wrócimy do nich trochę inne, bogatsze o doświadczenia i z jeszcze większą wdzięcznością będziemy celebrować te małe chwile tylko dla siebie wspominając jak to było jedną ręką myć włosy a drugą kołysać kołyskę :)


Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda albo wyglądało u Was? Macie swoje małe sposoby, które pomagają Wam zadbać o siebie w tej intensywnej codzienności?


Pozdrawiam i ściskam Cię mocno zwłaszcza jeśli jesteś Mamą, pamiętaj robisz wspaniałą robotę,
Madeline



Macierzyństwo bez filtrów czyli wracamy do życia po ząbkowaniu +

Macierzyństwo bez filtrów czyli wracamy do życia po ząbkowaniu +

Ostatnie miesiące były dla mnie wyjątkowo intensywne i to nie w tym „instagramowym” sensie, tylko w tym najbardziej życiowym i prawdziwym. Dużo się działo, dni mijały szybko, a codzienność była pełna emocji, obowiązków i ważnych chwil. Zrobiłam sobie ponad trzy miesiące przerwy od blogowania, bo zwyczajnie potrzebowałam więcej przestrzeni na rodzinę, odpoczynek i bycie tu i teraz. Pisanie na moment zeszło na dalszy plan, choć cały czas miałam je z tyłu głowy i wiedziałam, że przyjdzie dzień, kiedy wrócę. Ten czas był pełen wyzwań, ale też bliskości, wzruszeń i małych momentów, które naprawdę zostają w sercu. Pozwolił mi zwolnić, nabrać dystansu i docenić codzienność w bardziej spokojny sposób. Teraz wracam z nową energią, wdzięcznością i ogromną radością, że mogę znów tu pisać i dzielić się z Wami moimi historiami.


Dużą część tego czasu wypełniło ząbkowanie mojego synka: proces długi, wymagający i bardzo intensywny, ale też pełen bliskości i tej wyjątkowej, rodzicielskiej uważności. Były nieprzespane noce, bardziej wymagające dni i kilka chorób po drodze, ale staraliśmy się wszystko przyjmować na bieżąco, krok po kroku. Nawet Święta miały u nas spokojniejszy, bardziej domowy charakter, podporządkowany zdrowiu i temu, żeby nasz maluch czuł się jak najlepiej. 

Natomiast w  październiku odwiedziła nas moja najmłodsza siostra razem z kuzynką mojego męża, co wniosło do naszego domu dużo radości i świeżej energii. Na parę tygodni nasz dom zamienił się w mały szpital polowy ma szczęscie z pielęgniarką i lekarką na pokładzie :) Pokazywaliśmy im Australię, trochę podróżowaliśmy i łapaliśmy wspólne chwile, które zostaną z nami na długo. Niedługo później przylecieli również rodzice mojego męża ze szwagrem i przez jakiś czas nasz dom był pełen rozmów, śmiechu, herbat wypijanych razem i tego miłego, rodzinnego zamieszania, które choć intensywne, było bardzo ciepłe i budujące. To właśnie im zawdzięczamy ten wyjątkowy domowy i rodzinny charakter Świąt Bożego Narodzenia w tym roku :). Mam nadzieję, że i u was Święta minęły w spokojnej i rodzinnej atmosferze :)



To był czas pełen emocji, spotkań, doświadczeń i codziennych spraw,  momentami bardzo dynamiczny, ale też bogaty w dobre chwile. Na spokojne pisanie i pielęgnacyjne rytuały było po prostu mniej przestrzeni, więc blog na chwilę musiał zejść na dalszy plan. Dziś wracam do niego bez pośpiechu i bez wyrzutów sumienia, raczej z wdzięcznością za ten czas i radością, że mogę znów tu być.



Pielęgnacja włosów w trybie „minimum”

Nie będę udawać, w tym czasie moja pielęgnacja włosów zeszła na dalszy plan. Częściej wybierałam szybkie, wygodne rozwiązania niż długie rytuały i eksperymenty. Był to raczej tryb „dbam na tyle, na ile mogę”, niż dopieszczanie każdego etapu.

Mimo wszystko udało mi się przetestować kilka naprawdę ciekawych rzeczy, w tym kilka wcierek, które przywiozła mi moja siostra razem z kuzynką mojego męża. Mam już swoje pierwsze przemyślenia i na pewno podzielę się nimi wkrótce, bo czuję, że to może być coś naprawdę interesującego.

Cały czas pamiętam też, że obiecałam jednej z Was w komentarzu wpis o moich olejach do włosów, ta obietnica absolutnie nie przepadła. Temat olejów nadal chodzi mi po głowie i na pewno wróci na bloga w najbliższym czasie.



Dziękuję Wam za cierpliwość, za to, że cały czas tutaj zaglądaliście i za wszystkie miłe komentarze w czasie mojej nieobecności. Wracam powoli, za to z dużą chęcią do pisania i dzielenia się tym, co u mnie, co testuję i co naprawdę się sprawdza.

Pozdrawiam Was ciepło,
Madeline
Macierzyństwo dało mi włosy, o jakich zawsze marzyłam

Macierzyństwo dało mi włosy, o jakich zawsze marzyłam

Długo się zbierałam, żeby o tym napisać.. Bo jak opisać coś tak zwykłego i jednocześnie tak… symbolicznego? Ale chyba właśnie dlatego chcę to zapisać. Nie wiem, jak to brzmi dla innych, ale macierzyństwo naprawdę zmieniło moje włosy. Bo wiecie Zawsze chciałam mieć „te” włosy. Wiecie, o co mi chodzi. Takie, które są pełne, miękkie, zdrowe, naturalne. Takie, które się błyszczą. Które układają się „same”, ale w taki sposób, że wyglądasz jakbyś nie musiała się starać. Które nie muszą być wymodelowane, żeby wyglądać dobrze.. Ohh ile godzin spędziłam nad analizowaniem składów, punktu rosy, metod olejowania czy nakładania masek, to wszystko sprawiło, że mocno rozwinęłam się w temacie świadomej pielęgnacji włosów. Tylko, że moje włosy, nie zawsze chciały współpracować..


Potem zostałam mamą 👶 


I przez pierwsze miesiące wszystko było na opak. Moje ciało, stało się... inne, skóra inna. Ja, próbująca odnaleźć się w nowej roli kompletnie nie miała na to wszystko czasu.

Włosy? Miałam wrażenie, że po porodzie lecą garściami. Zgarniałam je z poduszki, ze swetra, spod prysznica i nie ukrywam było to mocno dołujące, bo dla mnie włosy to coś więcej niż tylko włosy, które "przecież odrosną".. To część mnie i w zalewie pociążowych zmian, które działy się w moim ciele czułam się coraz mniej jak ja... Nie miałam siły analizować PEH, myć metodą kubeczkową. Po prostu robiłam to, co mogłam. Czasem nałożyłam maskę, a czasem miałam jedynie kilka minut aby na szybko je umyć szamponem. Ale ciało i hormony robiło swoje. Robiłam swoje też ja, aby odzyskać kontrolę nad sobą, swoim ciałem i włosami..A po tym jak wyszliśmy z okopów "newborn stage" zaczęłam działać razem z wcierkamki i olejami.



I po jakimś czasie zauważyłam różnicę, coś zaczęło się dziać..


Zaczęły rosnąć nowe.

Dosłownie. Baby hair wszędzie. Przy skroniach, na czubku głowy, jakby moje ciało powiedziało: „Dobra, widzimy, że się starasz więc pokażemy Ci efekty”. Zaczęły wracać ! Inne niż wcześniej, bardziej miękkie, grubsze, mniej kapryśne. Zaczęłam je obserwować. Nie stylizować, nie poprawiać, tylko.. obserwować . I z tygodnia na tydzień widziałam, że mam dokładnie takie włosy, jakich chciałam całe życie. Takie, które będą pięknie spadają kaskadami na moje plecy. W końcu oglądając zdjęcia mogę na nie spojrzeć i powiedzieć "Tak, mam naprawdę piękne włosy". Takie zdjęcia, które kiedyś jako Babcia będę oglądała z wnuczkami, delikatnie pocierając fotografię ze wzruszeniem, że te najpiękniejszy włosy przyszły do mnie właśnie po porodzie.    



Coś się we mnie przestawiło. 

Zrozumiałam, że pielęgnacja to nie tylko to, co nakładam na głowę.

To też:

  • sposób w jaki traktuje siebie i to co robię,
  • brak irytacji kiedy coś nie wygląda „perfekcyjnie”,
  • wewnętrzny spokój i równowaga.

Macierzyństwo przyniosło mi najpiękniejsze włosy, nie za sprawą hormonów, lecz dlatego, że przestałam z nimi walczyć. Zaczęłam je dostrzegać, słuchać i odpowiadać na ich potrzeby. Nie trzymałam się sztywnych zasad, nie liczyłam minut z olejem czy maską. Po prostu dawałam im to, czego potrzebowały, wtedy, gdy czułam, że to właściwy moment. Zamiast upatrywać w nich ciągłe niedoskonałości zaczęłam dostrzegać w nich ich pozytywy i je doceniać. Zamiast usilnie myśleć co jeszcze muszę w nich zmienić, zaczęłam cieszyć się tym co już udało mi się osiągnąć. Ten cały złudny  perfekcjonizm, do którego kiedyś dążyłam odszedł gdzieś na drugi, a może nawet trzeci plan. Macierzyństwo nauczyło mnie patrzeć na siebie z boku i akceptować siebie taka jaka jestem. 


Dziś patrzę w lustro inaczej. Nie poprawiam ich nerwowo. Nie kręcę głową z irytacją, że znowu coś odstaje. Nie zastanawiam się czy aby na pewno dobrze zrobiłam, że nałożyłam tę maskę proteinową po tym jak ostatnio hennowałam włosy..

Nie myślę: „można by je bardziej wygładzić”.

Myślę:

„Taka jestem. Takie są moje włosy. Silne, rosnące, moje.”

To może nie będzie najbardziej techniczny wpis o pielęgnacji włosów, jaki tu znajdziesz, ale może właśnie ten najbardziej potrzebny.


I jeśli czytasz to w momencie, kiedy Twoje są „jakieś takie nie”, to przytulam.

One wrócą, zobaczysz :) I będzie pięknie.


Pozdrawiam serdecznie, Madeline🌷

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger