Styczniowa aktualizacja z australijskiej wsi – czyli jak pielęgnować włosy latem

Witam Was dziś w miejscu, które od dawna jest dla mnie australijską odpowiedzią na typową angielską wieś. Jest tu ten szczególny rodzaj spokoju, rodzący się z harmonii między krajobrazem a niespiesznym rytmem dnia. Za każdym razem, gdy tu jestem, przed oczami pojawiają mi się obrazy jak z Dumy i uprzedzenia, tylko, że w mojej wersji Mr. Darcy zamiast „Miss Elizabeth” woła do niej „G’day, gorgeous, how ya goin’?” ;). I właśnie w tym połączeniu widzę cały urok tego miejsca: romantyzm pozbawiony niepotrzebnych konwenansów, przefiltrowany przez słońce, przestrzeń i brawurę australijczyków, która pozwala uczuciom wybrzmiewać swobodniej i bez ograniczających ich nad wyraz etykiet.


Pewnie wiele z Was słyszało w wiadomościach, że zmagamy się teraz z falą upałów i tak, to zdecydowanie prawda. W dniu, w którym robiliśmy te zdjęcia, termometr pokazywał 35 stopni, a słońce było bezlitosne już od samego rana. Miałam na sobie długą koszulę, ale uszytą z lnu, a trudno o lepszego sprzymierzeńca w taką pogodę. Len oddycha razem ze skórą, daje przyjemne poczucie lekkości, ochłodzenia i chroni przed ostrym promieniowaniem, które tutaj potrafi być naprawdę intensywne. Przy tak silnym słońcu nauczyłam się, że oprócz kremów z wysokim filtrem, które oczywiście nakładam regularnie to warto otulić skórę czymś naturalnym i przewiewnym, pozwalając ciału przetrwać upał w nieco łagodniejszym rytmie.


Co chciałam osiągnąć, a co wyszło naprawdę

Podobnie było nad oceanem, nad którym spędziliśmy sporą część stycznia. Dużo słońca, wiatr i słona woda nie pozostają przecież obojętne, zwłaszcza dla włosów, które, jak już wcześniej Wam wspominałam, potrafią szybko odczuć takie warunki. Dlatego w tym miesiącu szczególnie zależało mi na tym, by je chronić: z jednej strony przed palącym słońcem, a z drugiej dobrze odżywiać i zabezpieczać przed wysuszającym działaniem morskiej wody. Chciałam, aby mimo letniej beztroski pozostały miękkie, elastyczne i odporne na kaprysy australijskiego lata. Niestety ciężko spędzać aktywnie czas w australijskie lato i pomimo wszelkich moich starań, niestety nie udało mi się być pionierką i wygrać z słoną wodą i palącym słońcem.

Stan moich włosów:
Mimo tej ostrożności szybko zauważyłam, że wysokie temperatury zaczęły odbijać się na kondycji moich włosów. Stały się bardziej przesuszone, straciły blask i swoją naturalną elastyczność. To bardzo typowy efekt działania słońca i słonej wody, gdy łuska włosa się rozchyla, wilgoć łatwiej ucieka, a pasma przestają odbijać światło tak równomiernie jak wcześniej. W dotyku były więc mniej gładkie, bardziej podatne na plątanie i wyraźnie spragnione równowagi. 

Wiedziałam, że to moment, w którym trzeba świadomie postawić na nawilżenie i emolienty, tak aby pomóc domknąć łuskę i przywrócić włosom utracony komfort. Zależało mi nie tylko na samej miękkości, ale też na tym charakterystycznym uczuciu lejącej gładkości, po którym zawsze poznaję, że włosy wracają do swojej najlepszej formy. Dlatego w ostatnich tygodniach sięgałam po pielęgnację bardziej uważnie, wybierając produkty, które realnie mogły wesprzeć włosy po intensywnym, letnim czasie.



Kosmetyki, których używałam w styczniu:
🌿 Oleje:

W tym miesiącu postawiłam przede wszystkim na systematyczne olejowanie, stało się ono jednym z najważniejszych kroków mojej pielęgnacji. Przed prawie każdym myciem nakładałam na włosy najpierw aloes (humektant), a następnie nakładałam olej, któru zostawiałam na włosach na co najmniej godzinę, pozwalając im spokojnie czerpać z jego odżywczych właściwości.


Olej rycynowy — szczególnie dobrze sprawdził się przy przesuszonych włosach. Choć jego gęsta konsystencja potrafi być wymagająca, nauczyłam się z nim pracować i często łączyłam go z lżejszym olejem, by łatwiej rozprowadzał się po długości.
Olej z czarnuszki — chętnie do niego wracałam, zwłaszcza po bardzo słonecznych dniach. Koił przesuszenie i przywracał włosom miękkość oraz większą podatność na układanie. Często również nakładałam go na włosy przed wyjściem na słońce, bo jest on naturalnym filtrem UV.
Olej rozmarynowy — mieszanka m.in. oleju rycynowego, oliwy z oliwek i oleju z awokado. Działał ochronnie i wzmacniająco, pomagał zatrzymać nawilżenie, a rozmaryn delikatnie wspierał skórę głowy, przywracając jej poczucie równowagi.
Nocna maska Elseve — wieczorami traktowałam ją jak otulający kompres; do rana włosy stawały się wyraźnie gładsze, bardziej miękkie i spokojniejsze. 

🌿 Szampony, maski i odżywki:
W styczniu bardzo uważnie podchodziłam do oczyszczania włosów, po wielu dniach spędzonych nad oceanem potrzebowały nie tylko odżywienia, ale też dokładnego zmycia soli, wiatru i nagromadzonych kosmetyków. Starałam się więc zachować równowagę między delikatnym myciem a mocniejszym resetem.



🧼 Szampony 
• Sukin Deep Cleansing Shampoo — jeden z moich ulubieńców, jest naturalny, a jednocześnie skuteczny. Pięknie odświeżał skórę głowy i pozostawiał włosy lekkie, dlatego sięgałam po niego wtedy, gdy zależało mi na świeżości bez efektu przesuszenia.
• Natures Organics Fruits Coconut & Lime Shampoo (niebieski) — mój plażowy ratunek. Świetnie domywał włosy i pomagał dokładnie wypłukać sól, dzięki czemu odzyskiwały miękkość i przestawały być tępe w dotyku. Idealny, gdy czułam, że włosy potrzebują prawdziwego, mocnego oczyszczenia.

🧴 Maski i odżywki
Garnier Fructis Nutri Repair
3 (ta żółta)
— odżywczy klasyk, do którego wracam, gdy włosy wołają o wygładzenie. Bogata, emolientowa formuła z olejami przywracała im miękkość, ograniczała puszenie i dodawała zdrowego blasku.
L’Oréal Elseve Dream Long – odżywka — lekka, ale bardzo skuteczna w codziennej pielęgnacji. Pomagała utrzymać końcówki w dobrej kondycji, wygładzała długość i sprawiała, że włosy wyglądały na bardziej zdyscyplinowane.
Ziaja – maska wygładzająca do włosów puszących się — sięgałam po nią wtedy, gdy włosy zaczynały żyć własnym rytmem. Pomagała je ujarzmić i dodawała im jedwabistej gładkości.
Fruita Banana Hair Mask — bardziej treściwa i otulająca. Idealna w momentach większego przesuszenia — po niej włosy były wyraźnie bardziej miękkie i sprężyste.

Bogactwo tych formuł początkowo dawało świetne efekty, ale z czasem zauważyłam, że włosy zaczęły tracić swoją naturalną lekkość. To był dla mnie kolejny sygnał, że nawet w odżywianiu najważniejsza jest równowaga.

🌿 Półprodukty i wcierki

W tym miesiącu nie zabrakło też prostych produktów, które świetnie uzupełniały moją pielęgnację i pomagały włosom lepiej radzić sobie z letnimi warunkami.



Żel aloesowy (99% aloesu) — stosowałam go niemal przed każdym olejowaniem jako nawilżający podkład. Aloes pięknie wiąże wodę we włosie, dzięki czemu oleje mogły działać jeszcze skuteczniej, a same włosy po myciu były bardziej miękkie i spokojniejsze.

Wcierka Anwen „Grow Us Tender” — używam jej już od około trzech miesięcy i powoli zbliżam się do momentu, w którym będę mogła powiedzieć o niej coś więcej. Pierwsze efekty zaczynam zauważać, dlatego niedługo na pewno podzielę się z Wami pełniejszą opinią.

Revlon Uniq One – odżywka w sprayu — dostałam ją od teściowej i okazała się bardzo miłym zaskoczeniem. W słoneczne dni sprawdzała się szczególnie dobrze, wygładzała włosy, ułatwiała rozczesywanie i dawała im dodatkową warstwę ochrony bez uczucia ciężkości.


Podsumowanie
Styczeń był dla mnie miesiącem uważności, wsłuchiwania się w potrzeby włosów i reagowania na to, co przynosi im australijskie lato. Dużo słońca, słona woda i wiatr szybko przypominają, że nawet najbardziej zadbane włosy potrzebują czasem więcej troski i prostoty niż kolejnych eksperymentów. Ten miesiąc nauczył mnie przede wszystkim równowagi: między odżywieniem a lekkością, ochroną a nadmiarem.

Zrozumiałam też po raz kolejny coś, o czym łatwo zapomnieć: włosy naprawdę nie oczekują perfekcji, tylko konsekwencji i świadomej pielęgnacji. Czasem mniej znaczy więcej, a najlepsze efekty przychodzą wtedy, gdy przestajemy działać w pośpiechu i pozwalamy im wracać do formy we własnym tempie.

Jestem więc bardzo ciekawa, czy Wasze włosy też zmieniają swoje potrzeby wraz z porami roku, czy raczej pozostają wierne jednej, sprawdzonej rutynie?


Pozdrawiam,

Madeline


29 komentarzy:

  1. Równowaga rzeczywiście jest bardzo istotna. Interesujący wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowaniem równowaga to często największy sekret pięknych włosów 🙂

      Usuń
  2. Zdecydowanie moje włosy zmieniają swoje potrzeby wraz z porami roku. Mam bardzo jasne włosy i latem szczególnie "dostają w kość". Niestety bardziej się przesuszają i łamią. Potrzebują też więcej nawilżenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam dodać do tej pielęgnacji olejowanie, bo pomaga domknąć łuskę włosa i dzięki temu zatrzymać w nim nawilżenie :). Włosy stają się wtedy mniej podatne na przesuszenie i łamanie, czego latem szczególnie potrzebują. U mnie to prosty krok, który daje im wyraźnie więcej miękkości i ochrony :)

      Usuń
  3. Wezmę Twoje spostrzeżenia pod uwagę, gdy i u nas będzie tak ciepło :) Zazdroszczę tych 35 stopniu, bo u nas, w Polsce teraz są kilkunastostopniowe minusowe temperatury i wszyscy tęsknimy za słońcem i ciepłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ohh jak bardzo chciałabym się zamienić ! Z chęcią przyjęłabym od Was choć odrobinę tego mrozu 🙂 W zamian mogę oddać trochę naszych upałów, bo w tym roku lato daje się nam naprawdę we znaki. Wszystko ma swój urok, ale czasem marzy mi się ten rześki, zimowy oddech powietrza :)

      Usuń
  4. Ależ piękne włosy, nie mogę się napatrzeć <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tyle ciepła ❤️ i serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Masz przecudne włosy i widać, że bardzo o nie dbasz. Powiem Ci, że przy 35 stopniach ja leże jak kłoda, okropnie źle znoszę upały. hehe Tak, me włosy reagują, teraz na czapkę, potem na ciepłotę, ale jakoś temu zaradzam...troszkę. :D Pięknych dni Ci życzę. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa ❤️ A z tymi upałami mam bardzo podobnie :) tutaj w Australii wszyscy powtarzają, że to nie sama temperatura jest najtrudniejsza, ale wilgotność, która potrafi naprawdę dać się we znaki.. Czasem, gdy wychodzi się na zewnątrz, powietrze jest tak ciężkie od jej nadmiaru, że aż trudno nim oddychać. Ale mimo wszystko staram się pamiętać, że to po prostu część tutejszego lata i że ono w końcu minie :)
      Tobie również życzę pięknego tygodnia ❤️

      Usuń
  6. Pielęgnacja włosów latem – a u mnie zima jak się patrzy. Tęsknię za latem 😢 ale trzeba przyznać że dla włosów jest to wymagająca pora roku. Interesujące produkty miałam okazję kilka wypróbować między innymi odżywkę od Garnier albo Elseve. Wspaniały bardzo inspirujący wpis. Masz tak piękne włosy że ciężko oderwać od wzrok 😍 moje są długie ale nie tak piękne niestety. Choć staram się dbać o nie najlepiej jak mogę ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Toba zgadzam, każda pora roku stawia włosom swoje wyzwania, ale samo to, że świadomie o nie dbasz, już jest czymś naprawdę pięknym :)
      Wiesz, samo to, że dbasz o swoje włosy, mówi już bardzo dużo, to właśnie z takiej codziennej troski rodzą się najpiękniejsze efekty❤️. Moje włosy przeszły ze mną długą drogę i nie zawsze tak wyglądały :) Miałam wiele wtop i załamań po drodze, ale nie poddawałam się i próbowałam coraz bardziej poszerzać swoją wiedzę i testować co faktycznie na nie działa :)
      I tego Ci również życzę, bo długie włosy to skarb i często wystarczy tylko popchnąć ich pielęgnacje w odpowiednim kierunku :)
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  7. Twoje włosy są piękne!
    Nie pytaj mnie. Kiedyś miałam piękne włosy- długie, proste i odporne na wszelkie wałki, lokówki itp.
    Teraz też ciągle są całkiem spoko. Moje TSH chyba się normalizuje, bo już tak nie wypadają jak pół roku temu.
    Klimat, o jakim piszesz, zupełnie nie dla mnie.
    Obserwuję Cię!
    Pozdrowienia ze skutej lodem Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tyle miłych słów, ogromnie mi miło! ❤️ Włosy potrafią być prawdziwym barometrem zdrowia, więc trzymam kciuki, żeby TSH całkowicie się unormowało i żebyś szybko zobaczyła jeszcze większą poprawę. Wypadanie włosów potrafi stresować, ale dobrze słyszeć, że sytuacja idzie w dobrą stronę :) Możesz juz powoli zacząć używać wcierek albo spróbować olejowania włosów, to naprawdę pomaga :)
      A co do klimatu, to tak zdecydowanie jest to wyzwanie, zwłaszcza latem, ale staramy się przetrwać byle do zimy ! :)
      Pozdrawiam z gorących Antypodów :)

      Usuń
  8. Masz piękne włosy, podziwiam. W mojej rodzinie włosy były gęste, mocne i proste. Z pokolenia na pokolenie kobiety nosiły grube warkocze. Większość mojego życia upłynęła z włosami poza pas. W zasadzie obcięłam je na krótko dopiero 9 lat temu, gdy już byłam babcią dwojga wnucząt. W mojej młodości dostępność czegokolwiek z kosmetyków graniczyła z cudem. W mojej klasie okresowo pojawiała się wszawica i wtedy umierałam ze strachu żeby jakaś " zbłąkana" nie wdarła się w moje włosy. Na szczęście ten problem nigdy mnie nie dotknął. Jedyny mój " problem" to były włosy proste, nawet po całonocnej męce z papilotami wracały natychmiast do idealnej prostości. A dziś moda na prostowanie, ale ja nadal zachwycam się tymi pokręconymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ wspamoała historia ! jestem naprawdę pod wrażeniem:) Takie włosy to coś więcej niż uroda, to trochę jak rodzinna opowieść zapisana w genach. Grube warkocze noszone przez pokolenia brzmią niemal symbolicznie, jak znak siły i kobiecości przekazywany dalej :). Mam cichą nadzieję, że dziś z tą samą czułością zaplatasz warkocze swoim wnuczkom ❤️

      Co do naszych przodkiń to coraz częściej myślę, że dawniej na piękne włosy ogromny wpływ miało naturalne odżywianie i spokojniejszy rytm życia. Teraz żyjemy szybciej, w większym napięciu, a stres niestety bardzo odbija się na naszym ciele, a włosy są jednymi z pierwszych, które to zdradzają..
      Ojejku, a Twoja historia o niesfornych papilotach od razu przywołała moje wspomnienie z dzieciństwa :D Przed szkolnymi dyskotekami ja uparcie prostowałam swoje włosy, a moja koleżanka z idealnie prostymi włosami usilnie je kręciła. Po kilku godzinach, ku naszemu zrozpaczeniu moje włosy zaczynały się falować, a jej wracały do "prostych drutów" jakimi je określała i obie marzyłyśmy o włosach tej drugiej.. To chyba bardzo kobiece, to że dostrzegać piękno tam, gdzie same go nie mamy ❤️
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  9. Madeline, włosy ścinam na króciutko i przeczesuję palcami. Ale oczywiście podziwiam te długie, kręcone, falujące. Każdemu według potrzeb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo to ładnie brzmi, klasyczna fryzura i wygoda często idą w parze z pewnością siebie :) Najważniejsze, żeby nosić się tak, jak nam pasuje :) Pozdrawiam ciepło ❤️

      Usuń
  10. Czytając, od razu przyszło mi do głowy, że warto czasem właśnie tak eksperymentować i obserwować, bo włosy (i my sami) naprawdę reagujemy na zmiany w otoczeniu inaczej niż byśmy się spodziewali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Włosy potrafią nas nieraz zaskoczyć i pokazać, czego naprawdę potrzebują, wystarczy dać sobie przestrzeń na małe eksperymenty i uważnie obserwować :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Beautiful hair and interesting products. Thanks for sharing.
    I invite you to visit my last post. Have a good week!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you so much for your kind words! I’m really glad you enjoyed the post 🙂 I’ll happily take a look at yours as well. Wishing you a wonderful weekend!❤️

      Usuń
  12. Your hair is gorgeous 😍
    Beautiful photos and thank 😊 you for sharing about these products. I appreciate it. 🙏
    Warm greetings from Montreal, Canada ❤️ 😊 🇨🇦

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you so much for such a lovely comment, it truly made me smile! 😊 I’m really happy you enjoyed the photos and found the post helpful. Sending warm greetings back to you in Montreal, and hello from sunny Brisbane, Australia! ❤️🇦🇺

      Usuń
  13. Masz przepiękne włosy. Pielęgnacja włosów jest ważna. To nasz atut, musimy o nie dbać. Chociaż coraz więcej mężczyzn też dba o swoje włosy :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 Czytając Twój komentarz, od razu się uśmiechnęłam, bo o męskiej pielęgnacji włosów wiem całkiem sporo gdyż mój mąż (ogromny fan Iron Maiden i AC/DC), nosił długie włosy przez około 7 lat. Bywały nawet momenty, że miał je dłuższe ode mnie! 😀 I tak naprawdę dopiero przeprowadzka do Australii i australisjkie upalne lata sprawiły, że około 5 lat temu podjął decyzje o ich ścięciu :)
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  14. Powiało egzotyką, bo u nas przydałaby się ochrona włosów przed mrozem. 😉Tak czy siak moim włosom zawsze przydaje się nawilżenie. Serdecznie pozdrawiam.🤗 🫶

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak :) nawilżenie potrafi zdziałać cuda, a kiedy domknie się je delikatnym olejowaniem, włosy często od razu odwdzięczają się miękkością i blaskiem 🙂 To takie małe rzeczy, które robią dużą różnicę.
      Bardzo dziękuję za Twój komentarz i przesyłam Ci dużo ciepłych pozdrowień ❤️❤️❤️

      Usuń
  15. Witaj między mrozami
    Tak , tak u nas zima. Ale rady zapisuję sobie już na lato.
    Włosy piękne, do pozazdroszczenia.
    Życzę pewnych, ostrożnych kroków na Twoich ścieżkach

    OdpowiedzUsuń

Polecany post

Czy to tu się jeszcze pisze? – refleksja blogowa, powrót i sens pisania w 2025

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz logowałam się tutaj bez poczucia lekkiego wstydu.. Wiesz, tego rodzaju „zaraz-napiszę-tylko-najpierw-odkurzę...

Copyright © Je suis Madeline , Blogger