Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powrót do pisania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powrót do pisania. Pokaż wszystkie posty
Macierzyństwo bez filtrów czyli wracamy do życia po ząbkowaniu +

Macierzyństwo bez filtrów czyli wracamy do życia po ząbkowaniu +

Ostatnie miesiące były dla mnie wyjątkowo intensywne i to nie w tym „instagramowym” sensie, tylko w tym najbardziej życiowym i prawdziwym. Dużo się działo, dni mijały szybko, a codzienność była pełna emocji, obowiązków i ważnych chwil. Zrobiłam sobie ponad trzy miesiące przerwy od blogowania, bo zwyczajnie potrzebowałam więcej przestrzeni na rodzinę, odpoczynek i bycie tu i teraz. Pisanie na moment zeszło na dalszy plan, choć cały czas miałam je z tyłu głowy i wiedziałam, że przyjdzie dzień, kiedy wrócę. Ten czas był pełen wyzwań, ale też bliskości, wzruszeń i małych momentów, które naprawdę zostają w sercu. Pozwolił mi zwolnić, nabrać dystansu i docenić codzienność w bardziej spokojny sposób. Teraz wracam z nową energią, wdzięcznością i ogromną radością, że mogę znów tu pisać i dzielić się z Wami moimi historiami.


Dużą część tego czasu wypełniło ząbkowanie mojego synka: proces długi, wymagający i bardzo intensywny, ale też pełen bliskości i tej wyjątkowej, rodzicielskiej uważności. Były nieprzespane noce, bardziej wymagające dni i kilka chorób po drodze, ale staraliśmy się wszystko przyjmować na bieżąco, krok po kroku. Nawet Święta miały u nas spokojniejszy, bardziej domowy charakter, podporządkowany zdrowiu i temu, żeby nasz maluch czuł się jak najlepiej. 

Natomiast w  październiku odwiedziła nas moja najmłodsza siostra razem z kuzynką mojego męża, co wniosło do naszego domu dużo radości i świeżej energii. Na parę tygodni nasz dom zamienił się w mały szpital polowy ma szczęscie z pielęgniarką i lekarką na pokładzie :) Pokazywaliśmy im Australię, trochę podróżowaliśmy i łapaliśmy wspólne chwile, które zostaną z nami na długo. Niedługo później przylecieli również rodzice mojego męża ze szwagrem i przez jakiś czas nasz dom był pełen rozmów, śmiechu, herbat wypijanych razem i tego miłego, rodzinnego zamieszania, które choć intensywne, było bardzo ciepłe i budujące. To właśnie im zawdzięczamy ten wyjątkowy domowy i rodzinny charakter Świąt Bożego Narodzenia w tym roku :). Mam nadzieję, że i u was Święta minęły w spokojnej i rodzinnej atmosferze :)



To był czas pełen emocji, spotkań, doświadczeń i codziennych spraw,  momentami bardzo dynamiczny, ale też bogaty w dobre chwile. Na spokojne pisanie i pielęgnacyjne rytuały było po prostu mniej przestrzeni, więc blog na chwilę musiał zejść na dalszy plan. Dziś wracam do niego bez pośpiechu i bez wyrzutów sumienia, raczej z wdzięcznością za ten czas i radością, że mogę znów tu być.



Pielęgnacja włosów w trybie „minimum”

Nie będę udawać, w tym czasie moja pielęgnacja włosów zeszła na dalszy plan. Częściej wybierałam szybkie, wygodne rozwiązania niż długie rytuały i eksperymenty. Był to raczej tryb „dbam na tyle, na ile mogę”, niż dopieszczanie każdego etapu.

Mimo wszystko udało mi się przetestować kilka naprawdę ciekawych rzeczy, w tym kilka wcierek, które przywiozła mi moja siostra razem z kuzynką mojego męża. Mam już swoje pierwsze przemyślenia i na pewno podzielę się nimi wkrótce, bo czuję, że to może być coś naprawdę interesującego.

Cały czas pamiętam też, że obiecałam jednej z Was w komentarzu wpis o moich olejach do włosów, ta obietnica absolutnie nie przepadła. Temat olejów nadal chodzi mi po głowie i na pewno wróci na bloga w najbliższym czasie.



Dziękuję Wam za cierpliwość, za to, że cały czas tutaj zaglądaliście i za wszystkie miłe komentarze w czasie mojej nieobecności. Wracam powoli, za to z dużą chęcią do pisania i dzielenia się tym, co u mnie, co testuję i co naprawdę się sprawdza.

Pozdrawiam Was ciepło,
Madeline
Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę-i-zrobię-herbatę” wstydu, który nagle przeciąga się do czterech lat i masy zmian po drodze..W międzyczasie życie jakby się rozpędziło: były podróże po Australii (czasem z mapą, czasem bez), był dom, którego nagle zaczęło się szukać, aż w końcu się znalazł, i był ktoś malutki, kto nauczył mnie, że włosy da się stylizować jedną ręką, a drugą bujać rytmicznie malutką kołyskę bądź wózek, z małym okruszkiem w środku..

Nie wiem, czy to powrót na stałe, choć mam taka nadzieję. Nadzieję na regularność i przynajmniej jeden wpis w tygodniu (trzymajcie kciuki). 

Ponieważ od dłuższego czasu dojrzewa we mnie to uczucie, że pora tutaj wrócić i znów poczułam ochotę na słowa. Choćby kilka. Choćby nieidealnych i na prędko między jedną drzemką, a chwilką wyrwaną wieczorem po tym jak mój Maluszek smacznie zasnął :)

Więc… hej. Jeśli jeszcze tu jesteś, to znaczy, że blog przechował nas obie.

Długo zeszło mi powrócić tutaj choć prób podejmowałam już wiele bo na początku to była tylko przerwa. Tydzień bez pisania, potem miesiąc. Później uznałam, że chyba nie mam już nic ważnego do powiedzenia. Jest przecież już tyle blogów, kanałów na ytb czy kont instagramowych... A potem… było już trochę niezręcznie. Tyle czasu. Tyle zmian. Nie wiedziałam, jak się odezwać — i czy jeszcze ktoś tu będzie.

Ale dziś, kiedy przeglądałam stare zdjęcia, te z włosami rozczochranymi przez tę nieznośną wilgotność w trakcie lata, pomyślałam: przecież to też była historia. I że szkoda, że jej nie opisałam..


Podczas mojej nieobecności sporo podróżowaliśmy z moim Mężem. Nie były to wyprawy do miejsc z okładek przewodników (na takie przyjdzie jeszcze czas), ale podróże w poszukiwaniu prawdziwej Australii i jej ludzi. Tych wiecznie uśmiechniętych, serdecznych, ukrytych za rogiem stacji benzynowej, a nie za hotelowym barem w Sydney z drinkiem. Szukaliśmy miejsc wolnych od tłumu i zgiełku, takich, które rozmawiają z człowiekiem ciszej, a niewypowiadane słowa trafiają wprost do serca i do rozsądku. Czyli dokładnie tych, które lubię najbardziej: wypraw na pustynię, na plaże, w tropiki i do tej zwyczajnej, niepozornej Australii, tej ukrytej w małych miasteczkach, z nieco przekrzywionymi szyldami, sklepami, w których czas się zatrzymał, i drogami, na których spotyka się swoje myśli oraz lokalsów, którzy z chęcią utną sobie z Toba pogawędkę na chwilkę lub dwie.
I co najpiękniejsze: takich miejsc jest zaskakująco wiele. I każde z nich ma w sobie coś niesamowitego, choć nie zawsze jest to widocznego od razu.


Ukończyliśmy też długą ścieżkę prowadzącą do obywatelstwa i przyjęliśmy ten moment z wdzięcznością i radością, świętując go w gronie naszych przyjaciół, którzy tutaj na emigracji stali się dla nas drugą rodziną To była decyzja zbudowana na latach, nie na chwilowym zachwycie i choć chcemy do Polski kiedyś wrócić to czujemy, że teraz jest nasz czas tutaj, w naszym drugim domu, w Australii...

A później… później pojawiło się dziecko. Nasz wspaniały mały synek, który zmienił całe nasze życie. Przewartościował każdy jego aspekt i nadał głębokiego sensu, którego nie widzieliśmy wcześniej.


Kupiliśmy też nasz pierwszy dom, niewielki, z dala od centrum miasta, ale nasz. Z cieniem palm, pod którym wieczorami siadam rozpalając campingowe ognisko i popijając herbatę z miodem i cytryną.

I może właśnie dlatego dziś, po czterech latach ciszy, poczułam, że chcę wrócić.
Nie po to, żeby nadrobić, ani żeby opowiadać wszystko od początku, ale po to, żeby znowu mieć gdzie zapisać moja australijską codzienność, te małe i duże wyprawy i moje włosowe eksperymenty..

Włosy mam dłuższe (ciąża bardzo im służyła), czasu mniej, ale więcej spokoju i stabilności i chyba właśnie to sprawiło, że znowu mam ochotę na pisanie.

Mam nadzieję, że zostaniesz jeszcze chwilę.
Może zaparzysz coś ciepłego. Może przeczytasz coś starszego.
A ja tymczasem... spróbuję się znowu rozgościć w tym moim małym miejscu w Internecie..

Dziękuję, jeśli nadal tu jesteś :)

Dziękuję, jeśli dopiero przyszłaś :)

Do usłyszenia wkrótce, Madeline

 

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger