Godzina dla Włosów #23 Głębokie oczyszczenie i regeneracja po upalnych dniach nad oceanem
Czego użyłam?
Na zdjęciu są cztery rzeczy, na których oparłam cały włosing:
1) Olej z czarnuszki (black seed oil)
Olej z nasion Nigella sativa, u nas to po prostu 100% organiczny, tłoczony na zimno olej z czarnuszki. Kupiliśmy go kiedyś przy pielęgnacji skóry naszego Maluszka z egzemą, a że sytuację udało się opanować, postanowiłam wykorzystać resztę na włosy.
2) Szampon oczyszczający Nature’s Organics Fruits Coconut & Lime
Sięgnęłam po niego, bo potrzebowałam mocniejszego domycia po oleju i „letnich przygodach”. Za oczyszczanie odpowiadają głównie: Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine i TEA-Lauryl Sulfate.
3) Ziaja „Liście baobabu” – maska wygładzająca (mój hit!)
Uwielbiam ją za szybki efekt wygładzenia. W składzie ma m.in. ekstrakt z liści baobabu, roślinne proteiny i aminokwasy pszenicy, a do tego zestaw witamin (B3, B5, B6, C, E) oraz emolienty, które dają miękkość i poślizg.
4) Serum Bioelixire z olejkiem z czarnuszki (z filtrami UV), o którym pisałam wam już kiedyś w jednym z wcześniejszych wpisów o tutaj klik
Typowo na końcówki: baza z lekkich silikonów (Cyclopentasiloxane, Dimethiconol) + filtry UV (Ethylhexyl Methoxycinnamate, Bumetrizole) i dodatek olejku z czarnuszki.
Jak używałam tych produktów?
1) Olejowanie dzień wcześniej
Zaczęłam od oleju z czarnuszki, nałożyłam go na długość (u mnie standardowo od ucha w dół, szczególnie na końcówki) i zostawiłam na noc.
2) Mycie i głębokie oczyszczenie
Następnego dnia umyłam włosy szamponem oczyszczającym i to był kluczowy moment. To właśnie jego składniki myjące: Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine i TEA-Lauryl Sulfate, domywają wszystko po oleju i po oceanie. Po takim myciu mam pewność, że włosy są naprawdę czyste i maska może zadziałać jak trzeba.
3) Maska Ziaja czyli moja szybka akcja ratunkowa
Potem nałożyłam moją ukochaną maskę Ziai. Plan był potrzymać ją dłużej, ale mój Maluch szybko zweryfikował ten pomysł 😅 miałam ją na włosach tylko kilka minut, a i tak zrobiła świetną robotę: wygładziła, zmiękczyła i uspokoiła to, co było najgorzej spuszone.
4) Naturalne suszenie + serum na końcówki z lotnymi silikonami
Włosy zostawiłam do wyschnięcia naturalnie, a kiedy końcówki były jeszcze lekko wilgotne, wtarłam odrobinę serum Bioelixire. Lubię je za to, że nie tylko wygładza, ale też daje ochronę dzięki filtrom UV (Ethylhexyl Methoxycinnamate, Bumetrizole).
Wrażenia po tym włosingu
Kiedy zrobiliśmy te zdjęcia, od razu zobaczyłam coś, co u mnie zawsze wraca w lecie czyli miedziano-rudawe refleksy. Moje ciemne włosy łapią wtedy cieplejsze tony, jakby sama natura przypominała mi, że jestem Słowianką :) Jak co roku mam zamiar je ochłodzić a docelowo się ich pozbyć i mam nadzieję, że kolejny raz uratują mnie z tego Violet de Paris, o którym pisałam wam kiedyś tutaj klik, oraz dobrze znany fanom akwarystyki Blue Ichito, o którym możecie poczytać tutaj klik. Co ciekawe, kiedyś wręcz nienawidziłam tego naturalnego balejażu. Wydawały mi się zbyt przypadkowe, za jasne i nierówne, trochę nie w moim stylu. A teraz patrzę na nie dużo łagodniej, bo jak na małą pamiątkę po lecie i pięknych chwilach. I powiem Wam szczerze… z roku na rok podobają mi się coraz bardziej :). Wracając jednak do godziny dla włosów...
Po całym zabiegu czułam (i widziałam) wyraźnie, że włosy odetchnęły. i najbardziej "rzuciły mi się w oczy" dwie rzeczy. Po pierwsze: nawilżenie i sprężystość. Od razu widać i czuć w dotyku, że włosy są lepiej nawodnione i bardziej elastyczne. To nie jest tylko kwestia wyglądu, ale także uczucia kiedy ich dotykam, zniknęło to „sianowate” odczucie, a pojawiła się lekka jedwabistość, jakby włosy miały w sobie więcej życia i chętniej współpracowały.
Po drugie: miękkość. Po oczyszczeniu i masce włosy zrobiły się przyjemnie gładkie, ale bez efektu ciężkości czy przyklapnięcia, ale raczej taki zdrowy, naturalny komfort. Kiedy przejeżdżam palcami po długości, czuję większy poślizg i uporządkowanie, a końcówki mniej się haczą i nie są tak szorstkie jak po dniach na słońcu.
I jeszcze jedno, mam wrażenie, że ta rutyna świetnie zagrała na równowagę. Oczyszczanie zrobiło porządek po oceanie i kosmetykach, maska dołożyła odżywienia, a serum domknęło końcówki i dało to przyjemne poczucie zabezpieczenia. To dokładnie ten typ włosingu, po którym myślę: „okej, wróciłyśmy na dobre tory”.
Jestem z tego włosingu naprawdę zadowolona, choć widzę też jasno, że to dopiero początek, moje włosy nadal proszą o konkretną porcję nawilżenia, trochę protein, regularne olejowanie i (u mnie jak zawsze) powrót do henny. I właśnie na tym chcę się skupić w kolejnych tygodniach.
A Wy? Macie swój prosty sposób, który zawsze ratuje włosy po upalnych dniach: coś, co naprawdę pomaga im wrócić do formy: domowa maseczka, ulubiona odżywka, olejek, a może po prostu jeden sprawdzony trik? Chętnie posłucham o waszych patentach :)
Pozdrawiam,
Madeline


Ależ masz piękne włosy! Ja bardzo niemądrze rozpoczęłam rozjaśnianie, co się skończyło uciachanie przy samych uszach, a dalej wyglądają jako tako.
OdpowiedzUsuńWalczę ilem mogę, jednak do ciemnych nie chciałabym wrócić. Chyba Twoja pielęgnacja jest inna od mojej, bo mamy różną porowatość włosa, kolor i cała reszta. Jedno jest pewne - pielęgnacja robi efekty.
Przepiękne masz włosy ♥ Ach, dla mnie marzenie aby takie mieć ;)
OdpowiedzUsuńMasz cudne włosy! Tylko pozadrościć :) Kolorek też cudny!
OdpowiedzUsuń